Majowa Porażka Kolei Polskich

Kto wybrał się pociągiem z rodziną lub znajomymi świętować długi majowy weekend, mógł niespodziewanie stać się świadkiem gorszących scen. To, co działo się na wielu stacjach w dniach 30 kwietnia i 3 maja przypominało horror lub w zależności od nastawienia psychicznego – dobrej klasy komedię.

Piątek, 29 kwietnia. Podróż wieczornym pociągiem do Warszawy Zachodniej, by dalej przesiąść się w kierunku na Bydgoszcz. Na stołecznym dworcu oczekuje około 120 osób. Wszyscy w dobrych humorach, w większości z poważnymi bagażami, namiotami, śpiworami i całym możliwym ekwipunkiem niezbędnym do aktywnego wypoczynku. Na stację z 15 minutowym opóźnieniem powoli wtacza się pociąg. Stacja docelowa – Kołobrzeg. Już po pierwszym wagonie widać, że będą kłopoty. Korytarze w całym składzie zablokowane pasażerami zabranymi na wcześniejszych stacjach. Drzwi z trudem otwierają się, nikt nie wysiada, nowi pasażerowie próbują się wcisnąć. Udaje się jedynie kilku. Cały pociąg to dwanaście wagonów, z czego jednak połowa to kuszetki, miejsc drugiej klasy brak. Rozgoryczeni pasażerowie napierają na siebie, ale nic z tego, dla prawie setki osób nie ma miejsca. Rozpoczynają się negocjacje z konduktorem: – Rozumiem, że oczywiście za chwilę będzie podstawiony drugi pociąg na tę trasę? – pyta jeden pasażer. – Nie, nie będzie żadnego pociągu. – Więc co teraz? – Proszę udać się do kasy, otrzyma pan zwrot biletu za przejazd. – Ale ja muszę jechać tym pociągiem! – O 5.30 ma pan następny. Niedoszli pasażerowie przysłuchują się. Sześć godzin oczekiwania nikogo nie cieszy. Atmosfera robi się coraz bardziej napięta, słowa pod adresem obsługi pociągu coraz ostrzejsze. Ci, którym udało się wbić, jeszcze zagrzewają pozostałych na peronie do walki. Po chwili na konduktora napiera wzburzony tłum. – Żądamy podłączenia do składu kolejnych wagonów – podnoszą się głosy. Nie ma wolnych wagonów. Jakiś student przeciska się przez okno do jednego z sypialnych. Przez chwilę stoi zadowolony z wyczynu, szybko jednak dopada do niego dwóch konduktorów, wypychają chłopaka za drzwi w coraz bardziej rozwścieczony tłum. W takim razie nie pojedziecie wcale! Stajemy na torach i nie puszczamy pociągu, dopóki nie podepną nowych wagonów. Ludzie, ludzie, co wy robicie! – wrzeszczy maszynista. Opóźnienie pociągu wzrasta do około godziny. Wreszcie konduktor szarpany przez podpitego pasażera informuje, że dostawiony będzie nowy wagon. Tłum udaje się na koniec składu. – No to teraz sobie odjedzie – mówi ktoś melancholijnie. – Spróbowałby, to by tak kamieniami dostał, żeby całej szyby nie było. Po kolejnym pół godziny podjeżdża nowy wagon – jeden. Blisko setka pasażerów na wyścigi rzuca się do środka. Po chwili wagon wypełniony po brzegi, włącznie z korytarzem i ubikacjami. Pociąg rusza z półtoragodzinnym opóźnieniem. Ale to dopiero początek. Na każdej większej stacji cała historia powtarza się na nowo.

Tłok w polskich pociągach to nie nowość. Co ciekawe, jak twierdził jeszcze w grudniu minister infrastruktury Cezary Grabarczyk: – To naturalne, że miejsc w pociągach brakuje. Sami pasażerowie są sobie winni. To oni podejmują decyzję, jaki środek transportu wybrać i kiedy rozpocząć podróż. Ci, którzy decyzje podejmują w ostatniej chwili, muszą liczyć się z tym, że miejsc brakuje. Kolej jest więc bez winy. – Jeden pociąg odjeżdża w połowie zapełniony, w drugim jest jak pan widzi – mówi konduktor feralnego składu. Minister Grabarczyk w swej wypowiedzi zapowiadał jednak, że na Wielkanoc i w maju będzie lepiej. Nie wyszło. Problem w tym, że nikt nie monitoruje ilości sprzedawanych biletów, których jest po prostu za dużo, nikt nie dba o to, by w te szczególne dni, jakimi był majowy weekend, do pociągów dołączano więcej wagonów. Nikt też nie może rozkazać pasażerom, by na odpoczynek jeździli w innym terminie, niż ten ustawowo wolny od pracy. Póki co wciąż trafna wydaje się interpretacja skrótu PKP dokonana przez jednego z pasażerów: Porażka Kolei Polskich.

PD

do “Majowa Porażka Kolei Polskich”

  1. roman

    pan grabarczyk to dalej opowiada banialuki- zapomniał że jest 21 wiek- jaki to problem aby na kolei w dniach ” szczytu” wprowadzić system np. stosowany przy zakupie biletów na samolot- ale to jest za trudne na jego skostniały łeb w którym szare komórki wymagają natychmiastowego przeszczepu – i tacy ludzie są na piedestale i biorą ciężką kasę za swoje nieudolne zarządzanie – gdzie jest dzierżyński aby to dziadostwo powystrzelał

  2. Antek

    Oczywiście że winni są pasażerowie,a nie minister.Kto to widziOŁ by krytykować rząd PSL i PO.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.