Mam być w gotowości

Stanisław Burza zapowiada start w przyszłorocznej rundzie Grand Prix na długim torze, która odbędzie w Rzeszowie. – To też było jednym z impulsów, który przekonał mnie do współpracy z RzTŻ – mówi 42-letni żużlowiec. Fot. Wit Hadło

ŻUŻEL. 2. LIGA ŻUŻLOWA. Rozmowa ze STANISŁAWEM BURZĄ, nowym zawodnikiem Rzeszowskiego Towarzystwa Żużlowego.

42-letni Stanisław Burza związał się na sezon 2020 umową z Rzeszowskim Towarzystwem Żużlowym, w którym jednak – jak się okazuje – ma być tylko opcją rezerwową. – Podstawowymi krajowymi zawodnikami będą Patryk Rolnicki i Edward Mazur. Ja podpisałem tylko „kontrakt warszawski”. Mam być jednak w gotowości do jazdy i jeśli zajdzie taka potrzeba, to wystąpić w meczu ligowym – wyjaśnia Stanisław Burza.

– Może Pan powiedzieć coś więcej o umowie z rzeszowskim klubem?

– To kontrakt „warszawski” czyli bez gwarancji finansowych i zobowiązań. Ustaliliśmy z szefostwem klubu, że jeśli będzie taka potrzeba, to być może w jakimś spotkaniu wystąpię. Nie powiedziałem nie. Po to podpisałem też „warszawkę”, żeby mieć jakąś furtkę i możliwość startów w przyszłym sezonie. Wiadomo, że głównie będę skupiony na pracy w Lublinie z tamtejszą młodzieżą. Liczę jednak, ze znajdę czas, aby od czasu do czasu przyjechać do Rzeszowa, potrenować i sprawdzić sprzęt.

– Rzeszowski klub też zaproponował Panu stanowisko trenera…

– Padła taka propozycja, jednak w sezonie 2020 jest to niemożliwe, bowiem już wcześniej uzgodniłem warunki pracy w Lublinie. Być może kiedyś w przyszłości zdecyduję się na pracę w Rzeszowie, ale na tę chwilę ze względu na obowiązki w Lublinie taka opcja nie wchodzi w rachubę. W przyszłym sezonie mogę jedynie czasami w wolnej chwili udzielić się społecznie dla rzeszowskiego klubu, przyjechać na trening, pojeździć z chłopakami, coś podpowiedzieć, udzielić może tym mniej doświadczonych jakiś wskazówek. Jeśli zaś chodzi o starty, to tak jak już wspomniałem, że będę tym oczekującym zawodnikiem.

– Po ostatnim sezonie w Krakowie nie ma Pan dość żużla?

– Przyznam, że trochę mi się go odechciało. W Krakowie działo się bardzo źle. Postanowiłem jednak jeszcze nie pozbywać się sprzętu. Nie zawieszam zatem kevlaru na kołku i chcę mieć możliwość kontynuowania kariery. Dlatego też zapytałem włodarzy rzeszowskiego klubu czy mogę podpisać taki, a nie inny kontrakt i oni na to przystali.

– Wanda Kraków podzieli los Stali Rzeszów i zniknie z żużlowej mapy Polski?

– Z tego, co ja się orientuję, to raczej nie ma szans, aby wystartowała w przyszłym sezonie. Czarne chmury nad krakowskim speedwayem wisiały już od dłuższego czasu. Być może w Stali Rzeszów było jeszcze nieco więcej ludzi, którzy działali i sponsorów, a co za tym idzie była lepsza atmosfera. W Krakowie z roku na rok wszystko zmierzało ku upadkowi i w tym sezonie mieliśmy tego apogeum. Plan był taki, żeby wystartować w lidze i objechać sezon za jak najmniejsze pieniądze. To miał być taki przejściowy rok. Jakoś udało się zgromadzić zawodników, jednak kontuzje i problemy finansowe sprawiły, że dojechaliśmy do końca sezonu ale tylko do końca.

– W przyszłym roku w Rzeszowie odbędzie się jedna z rund Grand Prix na długim torze. Wystartuje Pan w niej, zwłaszcza że w 2013 roku jechał z powodzeniem w tego typu zawodach na torze przy ul. Hetmańskiej?

– Myślałem o tym, bo organizatorzy cyklu złożyli mi propozycję startu. Powiedziałem tak, ale pod warunkiem, że ktoś mi pomoże przygotować sprzęt, który jest drogi i jest go bardzo mało na rynku. W Polsce jest on praktycznie nie do zdobycia i trzeba go szukać za granicą. Jeśli organizatorzy pomogą mi zorganizować sprzęt, głównie chodzi tu o ramę, bo silniki są takie same, to chętnie bym wystąpił w rzeszowskiej rundzie. To też było jednym z impulsów, który przekonał mnie do współpracy z RzTŻ.

– Rzeszowski tor jest długi jak na warunki klasycznego speedwaya, ale już dla żużla na długim torze, wydaje się być krótkim. Organizowanie na nim tego typu zawodów w ogóle ma sens?

– Z pewnością jest on krótki, jak na long track, ale takie zawody z powodzeniem można objechać i rywalizować na takim torze, jaki jest w Rzeszowie. Z tego co pamiętam, to 6 lat temu była to bardzo fajna impreza. Może nieco niedoceniona przez kibiców, których zbyt wielu nie pojawiło się na trybunach, ale ci co przyszli, na pewno nie mogli narzekać na brak emocji i ścigania. W przyszłym roku również nie powinno ich zabraknąć.

Rozmawiał Marcin Jeżowski

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o