Masowy exodus weterynarzy

Weterynarze opuszczają publiczne inspektoraty po to, by albo zasilić prywatny sektor, albo wyjechać za granicę. Fot. Paweł Galek

MIELEC. Albo zasilają prywatny sektor, albo wyjeżdżają zagranicę.

Lekarze weterynarii masowo opuszczają publiczne inspektoraty i, albo zasilają prywatny sektor, albo wyjeżdżają zagranicę. Powód? Niskie zarobki. Problem ten widać szczególnie w powiecie mieleckim, który skupia aż 75 proc. produkcji trzody chlewnej całego województwa. Monitoring tego wszystkiego przez obecną kadrę weterynarii np. pod kątem śmiercionośnego ASF (Afrykański Pomór Świń) jest praktycznie niemożliwy.

O problemie braku rąk do pracy swojego czasu mówił Piotr Chrabąszcz, zastępca powiatowego lekarza weterynarii. – Osobiście mam tylko jedną osobę do pomocy. Ona wkrótce odchodzi. Zostanę więc sam z blisko 70 podmiotami i całym monitoringiem badań. Jeśli nic się nie zmieni, to będzie naprawdę źle – alarmował. Dodał, że kontrola gospodarstw pod kątem ASF za pomocą kadry, którą ma do dyspozycji, jest w zasadzie niemożliwe.

Obiecali sześć etatów
Tymczasem zagrożenie jest poważne. Wirus dotarł już w okolice Lubaczowa. Stamtąd jest tylko 100 km do powiatu mieleckiego, który skupia 75 proc. produkcji trzody chlewnej całego województwa. Jeśli wirus dotrze nad Wisłokę, ucierpią nie tylko rolnicy, ale również w producenci pasz i zakłady przetwórcze. Szacuje się, że dotknąć to może nawet 20 tys. osób. 

Z ust przedstawicieli rządu co prawda padały obietnice o zwiększeniu zatrudnienia o w Powiatowym Inspektoracie Weterynarii o sześć etatów, ale do dzisiaj nie zostały one zrealizowana. Nawet gdyby zostały, to w obecnych warunkach lokalowych umiejscowienie tam tylu nowych pracowników byłoby trudne. Brakuje biurek, komputerów, szaf itd.

„To dekady zaniedbań”
Andrzej Chrabąszcz, radny powiatowy, uważa jednak, że podstawowym problemem w publicznej weterynarii są niskie zarobki: – Pensja większości pracowników jest niewiele wyższa od najniższej krajowej. Nie sprzyja to realizacji zadań na odpowiednim poziomie. Jeśli to się nie zmieni, to inspekcja tylko z nazwy będzie weterynaryjna, bo zatrudnieni w niej będą przedstawiciele zawodów pokrewnych: rolnicy i zootechnicy – przestrzega Chrabąszcz.

Starosta Zbigniew Tymuła przyznaje, że służby weterynaryjne są nisko opłacane. – Tylko czy państwo w ciągu trzech lat jest w stanie naprawić dekady zaniedbań? – pyta. – To nieprawda, że nasza weterynaria nie ma odpowiednich warunków lokalowych. Remontujemy pomieszczenia w starostwie dla nadzoru budowlanego, który zwolni miejsce dla weterynarii.

Paweł Galek

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.