Matka dobrze informowała o stanie dziecka

2,5 – letnia Dominika. Dziewczynka zmarła po tym, jak trafiła do szpitala w stanie krytycznym. Fot. PAP

ŁÓDŹ. Prokuratura wyjaśnia okoliczności śmierci 2,5 – letniej Dominiki.

W Zakładzie Medycyny Sądowej w Łodzi zakończyła się sekcja zwłok 2,5-letniej Dominiki. Stwierdzono obrzęk mózgu dziecka, ale sekcja nie dała odpowiedzi, co było bezpośrednią przyczyną zgonu.

Aby poznać dokładne przyczyny śmierci dziewczynki zlecone zostały dodatkowe badania histopatologiczne i toksykologiczne. Zostaną one przeprowadzone jak najszybciej, ale na ich wyniki trzeba będzie poczekać kilka tygodni.

Jak poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania, w poniedziałek zaplanowano przesłuchanie siedmiu osób. Śledczy chcą także przesłuchać lekarza, który badał dziecko oraz trzy osoby z Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego w Łodzi, w tym dyspozytora pogotowia.

Dziecko było pod opieką neurologa
Kopania powiedział, że z pierwszej rozmowy przeprowadzonej w poprzednią niedzielę ok. godz. 22 wynika, że matka szczegółowo informowała dyspozytorkę o stanie dziecka. Mówiła m.in., że dziewczynka od poprzedniego dnia gorączkuje (temperatura w trakcie rozmowy miała wynosić 39 stopni C, wcześniej dochodziła do 42 st. C), a od trzech godzin ma biegunkę, dreszcze i drgawki. Kobieta podała też informację, że dziecko jest pod opieką neurologa.

– W odpowiedzi dyspozytorka podała matce dziecka telefon do punktu nocnej i świątecznej pomocy medycznej w Skierniewicach z informacją, że jak tam zadzwoni, to do dziecka przyjedzie lekarz – wyjaśnił Kopania.

Kopania dodał, że prokuratura nie zabezpieczyła rozmów z poradnią w Skierniewicach, gdyż nie są one rejestrowane. W skierniewickim punkcie nocnej i świątecznej pomocy medycznej przeprowadzono jednak przeszukanie, w trakcie którego zabezpieczono dokumenty związane z tą sprawą.

– Punkt nocnej i świątecznej pomocy w Skierniewicach poinformował nas też o tym, że dyspozytor pogotowia sam podejmuje decyzję o wysłaniu do chorego karetki, a także że ich lekarz nie odmówił przyjazdu do dziecka – powiedział Kopania. Ta ostatnia informacja jest sprzeczna z zawiadomieniem o możliwości popełnienia przestępstwa, z którego wynika, że lekarz odmówił jednak przyjazdu do dziecka i telefonicznie zalecił podawanie leków, a w przypadku pogorszenia stanu dziewczynki poradził ponowne wezwanie pogotowia.

Karetka pogotowia do dziecka przyjechała dopiero za drugim razem. Wcześniej przyjazdu miał odmówić też lekarz nocnej i świątecznej pomocy.

Czynnik ludzki
Także rzecznik praw pacjenta Krystyna Kozłowska liczy na wyjaśnienie zachowania lekarzy i dyspozytora; według niej zawinił czynnik ludzki. – Rozmowa dyspozytora z rodzicami została przeprowadzona, wydaje mi się, w sposób nieprawidłowy. Nie jest argumentem dla mnie to, że mama przekazywała informacje spokojnie. Dyspozytor powinien zadawać takie pytania, żeby w sposób odpowiedni podjąć decyzję, wysłać karetkę czy też nie wysłać karetki – mówiła Kozłowska.

TVN24/ps

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.