Mamy podkarpackich Tristana i Izoldę

On – królewski dworzanin, dzielny żołnierz i wpływowy XVII-wieczny celebryta. Ona – piękna, skromna, cnotliwa o wielkim sercu. Połączyła ich wielka miłość i byłoby jak w bajce, gdyby nie jeden szkopuł. Anna i Stanisław Oświęcimowie byli… przyrodnim rodzeństwem. Jak skończyła się ich miłosna historia?

- Niewiele wiemy o Annie Oświęcim. Była ona córką Floriana i Barbary Oświęcimów, osiadłych w podkrośnieńskim Potoku – zaczyna swą opowieść Łukasz Stachurski z krośnieńskiego Muzeum Rzemiosła. – Jaka była? Umilała życie rodzinie, odznaczała się roztropnością  i pobożnością. Znana była też z niezwykłej urody, uchodziła za jedną z najpiękniejszych dam Krosna i okolic. Wychowana w duchu religijnym myślała nawet o wstąpieniu do zakonu. Tradycja pokazuje ją nam również jako osobę o dobrym sercu. Wspierała biednych i potrzebujących. Był to ówczesny ideał kobiety, wzór wszelkich cnót .

Anna nie była jedynaczką. Jej ojciec, Florian miał także starszego syna Stanisława, owoc małżeństwa z wcześniej zmarłą Reginą. Co wiemy o Stanisławie, przyrodnim bracie Anny? – To był typowy patriota, człowiek, który całe swoje młode życie spędził na wojnie. Walczył m.in. z Rosjanami, Szwedami, Tatarami i Kozakami. Był jednak nie tylko żołnierzem, ale i dworzaninem Władysława IV Wazy – wyjaśnia pan Łukasz. – Władca często wykorzystywał jego zdolności dyplomatyczne i bez obaw, mimo młodego wieku Stanisława, powierzał mu najważniejsze dla państwa misje.

Przedstawiciel rodu Oświęcimów był też obieżyświatem. Bywał nie tylko na polskich, ale i europejskich dworach, co skutkowało szerokimi koneksjami. – Można by powiedzieć o nim: światowiec, bywalec najlepszych salonów, taki trochę celebryta tamtych czasów – twierdzi adiunkt krośnieńskiego Muzeum.

Zakazana miłość
Stanisław całe młodzieńcze życie spędził poza Krosnem służąc ojczyźnie i królowi. Miał mało czasu by odwiedzać rodzinę, dom i… młodszą siostrę, którą, jak podaje legenda, widział tylko w dzieciństwie lub nie widział wcale. I to przyczyniło się do wielkiego nieszczęścia. Podczas jednej z wizyt w Krośnie w dzień Bożego Ciała, Stanisław zauroczony niezwykłą urodą Anny, zakochał się w niej bez pamięci. Z wzajemnością! – Była to zakazana miłość, tym bardziej że w tamtych czasach jego środowisko ściśle wiązało się z Kościołem. Jednak Stanisław był tak bardzo zdeterminowany, że nie odpuścił – opowiada pan Łukasz. – Wyjście było jedno: zgodę na małżeństwo mógł udzielić tylko papież. Stanisław pojechał do Rzymu. Nie było jednak łatwo dostać się na dwór głowy Kościoła – zaznacza. I tutaj przydały się świetne koneksje Stanisława, dzięki którym Papież przyjął krośnianina bez większych problemów. Gdy usłyszał historię niezwykłej miłości, nie chciał stawać na jej na drodze i wyraził zgodę na ślub.
A jednak nie doszło do szczęśliwego finału tej historii? – Zakończenie legendy ma wiele wersji. Jedną z popularniejszych jest ta, w której znakiem papieskiej decyzji miały być konie, wypuszczone  wcześniej przez Stanisława. W przypadku zgody – białe, w przypadku odmowy – czarne – wyjaśnia nasz rozmówca. – Białe konie jednak, podczas podróży na skutek kurzu i błota zrobiły się… czarne. Gdy Anna je zobaczyła, serce jej nie wytrzymało i pękło na skutek tej nieszczęśliwej wiadomości – kończy nasz przewodnik. Inna wersja mówi, że Stanisław jechał osobiście oznajmić radosną nowinę. Jednak długa rozłąka i oczekiwanie w niepewności sprawiło, że Anna nie wytrzymała tej presji i tuż przed przybyciem ukochanego zmarła. Gdy Stanisław przybył do domu nie mógł zrozumieć, co się stało, dlaczego zastał dom pełen smutku. Gdy oznajmiono mu tragiczną nowinę, trzy dni później podzielił los swojej wybranki…

Uczucie, ale jakie?
Historia weryfikuje jednak tą romantyczną legendę. – Przede wszystkim doskonale wiemy, że Stanisław nie zmarł zaraz po Annie, ale żył jeszcze 10 lat do 1657 r. Pozostawił po sobie diariusz, który był cennym źródłem informacji o jego życiu – wyjaśnia nasz przewodnik. – Mało tego. Przez te 10 lat bardzo dobrze się bawił. Był znanym bywalcem okolicznych dworów i słynął z dobrych kontaktów z damami.

