Mało piłki, dużo walki

W meczu starych znajomych więcej było walki, niż gry w piłkę. Na brak emocji, zwłaszcza w II połowie, kibice nie mogli jednak narzekać.

LIMBLACH ZACZERNIE – STRUMYK MALAWA. Drużyna gości przyjechała na mecz, bo po spotkaniu z władzami gminy Krasne powiało optymizmem.

Pojedynek beniaminków poziomem nie zachwycił, ale trochę emocji jednak przyniósł. Strumyk został nagrodzony za nieustępliwość – piłkarze Marcina Wołowca walczyli, jakby chcieli pokazać, że warto w nich inwestować.

Mecz odbył się kilkadziesiąt godzin po spotkaniu działaczy Strumyka i mieszkańców Malawy z władzami gminy Krasne na czele z wójtem Alfredem Maternią. Po dwugodzinnej, momentami burzliwej dyskusji, radni obiecali, że zrobią wszystko, aby w przyszłorocznym budżecie znalazły się pieniądze na remont stadionu w Malawie. Na razie nie spełnia on III-ligowych standardów i drużyna musi przyjmować przeciwników w Łańcucie. Niebezpieczeństwo wycofania Strumyka z rozgrywek minęło, choć za kilka miesięcy o sprawie znów może być głośno. – W budżecie gminy musi znaleźć się zapis o remoncie stadionu, który powinien ruszyć wiosną 2012 roku. Jeśli gwarancji nie uzyskamy, nie przystąpimy do rundy rewanżowej – grożą sternicy Strumyka. Przypomnijmy, że na remont stadionu potrzeba ok. 400 tysięcy zł, a część radnych opowiedziała się przeciwko dofinansowaniu inwestycji.

Prawie awantura

W I połowie pojedynku sensacyjnych zwycięzców IV ligi z poprzedniego sezonu do notesu dziennikarza trafiły raptem trzy akcje: efektowny, minimalnie niecelny, wolej napastnika gości Stanisława Prusia, gorszej jakości przymiarka napastnika Zaczernia Krzysztofa Blima i brzydkie zachowanie Tomasza Płonki. Napastnik gospodarzy szarżując w polu karnym trafił nogą odważnie interweniującego bramkarza, choć mógł nad nim przeskoczyć. Zdarzenie o mały włos nie zakończyło się potężną awanturą, choć trener gości i połowa ławki rezerwowych i tak zdążyła wbiec na boisko.

Dwie “główki”, dwa gole

Więcej emocji mieliśmy po przerwie. Zaczęło się od dośrodkowania z wolnego Ireneusza Ryniewicza i gola Blima, który pozostawiony bez opieki z kilku metrów głową skierował piłkę do siatki. Blim był najlepszym zawodnikiem gospodarzy, którzy dość szybko zaczęli jednak bronić wyniku. Gdyby Adam Bukała w 84. minucie nie zmarnował doskonałej okazji albo chwilę potem miejscowi umieli skorzystać z prezentu (rzut wolny pośredni w polu karnym Strumyka), pewnie pisalibyśmy o taktyce, która zdała egzamin. Z kontrataków Zaczernia wyszły jednak nici, a bramka dla malawian wisiała w powietrzu, aż w samej końcówce stoper Piotr Gaca zrobił użytek ze swojego wzrostu i głową wyrównał na 1-1. – Pilnował go Tomek Płonka, ale był tak zmęczony, że nie zdążył wrócić. Trzeba jednak przyznać, że Strumyk zasłużył na tego gola – mówił Tomasz Orłowski, trener Limblachu.

LIMBLACH 1
STRUMYK 1
(0-0)
1-0 Blim (50.), 1-1 Gaca (88).
LIMBLACH: Kukulski – Weres, Polak, Brogowski, Róg, Gilar (70. Radoń), Ryniewicz, Szyszka, Adamczyk (60. Pilecki), Blim (85. Bukała), Płonka.
STRUMYK: Szczybyło – Bieda, Gaca, Skała, Patryn, Wójtowicz, Brusik, Brudek, Grad, Pruś (75. Jandziś), Szymański.
Sędziował Artur Krasowski (Biała Podlaska). Żółte kartki: Blim, Weres, Płonka – Skała, Grad. Widzów 250.

Tomasz Szeliga

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.