Mało aut, dużo nart

Na niedzielnej giełdzie było ponad 10 stoisk z nartami

Siarczyste mrozy wystraszyły giełdowiczów. Na plac giełdowy przy ulicy spichlerzowej w Rzeszowie wjechało mniej niż 300 aut, kupujących było jak na lekarstwo.Nawet -22 stopnie na minusie, z taką temperaturą musieli zmierzyć się wszyscy, którzy zdecydowali się tej niedzieli przyjechać na giełdę. Taką wartość zanotowaliśmy około godziny 6:30 na termometrze w jednym z punktów gastronomicznych. Tego chyba nikt się nie spodziewał, a szczególnie kierowcy, którzy na czas nie zdążyli przygotować pojazdów do zimy. Wielu z nich nie zdołało odpalić swojego auta, co w jakimś stopniu przyczyniło się do niskiej frekwencji na giełdzie.

Na dobre rozpoczął się sezon narciarski. Widać to było szczególnie na placu giełdowym, gdzie naliczyliśmy ponad 10 stoisk oferujących tego typu sprzęt zimowy. Spora konkurencja to większa szansa na znalezienie cenowej okazji. Okazuje się, że przyzwoity komplet narciarski znanego producenta, a więc narty i buty, można było nabyć już od 350 zł. W zasadzie większość nart to obecnie tzw. modele carvingowe, a więc specjalnie profilowane. Pomimo, że nie brakowało ofert sprzedaży, nie wielu było samych zainteresowanych:

Mitsubishi colt, ’06, 1,3, 21 tys. zł bogate wyposażenie, klimatyzacja

- To jeszcze nie jest szczyt sezonu, w każdej chwili może przyjść odwilż a wiele osób zwleka z zakupem do ostatniego momentu – mówi Marek, właściciel stoiska z nartami. – Do tego nie wiele osób w ogóle przyjechało dziś na giełdę, a Ci którzy do nas zaglądają, najczęściej pytają tylko o cenę. Myślę że w styczniu, a więc przed feriami, zainteresowanie sprzętem zimowym będzie znacznie większe.

O ile podaż nart była dość wysoka, praktycznie ciężko było znaleźć jakikolwiek sprzęt do uprawiania snowboardu. Fakt ten może dziwić, w końcu wystarczy spojrzeć na jakikolwiek stok narciarski w Polsce aby stwierdzić, że dyscyplina ta jest u nas również bardzo popularna, szczególnie wśród młodzieży.Na placu przeważały modele kilkunastoletnie do 10 – 15 tys. zł, nie wiele było za to pojazdów młodszych, dwu-, trzyletnich. Większość z tych „młodzików” stanowiły auta świeżo sprowadzone, o czym świadczyć mogły obce tablice rejestracyjne. Naszą uwagę zwrócił renault grand espace z 2006 roku i silnikiem 1,9 tdi, bogato wyposażony m. in. klimatronic, sensory parkowania, zmierzchu i deszczu, skórzaną tapicerkę, tempomat, podgrzewane lusterka. Pojazd posiadał specjalną kartę zbliżeniową pełniącą rolę klucza: otwieranie drzwi następuje samoczynnie. Właściciel wycenił auto na 44,6 tys. zł.

Import używanych samochodów osobowych w październiku utrzymał się na podobnym poziomie jak we wrześniu. Jak informuje Instytut Badania Rynku Motoryzacyjnego SAMAR, w październiku zarejestrowano 65826 pojazdów, a więc w porównaniu do września obserwujemy wzrost na poziomie 2,1%. Największym zainteresowaniem wśród importerów cieszyły się modele w wieku od 4 do 10 lat, które stanowiły 45,44 % wszystkich sprowadzonych do Polski samochodów, natomiast młodsze pojazdy to zaledwie 10,51% całego importu. Niezmiennie liderem najchętniej sprowadzanych pojazdów pozostaje vw, kolejne miejsca zajmują opel, renault, ford, audi, BMW, peugeot, seat, mercedes i toyota.

Maciej Wolski

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.