Mamy Matysówkę, czas na Przemyśl

Nadaktywność, by nie powiedzieć – nadpobudliwość prezydenta Tadeusza Ferenca, koncentruje się na anektowaniu do Rzeszowa terenów przyległych, ponieważ w jego mentalności tkwi przekonanie, że wielkość władzy opiera się na wielkości terytorium, na którym jest sprawowana. Nie zawsze to prawda, czego dowodem choćby Szwajcaria, gdzie prez. Ferenc oglądał kolejki szynowe na betonowych słupkach. Kolejki tak go urzekły, że natychmiast chciał je sklonować w Rzeszowie nie bacząc na koszty i warunki.

Gdyby Ferenc oglądał Monte Carlo, pewnie chciałby sklonować na stanowisko swojej sekretarki jedną z księżniczek z dynastii Grimaldich. Poza chęcią klonowania Ferenc nie wykazuje się nadpobudliwością w kreowaniu siły gospodarczej Rzeszowa, a jedyną i to żałosną próbą jest „wciskanie ciemnoty”, że kierowane przez niego miasto to „stolica innowacji”.

Wczoraj, na sesji rady miasta, paladyni Ferenca w tejże radzie, wsparci trzema koalicjantami z PO, przegłosowali przyłączenie do Rzeszowa Matysówki. Przy tej okazji miał sposobność zaprezentować się najnowszy radny obecnej kadencji, Wiesław Buż, który snuł baśnie o jakimś Matysie, który jakoby miał stać u narodzin wsi Matysówka. Co ma piernik do wiatraka? Skoro mamy już Matysówkę, to teraz nadpobudliwość prezydenta i jego przybocznego baśniopisarza, skupią się pewnie na aneksji Łańcuta, a następnie, pomijając Przeworsk i Jarosław, od razu na Przemyślu. To dopiero smakowity kąsek.

W kontekście kilkumiesięcznej walki o przyłączenie Matysówki, zastanawiające jest niezmiernie, że Ferenc wydatkuje swą energię na działania, które żadnej korzyści miastu nie przyniosą, natomiast niewiele albo nic nie robi w sprawie newralgicznych dla Rzeszowa inwestycji, jak chociażby nowych rozwiązań komunikacyjnych w centrum miasta. Co ma baśń o jakimś wydumanym Matysie, do potrzeb infrastrukturalnych miasta? Czy przyłączenie Matysówki sprawi, że ruch samochodowy w centrum zostanie rozładowany? Absolutnie nie. Myślę, że forsowanie aneksji Matysówki, to tłumaczenie się Ferenca przed samym sobą, że coś dla miasta robi.

Gdy Ferenc wrócił z wycieczki do Paryża, gdzie promował Rzeszów jako stolice innowacji (o której nikt nie wiedział) i ktoś mu wspomniał o korkach w Rzeszowie, Ferenc prychnął i odpowiedział, że w Rzeszowie nie ma żadnych korków, „w Paryżu to dopiero są”. Trzeba być rzeczywiście niezłej klasy megalomanem, by Rzeszów porównywać do Paryża, ale skoro już, to wspomnijmy tylko jedno. W połowie XIX wieku wyburzono w Paryżu niemal 20 tysięcy domów, bo niejaki baron Georges Haussmann, któremu Napoleon III polecił uczynić ze stolicy Francji nowoczesne miasto, miał wyobraźnię i chęci. W miejsce wyburzonych domów powstały bulwary i szerokie arterie komunikacyjne, którymi Frenec dreptał pewnie podczas wycieczki. Wybudowano też niemal 44 tysiące nowych domów. Wszystko to w 20 lat. W przyszłym roku minie 10 lat prezydenckiej kadencji Ferenca w Rzeszowie i trudno doliczyć się w „stolicy innowacji” chociaż jednej, absolutnie nowej i rozładowującej ruch w centrum ulicy. Nie ma Rzeszów pałaca, ale ma swojego Paca.

Krzysztof Pipała

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.