Miasto funduje mieszkańcom bezpieczeństwo

STALOWA WOLA. W ub. roku stalowowolscy policjanci dostali 100 tys. zł z miejskiej kasy na dodatkowe patrole. To kropla w budżecie miasta, a mieszkańcy poczuli się zdecydowanie bezpieczniej. Policjanci aż rwą się do pracy, ale ponadnormatywne patrole są tylko dla najlepszych.

Przed kilkoma laty radni rozwiązali Straż Miejską. Municypalna formacja kosztowała grube miliony rocznie, a pożytek z niej był niewielki. Tak przynajmniej uważał prezydent Andrzej Szlęzak, który obiecał nie szczędzić grosza policjantom zawodowym. I jak na razie słowa dotrzymuje.

Na ponadnormatywne chciałby każdy

- Chwalimy sobie współpracę z miastem i wiem, że inne komendy nam jej zazdroszczą – mówi insp. Mirosław Pawełko, komendant powiatowy policji w Stalowej Woli. – Taka współpraca daje wyraźne efekty. Na ulicach jest dużo więcej patroli i oczywiście mniej przestępstw.

Policjanci kończąc służbę nie zdejmują mundurów, lecz idą w określone rejony miasta. Owe rejony określa sponsor, czyli miasto, w porozumieniu z komendantem. Policjanci na ponadnormatywnych patrolach, dorabiają do pensji. Nie są to wielkie pieniądze, ale kilkaset złotych piechotą nie chodzi. Na takie patrole chcieliby chodzić prawie wszyscy policjanci, ale na dodatkową pracę mogą liczyć tylko najlepsi. Tak więc zastrzyk z miejskiej kasy spełnia dodatkową rolę, bo dyscyplinuje stalowowolskich stróżów prawa.

Pogonili kieszonkowców

Insp. Pawełko, pytany o efekty ponadnormatywnych patroli, wskazuje od razu na miejskie targowisko przy ul. Okulickiego. – Kiedyś w dni targowe mieliśmy tam urwanie głowy z kieszonkowcami – słyszymy od komendanta. – Teraz w targowe soboty nie ma ani jednej kradzieży. To jest efekt m.in. tego, że mamy możliwość wysyłania między handlujących dodatkowych patroli w mundurach i po cywilnemu.

Kieszonkowcy do Stalowej Woli przyjechali z sąsiedniego Sandomierza. Tam na placu targowym został zainstalowany monitoring i złodzieje przestraszyli się kamer. W Stalowej Woli targowisko jest zbyt rozległe, by można je było strzec elektronicznie. Trzeba było postawić na „siłę żywą”, która sprawdza się lepiej od kamer.

Jerzy Mielniczuk

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.