Marzenia się spełniają

32-letni Michał Szymczak był asystentem Stanisława Gielarka, Jarosława Zająca i Adama Mażysza, ale do II ligi Siarkę wprowadził samodzielnie. Fot. Bogdan Myśliwiec

III LIGA. Trener Siarki Tarnobrzeg Michał Szymczak o autentycznej miłości do klubu, fecie z okazji awansu do II ligi i wskazówkach od żony

Po 12 latach Siarka Tarnobrzeg wróciła do II ligi. Sukces przyszedł w najbardziej odpowiednim momencie – w tym roku klub świętuje bowiem 55. urodziny. Kibice już nie mogą się doczekać nowego sezonu i derbowych pojedynków ze Stalą Stalowa Wola, Stalą Rzeszów i Resovią.

- Kilkanaście lat Siarce nie udawało się wskoczyć na tak wysoki poziom. Udało się, gdy zespół przejął młody trener na dorobku. Jak pan tego dokonał?
- Na sukces złożyło się wiele czynników: świetna atmosfera w klubie, w szatni, poukładane sprawy organizacyjne, praca, jaką wykonał poprzedni trener Adam Mażysz. Dlatego, gdy przejąłem drużynę, nie robiłem rewolucji. Wystarczyło kilka kosmetycznych zmian. Początek mieliśmy doskonały, potem przyszła porażka w Zaczerniu i pojawiły się wątpliwości, czy damy radę awansować. Usiedliśmy jednak w szatni, szczerze porozmawialiśmy i postanowiliśmy, że w ostatnich pięciu kolejkach damy z siebie więcej niż sto procent. I udało się! Choć promocję do II ligi wywalczyliśmy w ostatniej kolejce, to ten awans nam się należał. Graliśmy najlepszą piłkę – z polotem, fantazją, strzeliliśmy najwięcej goli, mało traciliśmy. Chwalono nas także poza Tarnobrzegiem.

- Ma pan 32 lata, czyli jest młodszy od swoich kluczowych piłkarzy Janusza Hynowskiego i Jacka Kurantego. Nie miał pan problemów z utrzymaniem dyscypliny w drużynie?
- Przygodę z trenerką zacząłem bardzo szybko. W wieku 26 lat byłem już asystentem trenera Stanisława Gielarka. Od zawsze otaczali mnie starsi zawodnicy, ale nie był to dla mnie problem. Przeciwnie, z mojego młodego wieku uczyniłem atut. Bo ja nieustannie się rozwijam, jeżdżę na mecze, analizuje, pytam mądrzejszych od siebie. Jednocześnie mam do siebie duży dystans. Choć oczywiście przyjemnie jest odbierać gratulacje od Jacka Zielińskiego, który przypomniał, że swój pierwszy awans świętował nieco później, bo w wieku 34 lat. Zresztą to dzięki Jackowi mogłem rozwijać swój warsztat. Byłem u niego w Lechu Poznań na stażu, przyjrzałem się też z bliska, jak pracuje Michał Probierz.

- Marzenia się spełniają. Tak pan powiedział, gdy szefowie Siarki oddawali zespół w pana ręce.
- Nie będę ukrywał, że marzyłem o tym, by kiedyś samodzielnie prowadzić Siarkę. Przecież kibicuję temu klubowi od dziecka! I gdyby na początku roku ktoś powiedział, że wiosną awansuje z Siarką do II ligi, potraktowałbym to jak żart. Wszak jeszcze kilka miesięcy temu pracowałem w okręgówce z piłkarzami Mokrzyszowa…

- Ten awans to także dowód na to, że czasem warto zaryzykować. Gdy po dwóch kolejkach wiosny odwoływano ze stanowiska Adama Mażysza, niektórzy pukali się w czoło. Mówili, że działacze są w gorącej wodzie kąpani, a Szymczak, dla którego to pierwsza poważna samodzielna praca, nie poradzi sobie z wyzwaniem.
- Ryzykowali, to prawda. Ale też proszę mi wierzyć, że gdybym miał choć cień wątpliwości, iż nie podołam zadaniu, nie przyjąłbym tej roboty.

- Co się panu najbardziej podobało u swoich piłkarzy?
- Wyjątkowa była odporność na stres. W końcówce rundy każde potknięcie oznaczałoby koniec marzeń o II lidze, a jednak właśnie grając z nożem na gardle prezentowaliśmy się najlepiej. Mecze z Avią Świdnik czy Stalą Kraśnik przejdą do historii tarnobrzeskiej piłki. Dla moich zawodników nie było rzeczy niemożliwych, w dziesięciu odrabiali straty. Kibice to widzieli i ponieśli nas. Oglądali te spotkania na stojąco, a tego, co działo się po zakończeniu ostatniego meczu nie da się opisać.

- Długo świętowaliście awans?
- Najpierw była feta z kibicami, potem przyjęcie w klubie. Gdy wracałem do domu, natknąłem się na fanów Siarki i wylądowałem na kolejnej imprezie. Głowa boli mnie do teraz (śmiech).

- Jaki ma pan pomysł na swoją drużynę w II lidze. To jednak wyższe progi.
- Już w niedzielę spotkałem się ze swoimi współpracownikami: Januszem Hynowskim i Robertem Mazurem, dziś czekają nas rozmowy z zarządem. Rewolucji na pewno nie będzie, większość zawodników zostanie. Trzeba natomiast szukać młodych, bo aż pięciu zawodników kończy wiek młodzieżowca. Chciałbym ściągnąć do klubu jego wychowanków, z kilkoma z nich jestem już po wstępnych rozmowach. Interesują mnie piłkarze głodni sukcesów, a nie tacy, dla których najważniejszy jest stan konta.

- Z sukcesu piłkarzy nie cieszą się inni: siatkarki, tenisistki stołowe, koszykarze. W niewielkim i niezamożnym Tarnobrzegu nie dla wszystkich wystarczy pieniędzy, a wydaje się, że to właśnie futbol będzie teraz dyscypliną numer 1.
- Nie słyszałem, by innym sekcjom nie w smak był sukces piłkarzy. Ja trzymam kciuki za wszystkich sportowców Siarki. Zamiast szukać dziury w całym, trzeba się cieszyć, że 50-tysięczny Tarnobrzeg ma sport na tak wysokim poziomie. To ewenement w skali kraju.

- Jest pan elokwentny, na każde pytanie znajduje mądrą odpowiedź, dobrze buduje zdania, czasem cytuje futbolowych klasyków. To naturalne predyspozycje czy efekt pracy nad sobą?
- Na nikim się nie wzoruję. Jestem otwarty, lubię mieć coś do powiedzenia na różne tematy, a o poprawne słownictwo dba moja żona Katarzyna. Dostałem od niej wskazówkę, bym na konferencjach prasowych nie opowiadał banałów, tylko dorzucił coś od siebie. Mocno to sobie wziąłem do serca (śmiech).

- Już wiem, że oddycha pan futbolem. A hobby?
- Nie mam na to czasu. I tak jestem gościem w domu, bo oprócz tego, że jestem trenerem, uczę wychowania fizycznego w szkole. Przy okazji dziękuję żonie za wyrozumiałość. To ona w największym stopniu poświęca się naszym córkom – pięcioletniej Ali i czteromiesięcznej Izie.

Rozmawiał Tomasz Szeliga

do “Marzenia się spełniają”

  1. Artur z Tbg-a

    Sam nie byłem zwolennikiem Michała Szymczaka jak obejmował naszą SIARKĘ, ale uczciwie zapracował z całym zespołem na słowa uznania… Gratuluję…

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.