Mam duży szacunek dla Crumpa

Tor w Rzeszowie jest bardzo fajny, długi, szeroki, stworzony do walki, a ja właśnie na takich torach lubię się ścigać – mówi MACIEJ JANOWSKI.

Junior Maciej Janowski był najskuteczniejszym zawodnikiem Betardu Sparty Wrocław w niedzielnym meczu przeciwko PGE Marmie Rzeszów. – Tor w Rzeszowie jest bardzo fajny, długi, szeroki, stworzony do walki, a ja właśnie na takich torach lubię się ścigać – mówi MACIEJ JANOWSKI.

- 14 punktów i 2 bonusy – starsi koledzy mogą brać z ciebie przykład…
- Skłamałbym, jeśli bym stwierdził, że jestem niezadowolony. Wszystko pracowało w tym meczu perfekcyjnie. Byłbym jeszcze bardziej szczęśliwy, jeśli udałoby się nam wywieźć z Rzeszowa jakieś punkty.

- Tym wynikiem kolejny raz udowodniłeś, że lubisz startować w Rzeszowie…
- W Rzeszowie już dawno nie jeździłem, dlatego też z pewną rezerwą podchodziłem do pierwszych biegów. Wyścig juniorów nie był do końca pewny w moim wykonaniu, ale później było już zdecydowanie lepiej.

- 6 startów w niedzielnym meczu kosztowało cię z pewnością sporo zdrowia…
- Zmęczenie na pewno dało znać o sobie, ale jestem dobrze przygotowany do sezonu, tak więc wszystko jest pod kontrolą. W dobrym występie nie przeszkodziła mi nawet choroba, ale na szczęście nie było tego widać na torze.

- Czego zabrakło do zwycięstwa w Rzeszowie?
- Mieliśmy dziury w składzie. Słabiej pojechał Kenneth Bjerre, ale nie można go też za bardzo obwiniać za tę porażkę. Każdy dał z siebie wszystko w tym spotkaniu i na pewno nikt nie wyjeżdżał na tor z myślą, by zdobyć jeden punkt, tylko każdy chciał walczyć o zwycięstwo.

- Przez kilka sezonów startowałeś w jednej drużynie z Jasonem Crumpem. W niedzielę miałeś Australijczyka za rywala. Jakie to uczucie?
- Nic szczególnego. Z Jasonem jeździłem razem we Wrocławiu, ale np. jechałem do Szwecji i to był mój przeciwnik. Mamy tyle startów w różnych ligach, że czasami jesteśmy kolegami z zespołu, a czasami rywalami, więc w tym względzie nie ma nic nowego. Nie zmienia to faktu, że mam duży szacunek dla Crumpa, bo to, co pokazał w niedzielnym meczu to naprawdę żużel na światowym poziomie.

- W sobotę awansowałeś do finału IMŚJ, ale o miejsce wśród najlepszych juniorów świata nie było wcale łatwo…
- To był bardzo trudny turniej. Nie mogłem znaleźć recepty na tor w Gnieźnie. Wystarczyło zdobyć jeden punkt mniej i z tym awansem mogłoby być różnie. Jednak to już jest historia, awans stał się faktem i teraz mam nadzieję, że skutecznie powalczę w finale.

- Polska reprezentacja juniorów nie wystąpi w tym roku w finale DMŚJ. Co jest tego główną przyczyną?
- Słabsza postawa w półfinale w Rawiczu przesądziła o tym, że odpadliśmy. Na pewno nie ma co zwalać winy na nowe tłumiki, bowiem wszyscy na nich jeździli. Teraz nie ma się już co głowić na tym nie powodzeniem. W przyszłym roku musimy udowodnić, że to był wypadek przy pracy.

- Jesteś w szerokiej kadrze na tegoroczny DPŚ. Liczysz na udział w tych zawodach (Janowski nie został powołany na półfinał DPŚ – przyp. red.)?
- Ja na nic nie liczę. Czekam na sygnał od trenera i jego decyzję. Start w DPŚ to spełnienie marzeń każdego zawodnika, tym bardziej juniora. Ciągle się przecież dąży do tego, aby rywalizować z najlepszymi zawodnikami świata.

Rozmawiał Marcin Jeżowski

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.