MALOWANE LISTY PAWŁA JAKUBOWICZA

W lipcu 2003 Muzeum Okręgowe w Rzeszowie gościło kolekcję obrazów rzeszowskiego artysty i pedagoga, postaci znanej, cenionej i lubianej w stolicy Podkarpacia, Pawła Jakubowicza (1906-1987).

Jego akwarele, szkice i oleje na płótnie odwiedziły na miesiąc miejsce, do którego za życia artysta, mój ojciec, zaglądał często po sąsiedzku: w latach pięćdziesiątych był dyrektorem Liceum im. Konarskiego, a Muzeum Okręgowe, którym dowodził wtedy etnograf i przyjaciel Franciszek Kotula, jest tuż obok.  Spotkanie w Muzeum Rzeszowskim z obrazami Jakubowicza było jednocześnie spotkaniem ludzi, którzy go znali i jego sztukę cenili: uczniów, kolegów, przyjaciół, rodziny: zostawił po sobie sztukę żywą i bliską ludziom, zostawił też pamięć o sobie, żywą i barwną, jak jego akwarele.

Teraz, po blisko 8 latach, rzeszowskie Muzeum odkryje stronę bardziej intymną twórczości mojego ojca: w ramach VI-tej edycji Europejskiej Nocy Muzeów w Rzeszowie, pokaże „Malowane listy” Pawła Jakubowicza: kolekcję malowanych kopert, w których przez dziesięciolecia wędrowały do Szwajcarii, gdzie mieszkałam, listy od moich rodziców. Wymiana listów między między Rzeszowem a Zurychem przypominała spokojne i jednostajne tykanie zegara, w trosce o zachowanie nici codzienności i rytmu życia powszedniego, o stworzenie złudzenia sąsiedztwa na przekór odległościom. Wtorki, środy czy niedziele TU i TAM łączyły się splotem małych, pozornie nieważnych spraw, z których listy, ignorując hałaśliwą i podnieconą politycznie atmosferę tamtych lat w Polsce, cierpliwie i regularnie zdawały sprawozdanie, podróżując z rąk nadawcy do rąk adresata, niwelując przykre do zniesienia granice. W przeciwieństwie do ich prozaicznej zawartości koperty ilustrowane przez mojego Tatę były kroniką spraw wyjątkowych, opisywały miejsca nowe i piękne, pejzaże i zabytki, które on w swoich licznych malarskich wyprawach zwiedzał. Każda z nich uderzała pragnieniem estetycznego ładu: staranna kaligrafia wykonana najczęściej stalówką lub „redisówką” i tuszem kreślarskim, i akwarelowe miniatury widoków, dzięki którym zaczęłam je zbierać. Ilustrowane koperty opowiadały o malarskiej pasji mojego Taty więcej niż same listy; po wysłaniu wędrowały ze skrzynek przez urzędy i worki pocztowe, służby ekspedycyjne, ręce listonoszy; znaczki, pieczęcie i zła pogoda nadawały im mniej świeżego, lecz statecznego wyglądu dokumentu.  Zbierali takie koperty wszyscy, którym zdarzyło się otrzymać od mojego ojca list w tak niecodziennym opakowaniu, któremu nie mogła dorównać najelegantsza nawet papeteria: oprócz swojej zawartości semantycznej, taki list był łatwo rozpoznawalnym gestem przyjaźni nadawcy dla adresata.

Po raz pierwszy „Malowane Listy” pokazało jesienią ubiegłego roku Muzeum Poczty i Telekomunikacji we Wrocławiu; w Muzeum Okręgowym Rzeszowa kolekcja kopert Pawła Jakubowicza zostanie na zawsze; jej wartość będzie dojrzewać wraz z zanikiem kultury pisania listów. Wystawa rzeszowska, otwierająca VI edycję Nocy Muzeów, trafia w historii usług pocztowych na moment wyjątkowy, bo symbolicznie odprowadzamy do muzealnych gablot LIST: kartkę papieru wypełnioną myślami, kopertę i znaczek. Już każdy przyzna, że trąci myszką taki tekst, autorstwa ojca literackiego „Jacka i Placka” :…każdy list jak gdyby prześwieca tym, co w nim jest wewnątrz, tak jak na twarzy prostego człowieka odbija się treść serca. Każdy list ma swoją twarz. Ileż razy, wziąwszy list w ręce, człowiek bez powodu, bo się nie spodziewał złych wieści, uczuwa lęk… Ręce mu drżą i zwleka z otwarciem. Ileż razy! Wtedy w liście, jak w papierowej trumnie, leżą niemal zawsze słowa takie, jak umarłe, albo w nim coś płacze czarnymi łzami, l przeciwnie! Czasem list wpada, jak trzepocący się gołąb, tuli się do rąk, pieści się, uśmiecha i niecierpliwi, jak gdyby chciał, by go prędzej otworzono, bo ma do oznajmienia niespodziane szczęście, ma wykrzyknąć promieniste słowo… Wtedy zawsze z takiego listu pada ci na serce promyczek, albo na usta pada ci jak kwiat – pocałunek. (Kornel Makuszyński, List bez adresu).

Coraz mniej z nas jest w stanie wyobrazić sobie życia bez poczty elektronicznej; wielu z nas nie pamięta , kiedy po raz ostatni wrzucał  list do skrzynki. W dobie elektronicznej wszystkie, dla odchodzącej generacji jeszcze naturalne gesty związane z listem i jego wysyłką, stają się anachronicznym rytuałem: wkładanie w kopertę naszych myśli, zaklejanie, lizanie znaczka, wycieczka na pocztę, zaufanie do skrzynki pocztowej i do listonosza…  Teraz powierzamy naszą pocztę sygnałom elektrycznym (choć niewielu wie, jak one funkcjonują); wysyłamy w sieć nieuchwytne maile, esemesy albo „czaty” posługując się „myszą” i „małpą”; intencje i uczucia wyrażamy „emotikonem” albo „gifem”. Króluje skrót i akronim, który pozwala na szybsze, choć mniej dokładne formułowanie myśli; nie kompromituje niechęć do interpunkcji, do dużych liter, brak dbałości o poprawność ortograficzną.

Malowane Koperty zachowane w Muzeum Okręgowym w Rzeszowie wzbogacać będą nasze wspomnienia o liście, któremu Paweł Jakubowicz potrafił nadać wymiar artystyczny.

Janina Jakubowicz Hauser-Zecchini
Maj 2011

Wernisaż wystawy 13 maja 2011 roku, godz. 12.00, Gmach Główny, ul. 3 Maja 19
Wystawa czynna do końca czerwca 2011 roku

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.