Miejsce malucha jest w przedszkolu, a nie w szkole

Fot. Archiwum

Szefowa resortu edukacji liczy, że od września przyszłego roku 70 proc. 6-latków zasiądzie w ławkach szkolnych.

Minister Krystyna Szumilas jest wielką entuzjastką usadzenia 6-latków w szkolnych ławkach. Już 5 lat temu zapowiadała, że maluchy w pierwszych klasach powinny znaleźć się obligatoryjnie we wrześniu 2012 roku. Tak się nie stało, ale szefowa resortu edukacji nie ustaje w staraniach. W przyszłym roku chciałaby, by do szkół trafiło 70 proc. 6-latków. Tymczasem rodzice dzieci nie wydają się być zachwyceni tym pomysłem. – Dziecko ma mieć czas na dzieciństwo – podkreślają. – Wcześniejsze posłanie go do szkoły to odbieranie mu czasu na beztroskę – mówią. – I to po to, żeby rok dłużej pracowało – uśmiechają się sarkastycznie.

Do czasu odkrycia przez minister Szumilas, że dziecko obligatoryjnie powinno pomaszerować do szkoły w wieku lat sześciu, dziwnym trafem wszyscy byli zgodni, że 7 lat to odpowiedni czas na rozpoczęcie szkolnej edukacji. 6-latki miały oczywiście nieco inny program przedszkolny, niż młodsze roczniki, a w działających przy szkołach „zerówkach” także przygotowywano je do tego, że niedługo trzeba będzie usiedzieć w ławce 45 minut, a poznawanie literek i cyferek to nie tylko fajna zabawa. Nadal jednak były to jeszcze maluchy, choć oczywiście zdarzały się przypadki wcześniejszego rozpoczęcia nauki szkolnej przez dziecko.

„Popełniłam błąd posyłając syna rok wcześniej do szkoły”
– Ponad 40 lat temu popełniłam błąd i posłałam młodszego syna o rok wcześniej do szkoły – wspomina Zofia Piwowar (68 l.) z Rzeszowa. – Oczywiście nie „na siłę” – zastrzega. – Po prostu mały płakał, że starszy brat idzie do szkoły, a on nie może – wspomina nasza rozmówczyni.

Nauczycielka „prowadząca” ówczesną pierwszą klasę poradziła pani Zofii, by powierzyła młodszego syna pedagogom z ogniska przedszkolnego. – Po pół roku syn został skonsultowany przez fachowców i uznali, że może iść do szkoły – wspomina rzeszowianka. – Intelektualnie radził sobie dobrze, ale miał problem z dostosowaniem się do szkolnych zasad, na przykład w postaci siedzenia przez godzinę lekcyjną w ławce. Dodatkowo był mniejszy od innych dzieci i fizycznie słabszy. To wyrównało się dopiero w okolicach IV klasy – wspomina pani Zofia, która teraz żałuje, że posłała syna do szkoły o rok wcześniej. – Krzywda mu się nie stała, ale takie beztroskie dzieciństwo skróciło mu się o rok i to rok intensywnej pracy nad sobą, podczas gdy mógł normalnie, w wieku 7 lat zacząć edukację – wzdycha kobieta, która jest stanowczo przeciwna pomysłowi, by 6-latki zapędzać do szkolnych ławek obligatoryjnie.

Różnica pomiędzy przeciętnym 6 i 7-latkiem jest ogromna
Pomysł ten budzi także niepokój Justyny Kosmyk (26 l.) z Przemyśla, mamy 5-latka. – Moje dziecko dopiero od niedawna funkcjonuje w swojej przedszkolnej grupie – mówi. J. Kosmyk. – Nawiązało przyjaźnie, chętnie chodzi do przedszkola. Jednak na początku miało problem z adaptacją. Jeśli musiałoby iść do szkoły w wieku 6 lat, na pewno problemy z odnalezieniem się w nowej sytuacji wróciłyby – obawia się matka. Kobieta zwraca też uwagę na to, iż przy klasach „mieszanych”, to jest złożonych z uczniów z dwóch kolejnych roczników, różnica wieku tak naprawdę sięgać może około dwóch lat. – Dziecko urodzone w styczniu 2006 roku i dziecko z grudnia 2007 roku, to ogromna różnica w rozwoju fizycznym i emocjonalnym – podkreśla 26-latka. – Jedno ma na początku roku szkolnego ponad 7,5 roku, drugie nie ma nawet 6. Każda matka wie, jak dziecko zmienia się w ciągu miesięcy, jak zmieniają się jego reakcje. Taka różnica w wieku dzieci to przepaść, a niewykluczone, że takie dzieci znalazłyby się w jednej klasie pierwszej  – zauważa J. Kosmyk.

