Mielczanie nie postraszyli faworyta

Fot. PAP

PIŁKA RĘCZNA. SUPERLIGA. Mielczanie bez szans w pierwszych dwóch pojedynkach półfinałowych.

Tak jak można było się spodziewać szczypiorniści Stali stanowili jedynie tło dla głównego faworyta rozgrywek w pierwszych dwóch meczach półfinału mistrzostw Polski. Vive przejechało się po naszej drużynie niczym walec. Inna sprawa, że w drugim meczu ta dodatkowo sama zawiodła i otarła się o kompromitację.

- Trudno wiele obiecywać sobie po meczach z takim rywalem jak Vive. Specjalnie przygotowaliśmy się do tych spotkań, chcemy w nich wypaść jak najlepiej. Zobaczymy co z tego wyjdzie – mówił przed pierwszym starciem trener Stali Ryszard Skutnik.

Jego podopieczni podjęli w sobotę walkę. Długimi momentami walczyli z Vive jak równy z równym. Przez większość meczu miejscowi nie mogli urwać im się na więcej niż cztery trafienia. Dopiero pod koniec meczu dała o sobie znać szeroka kadra jaką dysponuje trener Bogdan Wenta. Gdy stalowcom brakowało już sił, Vive złapało właściwy rytm i w momencie gdy nasz zespół rzucił w decydujących momentach dwie bramki, gospodarze trafili aż dwunastokrotnie. – Cieszę się ze zwycięstwa, ale nam brakowało przez większość czasu koncentracji. Przez większość meczu szukaliśmy swojego rytmu, udało się go odnaleźć dopiero w ostatnim kwadransie. Przeciwnik zagrał walecznie i przez większość spotkania był wyrównanym rywalem – oceniał trener Wenta.

W szeregach Stali najlepszy był Rafał Gliński. Rozgrywający nie był jednak zadowolony z finiszu swojej drużyny. – Za szybko Vive nam odskoczyło. Dużo w tym było naszej winy, nie możemy popełniać tylu prostych błędów, grając z tak klasową drużyną. W niedzielę musimy si w tym elemencie zdecydowanie poprawić – stwierdził Gliński.
Zmiana rzeczywiście nastąpiła, tyle, że na gorsze. Stal w niedzielę zagrała bardzo słabo, w pierwszej połowie zwyczajnie się skompromitowała. Nasz zespól nie potrafił poradzić sobie z bardzo dobrze broniącym Sławomirem Szmalem. Pierwszą bramkę gościom udało się zdobyć, gdy przegrywali 0-7. Im dalej w las, tym wcale nie było lepiej. Przyjezdni trafiali od święta, podczas gdy miejscowi bez litości, zdobywali kolejne bramki. Do przerwy jednak wynik był wyjątkowo wstydliwy dla naszego zespołu. Po zmianie stron gospodarze już nie grali z takim polotem, wyraźnie trudno było im się zmobilizować. Mielczanie natomiast upokorzeni w pierwszej odsłonie, wzięli się w garść i zagrali w końcu na swoim poziomie.

Mecz nr 1
VIVE 36
STAL 23
(16-11)
VIVE: Cleverly – Stojković 6, Olafsson 4, Jurecki 4, Tkaczyk 4, Tomczak 3, Zorman 3, Jurasik 2, Buntić 2, Musa 2, Jachlewski 2, Rosiński 2, Zaremba 1, Kuchczyński 1, Grabarczyk
STAL: Wolański, Kiepulski – Janyst 5, Gawęcki 4, Krzysztofik 3, Gliński 2, Szpera 2, Babicz 2, Chodara 2, Kubisztal 2, Albin 1, Sobut, Basiak
Sędziowali: Krzysztof Bąk, Kamil Ciesielski (obaj Zielona Góra). Widzów: 3000.

Mecz nr 2
VIVE 42
STAL 24
(25-6)
VIVE: Szmal – Stojković 8, Olafsson 4, Jurecki 4, Tkaczyk 5, Tomczak 3, Zorman 2, Jurasik 4, Buntić 1, Musa 4, Jachlewski 1, Rosiński 2, Zaremba 1, Kuchczyński 4, Grabarczyk
STAL: Wolański, Kiepulski, Lipka – Janyst 4, Gawęcki 4, Krzysztofik 3, Gliński 1, Szpera 5, Babicz, Chodara 2, Kubisztal 1, Albin 3, Sobut, Basiak, Jędrzejewski 1

Stan rywalizacji do trzech zwycięstw 2-0 dla Vive. Kolejny mecz odbędzie się w sobotę w Mielcu.

p

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.