Miasto podniesie mielecki sport z kolan?

MIELEC. Czy prezydent ulegnie naciskom lobby sportowego i sięgnie głębiej do kieszeni?

Przed laty w Mielcu działało kilkadziesiąt sekcji sportowych, które wychowały mistrzów, rekordzistów i reprezentantów Polski. Dziś po latach świetności pozostało niewiele. Większość klubów klepie biedę, a ich działacze chodzą od urzędu do urzędu, kłaniając się i żebrząc o każdy grosz. Stąd inicjatywa Edwarda Małka, szefa miejskiej Komisji Sportu, który proponuje, żeby to miasto dotowało wyczynowców.

W czasach świetności oprócz sztandarowej piłki nożnej w Stali Mielec działały dziesiątki sekcji sportowych. Największe sukcesy odnosiły: boks, lekkoatletyka, piłka ręczna, pływanie oraz siatkówka kobiet i mężczyzn. W mieleckiej Stali trenowali tenisiści stołowi i ziemni, gimnastycy, kolarze, koszykarze, motocrossowcy, kajakarze, szermierze i szachiści. Była też sekcja… narciarska, a skocznię zbudowano na Górce Cyranowskiej.

„Wkładanie ręki do wora z pieniędzmi”

Dziś jedynie siatkówka kobiet i piłka ręczna mężczyzn kontynuuje dawne tradycje. Reszta klepie biedę. Symbolem upadku mieleckiego sportu jest rozpadający się stadion, który podpierają drewniane bale. Edward Małek, szef miejskiej komisji sportu, który wpadł na pomysł, aby to miasto dofinansowywało wyczyn. – Ustawa o sporcie wpisuje możliwość dotowania klubów, jako zadanie własne miasta – argumentuje inicjatywę radny Małek.

- Ależ my tak robimy – komentuje prezydent Janusz Chodorowski. – Wydajemy na sport aż 12 procent swojego budżetu. To bardzo dużo. Poza tym, dajemy stypendia sportowe, a stowarzyszenia, w tym kluby otrzymają od nas 1,1 mln zł. To są duże pieniądze, jak na takie miasto, jak Mielec. Ale zawsze jest tak, że chce się więcej, bo to jest łatwa kasa. A ja mam dość bycia strażnikiem, który stoi z mieczem w ręku i ciągle mówi „nie”. To jest stresujące.

Lobby sportowe mocno naciska? – Owszem – przyznaje Chodorowski. – Takiej siły nacisku nie mają choćby emeryci, niepełnosprawni, czy inne grupy społ. A też potrzebują pieniędzy. Naszym nieszczęściem jest to, że ciągle żyjemy przeszłością. Bo kiedyś wkładało się rękę do wora, wyciągało garść pieniędzy i dawało na co trzeba. Dziś tak się już nie da. A ta ręka dalej do tego wora chce się jakoś dostać. A jego już nie ma… On zniknął.

Paweł Galek

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.