Nie ulega jednak wątpliwości, że piękna Anna pełniła szczególne miejsce w jego sercu. Błędem jest, że próbuje się to uczucie jakoś zdefiniować. To była miłość, coś szczególnego i wyjątkowego. Stanisław ufundował dla ukochanej siostry kaplicę. Nad wejściem do niej kazał umieścić napis: „na znak wiekuistej miłości, którą i sama śmierć nie przerwała”…

Kaplica stoi do dziś. Jest to nie tylko jeden z najbardziej znanych, ale i najpiękniejszych zabytków Krosna. Zaprojektowana przez mediolańczyka Vincenzo Petroniego, architekta dynastii Wazów (który nadzorował m.in. część budowy Zamku Królewskiego na Wawelu) udekorowana przez równie wybitnego sztukatora Włocha – Giovanniego Battisty Falconi. Nazywane perłą baroku wnętrze, będące częścią Kościoła Franciszkanów, kryje w sobie nie tylko tragiczną legendę, ale i trumny bohaterów tragicznego uczucia: Stanisława i Anny.

Są one wyeksponowane na wzniesieniu w centrum położonej pod kaplicą krypty. Obydwie trumny mają okienka. Anny ma okienko w okolicy twarzy, wg legendy dlatego by Stanisław jak najdłużej mógł patrzeć na piękne oblicze ukochanej. W znacznie większej, lepiej zachowanej, bo wymienianej trumnie jest większe, prostokątne okienko w wieku trumny Stanisława. Jest to krypta rodzinna, więc w bocznych niszach leżą pozostali członkowie rodu.

Kość kochanków na szczęście?
Pojawiła się kiedyś nie potwierdzona historyczne informacja, że kości w trumnach rodzeństwa jest mniej niż powinno być. Spowodowane to miało być przekonaniami z okresu romantyzmu, wg których kości kochanków są najlepszym… afrodyzjakiem – uśmiecha się pan Łukasz. – Stąd w tajemniczych okolicznościach ginęły te szczątki i lądowały jak myślę, w daniach osób, które ktoś pragnął zdobyć.
Historia Stanisława i Anny stała się także inspiracją dla wielu artystów. Powstały obrazy i wiersze (m.in. Mieczysława Jastruna i Mirona Białoszewskiego), motywy utworów literackich i muzycznych (Anna Libera – „Stanisław i Anna Oświęcimy”, Mieczysław Karłowicz, poemat symfoniczny – „Stanisław i Anna Oświęcimowie”), a także film „Stanisław i Anna”, którego finałowa scena była kręcona właśnie w krośnieńskiej kaplicy.
Także zwykłych ludzi poruszyła niezwykła historia miłości rodzeństwa Oświęcimów. Na ich grób przychodzili m.in. nowożeńcy, którzy z tego miejsca chcieli zaczerpnąć wzór pięknej miłości. – Mogłaby się na nowo taka tradycja narodzić. Są do tego świetne postawy – twierdzi nasz przewodnik. – Tym bardziej, że jest to miejsce rzeczywiście szczęśliwe, o czym świadczy fakt, że kaplica zupełnie nie ucierpiała podczas pożaru, w którym niemalże całkowicie spłonęło ruchome wyposażenie Kościoła Franciszkanów – podkreśla.

Legendy o nieszczęśliwej miłości, jak choćby „Romeo i Julia” oraz „Tristan i Izolda” fascynują i wzruszają od wieków. Jednak nieszczęśliwe losy Stanisława i Anny poruszają podwójnie. Bo po ich legendzie pozostały namacalne ślady. Na kaplicy jest prawdziwe wyznanie, a w trumnach spoczywają autentyczne szczątki romantycznych bohaterów. Każdy, kto zejdzie do krypty Anny i Stanisława, staje się świadkiem finału ich miłosnej historii…

Łukasz Stachurski z Muzeum Rzemiosła w Krośnie
- Kaplica Oświęcimów zyskała sławę dzięki romantycznej legendzie o historii miłości dwojga przyrodniego rodzeństwa. Gdy wejdzie się do niej urzeka jej niezwykły kunszt artystyczny i rozwiewa wątpliwości , dlaczego tę kaplicę nazywa się perłą baroku.

Kościół franciszkanów z kaplicą Oświęcimów znajduje się na krośnieńskiej Starówce, przy ul, Franciszkańskiej (boczna od Rynku). Można zamówić zwiedzanie kaplicy i krypty z przewodnikiem z Muzeum Rzemiosła (www.muzeumrzemiosla.pl)
Aneta Jamroży

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.