Dajcie dzieci do szkoły, będzie fajnie, jak w przedszkolu
Władze samorządowe i dyrektorzy szkół uspokajają: – Będą klasy tworzone dla 6-latków, więc nie będzie problemu z „przepaścią wiekową” miedzy uczniami – zachęcają. – A dla klas z maluchami będą specjalne programy nauczania dostosowane do ich możliwości – przekonują. – Skoro trzeba specjalnych programów, zabawek w klasie, tworzenia szczególnej atmosfery dla 6-latków w szkole, to wniosek jest prosty: 6-latki do szkół nie powinny jeszcze  chodzić – komentuje ofertę jednej z przemyskich szkół zachęcającej rodziców do posłania maluchów do szkoły ojciec, który otrzymał  ulotkę placówki – To śmieszne! Z jednej strony wmawia nam się, że miejsce 6-latka jest w szkolnej ławce i tak ma być, z drugiej szkoła przyznaje, że dla malucha będą specjalne warunki. No to jak to jest w końcu? – dopytuje ironicznie przemyślanin. – Nie chcę mojego dziecka usadzać w szkolnej ławce w wieku sześciu lat – mówi wprost mężczyzna. – Uważam, że powinna być możliwość posłania dziecka wcześniej do szkoły, ale w sytuacjach wyjątkowych, po konsultacjach ze specjalistami, a nie przymus – podkreśla. – Niech moje dziecko ma jeszcze rok beztroski, zabawy i luzu, bo w dorosłym życiu już tego nie zazna – wzdycha przemyślanin. – A „dzięki” tej pożal się Boże reformie, miałoby rok dłużej pracować do emerytury – dodaje.

Po co posyłać 6-latka do szkoły i zmuszać do równania z 7-latkiem?
Większość rodziców, których pytamy o posyłanie do szkoły 6-latków ma podobne zdanie. – To są za małe dzieci – mówią. – A szkoła od przedszkola się różni, bo jakby się nie różniła, to po co posyłać dziecko do szkoły – snują refleksje. – Poza szkolnym rygorem, koniecznością siedzenia 45 minut w ławkach dochodzi jeszcze stres związany z oceną dziecka i oczekiwaniami wobec niego w zakresie przyswajania sobie materiału – podkreślają. – Jeśli dla 6-latków ma być szkolna „taryfa ulgowa”, to tym bardziej bez sensu posyłać je do szkoły – uważają rodzice. – 6-latki będą na starcie gorzej, bo ulgowo edukowane, a na koniec „podstawówki” wymagać się będzie od zapędzonych do szkoły wcześniej chyba tego samego, co od tych, którzy poszli do I klasy mając lat 7?- zapytują.

Dla „lepszej edukacji” zlikwidowano szkoły?
Wiele wskazuje na to, że sen pani minister może się nie spełnić i we wrześniu przyszłego roku do szkoły nie pomaszeruje tylu 6-latków ilu by sobie w niej widzieć życzyła. Ale gdyby istotnie70 proc. rodziców maluchów zdecydowało, że edukację rozpoczną one w wieku lat sześciu, to razem z 7-latkami pierwszaków w 2014 roku byłoby około 700 tysięcy. To znacznie więcej, niż przeciętnie było ich przez ostatnich kilkanaście lat, kiedy szkolną naukę w I klasie zaczynało zwykle od 400 do 450 tys. dzieci. Zapewnienia o niezwykłym komforcie 6-latków w szkole są nieprzekonujące także dlatego, że w ostatniej 5-latce zamknięto w kraju kilkaset szkół. – Najpierw pozamykali szkoły, a teraz chcą stłoczyć dzieci w tych, co zostały. Ot logika – uśmiechają się gorzko rodzice.

Monika Kamińska

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.