Magnacki dwór niezgody

Sam środek parku Lubomirskich; przeszło 650 mkw. powierzchni pod dachem tego dworu czeka na chętnego, który ma ok. 1,3 mln zł w kieszeni. Przetarg odbędzie się ostatniego dnia lutego br. Fot. Jerzy Mielniczuk
Sam środek parku Lubomirskich; przeszło 650 mkw. powierzchni pod dachem tego dworu czeka na chętnego, który ma ok. 1,3 mln zł w kieszeni. Przetarg odbędzie się ostatniego dnia lutego br. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Miejsce, gdzie mają być drugie Bolestraszyce, było placem samorządowej bitwy. Poległ w niej na razie prywatny przedsiębiorca, któremu zamarzyło się mieć dwór po Lubomirskich.

Gdy powiat sprzedał dwór Lubomirskich w parku w Charzewicach, w mieście wybuchł samorządowy gniew. – To policzek wymierzony miastu – zagrzmiała grupa radnych wspierających prezydenta Andrzeja Szlęzaka. – To wina Szlęzaka, że dworu nie chciał kupić – spokojnie odpierał ataki starosta Robert Fila. Ale zaraz starosta przetarg unieważnił. Teraz miasto ma nadzieję być górą, a gromy na starostę sypią się z ław powiatowych. Ostatni prawy właściciel nieruchomości w grobie się przewraca.

Charzewice były gniazdem rodowym Lubomirskich. Park z egzotycznymi nasadzeniami i małymi dworkami był porównywany do tego w Bolestraszycach. Komuna Lubomirskich wygoniła, posiadłość zniszczyła, a teraz samorządy biją się o resztówki z niegdysiejszej wizytówki zacnego rodu. Większość z kilkunastu hektarów ma już w rękach samorząd miejski, ale podniszczona perełka w centrum parku jest jeszcze własnością powiatu, który dwór próbuje sprzedać.

Krótkotrwała samorządowa zimna wojna
Miasto Stalowa Wola chce odtworzyć park charzewicki w formie przynajmniej przypominającej czasy księcia Jerzego i jego poprzedników. Powiat stalowowolski w Charzewicach nie ma żadnego interesu, ale jest właścicielem nieruchomości, którą chce sprzedać za ok. 1,3 mln zł. Prezydent miasta chce dwór kupić, ale nie za taką cenę. Miasto byłoby gotowe wydać cztery razy mniej, ale ta oferta z uśmiechem przyjmowana jest w starostwie. O mały włos samorządy pogodziłby prywatny przedsiębiorca, który późną jesienią jako jedyny wystartował w ogłoszonym przez powiat przetargu i dwór kupił. Wtedy radni miejscy wypowiedzieli wojnę staroście, uważając, że ze sprzedażą mógł poczekać, aż w miejskiej kasie znalazłyby się pieniądze.

W czasie przedświątecznych dni między magistratem i starostwem kursowali tylko zaufani kurierzy. Kontakty starosty z prezydentem nabrały bardziej niż oficjalnych form, a obaj kiedyś w jednym biurze pracowali. „Zimna wojna” trwała krótko. Tuż przed świętami starostwo unieważniło rozstrzygnięty przetarg na sprzedaż dworu, doszukując się kilku swoich błędów w ogłoszeniu przetargowym. Któryś z urzędników zapomniał wstawić do ogłoszenia, że przy zakupie zabytku obowiązuje co najmniej 50-procentowa ulga. Zarząd Powiatu wolał wziąć na siebie konsekwencje za nieprzygotowany przetarg, niż stracić na nim i przy tym jeszcze toczyć wojnę z magistratem. W Wigilię został rozpisany nowy przetarg na dworek Lubomirskich.

Uprzedzić z góry przegrany proces
Konsekwencje, na razie słowne, pojawiły się już kilka dni później. Okazją była sesja budżetowa, podczas której opozycja nie zostawiła suchej nitki na staroście. Za przetarg na dworek oczywiście.

– Otrzymałem informację, że nabywca zamierzać nadać sprawie bieg sądowy i dochodzić swoich praw do kupionego dworu – mówił radny Janusz Zarzeczny, wicestarosta z poprzedniej kadencji. – Będzie to źle rzutowało na powiat i starostwo, dlatego proponowałbym załatwić ten temat polubownie.

Nabywca dworu nie zdążył jeszcze podpisać umowy kupna z powiatem, ale pewne koszty już poniósł. Przynajmniej ich zwrotu może teraz dochodzić w sądzie, chyba że starosta sąd uprzedzi i sprawę „załatwi przy stole”, jak to sugerował radny.

Jerzy Mielniczuk

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
P.K
P.K
7 lat temu

Chory kraj, najpierw sprzedać za dobrą kase, A teraz sprzedawać drugi raz i oferować 50% ulgi.
To jest korupcja. Ale patologiia prawnicza w Stalowej problemu nie zauważy , tak samo jak dawniej nie widziała dużej reklamy lokalnego burdelu przy wjeżdzie do Stalowej.

polska kur…..