Miasto zasypało staw. Razem z rybami

Okoliczni mieszkańcy są oburzeni sposobem, w jaki miasto potraktowało bardzo lubiany przez nich staw z rybami. Fot. Arkadiusz Rogowski

RZESZÓW. – Inwestor wszedł, ale ryb nie odłowił. Jak tak można? – pytają oburzeni mieszkańcy ul. Jana Stączka na Załężu.

– To zwykły bandytyzm w biały dzień – oburzają się mieszkańcy Załęża, gdzie firma wynajęta przez Urząd Miasta zasypała ziemią nieduży staw przy ul. Jana Stączka. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że zrobiła to bez oglądania się na żyjące w nim ryby, a tych było sporo. Teren ma zostać sprzedany przez miasto.

– Myśmy się przygotowali, że strażacy wypompują tę wodę, a my weźmiemy te ryby i przewieziemy albo do zbiornika w Trzcianie albo do Wólki Niedźwiedzkiej. No ale inwestor wszedł, a ryb nie odłowił. Ja nie wiem gdzie jest jakiś nadzór nad tym, gdzie są ekologowie – mówi Bronisław Jakubowski, który mieszka nieopodal zasypanego stawu. Ocenia, że żyło w nim około 200-300 kg ryb.

Zupełnie inaczej przedstawia całą sprawę kierownik prac. Według niego ryb nie było dużo – 20 może 30. – Część się złapało, a część przeganiamy na drugą stronę i będziemy odławiać. Jakiś gość chce je sobie zabrać do stawu – mówi pan Kielar wskazując na stojącego po drugiej stronie mężczyznę. Tyle, że ten nic o tym nie wie i wręcz wybucha śmiechem, gdy go o to pytamy.

Po południu na terenie stawu rozgorzała gorąca dyskusja. – Jak to tak można? – pytali mieszkańcy. Pojawiła się nawet straż miejska oraz pracownicy z ochrony środowiska.  – Oczywiście, że ryb nie można tak po prostu zasypać. Ale musimy ustalić na spokojnie kolejność robót, co tak naprawdę tutaj zrobiono – mówi Marcin Miąsik, po. Dyrektora Wydziału Gospodarki Komunalnej. Tłumaczy również, że w stawie pełniącym funkcję zabezpieczenia przeciwpożarowego ryb nie powinno być w ogóle, co jednak nie zwalnia pracowników firmy z odpowiedzialności za trzymanie się standardów ochrony środowiska.

***

Wersje są zatem dwie i to bardzo rozbieżne. Z tego co my zobaczyliśmy na miejscu, bardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz oburzonych mieszkańców ul. Jana Stączka, bowiem tuż przed godz. 11 ani w stawie, ani wokół niego nie było widać już żadnej ryby. Do tematu będziemy wracać.

Arkadiusz Rogowski

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
10 komentarzy
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Anonim
Anonim
8 lat temu

o godzinie 8/9 rano roboty na stawie już trwały, i żadnych ryb nie wyłowił inwestor tylko tyle udalo sie uratować ile mieszkańcy wyłowili…
nawet niech do wisłoka je wrzucą byle żyły.. też sie rybkom cos należy…
niektórzy ludzie są bez serca i rozumu !

VV
VV
8 lat temu

ekolodzy sa ale tam gdzie im smierdza pieniadze :) a rezerwat „Zablocie” w Bratkowicach? totalnie zdewastowany wyrobiskiem zwiru na autostrade ktorej i tak nie bedzie. szkoda gadac. szambo i jeszcze raz szambo.

Asik
Asik
8 lat temu

Właściciel może sobie z rybami zrobić co mu się podoba. Zjeść, zasypać, otruć, odłowić – co najtaniej wyjdzie. Ale już znaleźli się amatorzy darmowej ryby – „weźmiemy i przewieziemy”. Jaka to ekologia? Nie wolno przewozić ryb z jednego do drugiego zbiornika. Już nie chodzi o to, czy przeżyłyby taką podróż, ale o rozprzestrzenianie się gatunków niechcianych, chorób i pasożytów. Zarówno w Trzcianie i Wólce Niedźwieckiej jest prowadzona racjonalna gospodarka zarybieniowa i wybitnie szkodliwe byłoby wpuszczenie tam nawet te 200 kg ryb z jakiegoś tam stawku. Owszem żeby nie marnować ryb – można było dogadać się z okolicznymi mieszkańcami, wodę wypompować,… Czytaj więcej »

Anonim
Anonim
8 lat temu
Reply to  Asik

mądrala się znalazła…
sama sobie jedz takie ryby…

wnuk kolejarza
wnuk kolejarza
8 lat temu
Reply to  Asik

Ustawa o ochronie zwierząt zakazuje takiego postępowania.
Ponadto nie jestem pewien czy z formalnego punktu widzenia na zasypanie stawu miasto nie powinno uzyskać pozwolenia wodnoprawnego (zasypanie wykracza poza definicję zwykłego korzystania z wód) i zgody Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska.
Ktoś powie że to biurokracja, ale skoro na zastąpienie przydrożnego rowu kolektorem kanalizacji deszczowej i wybudowanie na nim chodnika trzeba pozwolenie wodnoprawne mieć – patrz:

http://bip.erzeszow.pl/ogloszenia-wykazy-zawiadomienia-komunikaty/aktualne/12642,informacja-dot-wszcz-cia-post-powania-administracyjnego-w-sprawie-udzielenia-pozwolenia-wodnoprawnego-na-likwidacj-rowu-przy-ulicy-bocznej-stra-ackiej-w-rzeszowie.html

to tutaj tym bardziej.

olgierd
olgierd
8 lat temu

Ja to bym zasypał również tego który na to pozwolił i tego który sprawował nadzór. Gdzie humanitaryzm i etyka chrześcijańska. I co teraz z tym zrobią ratuszowi biurokraci ? Jak zwykle nic bo ” znikoma szkodliwość czynu ” . Panie prezydencie Ferenc co się tam przejmować jakimiś rybkami – najważniejsze że pojawił się nowy atrakcyjny teren do postawienia kolejnej monumentalnej Plazy na miarę stolicy innowacji , bp to jest innowacja. Teraz następny pomysł to zasypać rzeszowski zalew. Zaoszczędzi się sporo kasy którą można przeznaczyć spokojnie na „grającą fontannę”. Prawda ?

maciek
maciek
8 lat temu

A gdzie byli ekolodzy , chłodzili się na żwirowni ?????? :))))))

Romuś
Romuś
8 lat temu

Ekologów tam nie bylo bo nie dało się na tym ugrać żadnej kasy. W Polsce nie ma ekologów – są tylko eko-terroryści.

Zenek
Zenek
8 lat temu

Słusznie taka działalność to draństwo. Oczekujemy wyjaśnień w tej sprawie na łamach prasy.
Tych tzw. ekologów należy przepędzić z Rzeszowa.

Stefan
Stefan
8 lat temu

Najważniejsze że robota się robi, a ryby nie maja głosu.