Mamy odwagę oceniać władzę!

Tadeusz Ferenc poszedł do wyborów, niczego nie obiecując. Obietnic złożonych 4 lata temu nie zrealizował do tej pory!

Rolą dziennikarzy jest zadawanie niewygodnych pytań i patrzenie na ręce rządzącym

Zwolennicy Tadeusza Ferenca chcieliby zamknąć dziennikarzom usta. Marzą o tym, by nikt nie miał prawa zadawania niewygodnych pytań, pisania krytycznych komentarzy czy oceniania głupich decyzji. My jednak mamy odwagę oceniać władzę!
Gdy zbliżają się wybory, trzeba dokonać oceny rządzących. Dlatego tuż przed wyborami samorządowymi w serii artykułów oceniliśmy prezydenta Tadeusza Ferenca. Mogliśmy oczywiście dużo pisać krytycznie o Ferencu już w maju albo w czerwcu, ale wtedy nikt nie myślał jeszcze o wyborach. Swoją drogą, na długo przed wyborami w Super Nowościach często ukazywały się artykuły krytyczne o prezydencie. Takie artykuły zamieszczały również inne gazety.

Wpadek było znacznie więcej, niż opisaliśmy

Zwolennicy Ferenca rozpuścili jednak plotkę, że opisów wpadek prezydenta jest w naszej gazecie za dużo. Tymczasem według naszej rozpiski poważne wpadki prezydenta były aż 32! Jednak przed wyborami opisaliśmy tylko 17 – tych najważniejszych. Robiliśmy to głównie w piątki, żeby zanadto nie zanudzać Czytelników.

Pisaliśmy o tym, że Ferenc idzie do wyborów, niczego nie obiecując. Obietnic złożonych 4 lata temu takich jak: obwodnica północna, nowoczesny stadion sportowy, baseny z wykorzystaniem wód geotermalnych czy Centrum Kultury w Zamku Lubomirskich – nie zrealizował do tej pory!

Pisaliśmy o tym, że prezydent przepłaca na każdym kroku, wydając z budżetu miasta krocie, a to gigantyczne pieniądze na świąteczne iluminacje, a to na niepotrzebne i kosztowne inwestycje drogowe.

Pisaliśmy o tym, że Ferenc stosuje strategię niebezpiecznego zadłużania miasta. W ciągu 8 lat zadłużenie Rzeszowa wzrosło o 185 mln zł – z 84 mln zł do 269 mln zł (!). To daje przeszło 23 mln zł rocznie. Ferenc nic nie robi sobie z krytyki – w roku 2011 deficyt ma wynieść aż 86,5 mln zł! I nie mają tu znaczenia wydatki związane z inwestycjami unijnymi, bo jak tak dalej pójdzie, to miasto splajtuje i to w bardzo szybkim tempie.

Taka informacja burzy mit dobrego gospodarza, bo przypomina to, co działo się w epoce gierkowskiej, czyli w latach 70. Wtedy ludzie też mówili, że Polska się rozwija, że jest dobrze, powstają nowe zakłady, inwestycje. Tyle że to wszystko powstawało z zaciąganych na Zachodzie ogromnych kredytów. Od zakończenia rządów Gierka minęło już 30 lat, a Polacy wciąż spłacają zaciągnięte wtedy długi.

Czy można zatem postawić nam zarzut, że pisaliśmy za dużo o Ferencu? Przecież nie opisaliśmy wszystkich spraw wartych przedstawienia mieszkańcom.

Cenzura w wydaniu Ferenca

Dla Tadeusza Ferenca powstał sztab wyborczy, którego celem było doprowadzenie do tego, by prezydent pozostał na następną kadencję. Największym sukcesem jego sztabu jest to, że udało się ukryć, że Ferenc należy do lewicy. Dlatego wprowadzeni w błąd zwolennicy PO i PiS zagłosowali na Ferenca i lewicę zakamuflowaną pod nazwą komitetu „Rozwój Rzeszowa”. Gdyby Ferenc startował z listy SLD – czyli z partii, której jest członkiem – to nie miałby żadnych szans w wyborach na prezydenta Rzeszowa. Tutaj SLD może liczyć najwyżej na 10-15 proc. głosów.

Sam Ferenc nazwał serię naszych artykułów wstrętnym atakiem. Jednak w trakcie pisania tych artykułów nasza redakcja jakoś nie otrzymała żadnego sprostowania z Urzędu Miasta!

Zwolennicy Ferenca jawnie uważają, że dziennikarze nie mają prawa o nic pytać. Ferenc już w trakcie kampani wyborczej wprowadził cenzurę dla dziennikarzy! Co więcej – już po wyborach – zakazał dziennikarzom wszystkich redakcji obecności na cotygodniowych operatywkach w ratuszu. Takie posunięcie Ferenca zostało trafnie skomentowane przez jednego z internautów na rzeszowskim forum Gazety Wyborczej:

- No to mamy w Mieście Innowacji troszkę Kuby, Korei i ciutek Białorusi i Rosji. Jeśli wybiera się władze z „wiecznego ugrupowania” to na co można liczyć??? – napisał „Demokrat”.

Zwolennicy Ferenca uważają, że dziennikarze nie mają prawa oceniać decyzji prezydenta np. w sprawie wydatków na iluminacje świąteczne, bo to rzekomo jego pieniądze, a nie nasze. Tymczasem my przypominaliśmy, że prezydent bardzo lubi wydawać pieniądze, ale nie swoje, tylko te budżetowe, pochodzące z podatków od nas wszystkich.

Mieszkańcy zostali też przez ludzi Ferenca wprowadzeni w błąd stwierdzeniem, że Super Nowości muszą przepraszać komitet Ferenca. Tymczasem wcale nie musieliśmy nikogo przepraszać, bo nie było żadnego procesu przeciwko Super Nowościom!

Gdzie te osiągnięcia Ferenca?

Teraz, kiedy po wyborach gorączka już opadła, można zauważyć, że w okresie przedwyborczym w żadnej z gazet (!), nie ukazał się artykuł, który w sposób kompleksowy pokazywałby osiągnięcia Ferenca. Już samo to daje do myślenia. Czyżby takich osiągnięć nie było?

Taki artykuł przygotujemy więc i opublikujemy zaraz po nadchodzących świętach. Przypomnijmy, że w trakcie przygotowywania artykułów o prezydencie Ferencu, przed wyborami wystąpiliśmy do jego rzecznika Macieja Chłodnickiego o podanie osiągnięć minionej kadencji prezydenta. Niestety. nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi.

Chyba rzecznik zdawał sobie sprawę, jakie to miałkie sukcesy. Dlatego wystąpimy z pytaniami jeszcze raz, bo chcemy opublikować informację o osiągnięciach prezydenta.

W naszej opinii, dziennikarstwo nie powinno polegać jedynie na prostym przekazywaniu informacji. To służba na rzecz społeczeństwa, która polega również na wyjaśnianiu i komentowaniu otaczającej rzeczywistości. Dlatego nasi dziennikarze chętnie podejmują trudne tematy, które wymagają szczegółowego zbadania.

Warto zauważyć, że taki typ dziennikarstwa, jaki zaprezentowaliśmy w naszej gazecie przed wyborami, jest powszechnie uprawiany w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych. Ktoś, kto ubiega się o stanowisko publiczne, jest szczegółowo prześwietlany przez dziennikarzy, a zwłaszcza dotyczy to wszelkich jego wpadek.

Krzysztof Kuchta

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.