Mieszkańcy przyłączonych wiosek dali Ferencowi prezydenturę

RZESZÓW. W ciągu 4 lat Tadeusz Ferenc stracił zaufanie 20 tysięcy rzeszowian

Tadeusz Ferenc wygrał prezydenckie wybory w pierwszej turze i przez kolejne cztery lata będzie dowodził ratuszem i miejskim urzędnikami. To zwycięstwo nie jest już jednak tak spektakularne, jak przed czterema laty. To, co wydarzyło się w wyborczą niedzielę, wyjaśnia uważna analiza matematyczna i geograficzna wyników zanotowanych w poszczególnych komisjach obwodowych.

W tym roku na Tadeusza Ferenca głosowało 36 190 wyborców, czyli 25,91 proc. uprawnionych do głosowania. W 2006 r. prezydent został wybrany 48 131 głosami. Stanowili oni 38,20 proc. dorosłych mieszkańców Rzeszowa. Spadek popularności prezydenta jeszcze wyraźniej widać w porównaniu liczby zdobytych głosów do wszystkich ważnych głosów. W 2006 r. – 76,59 proc., a w 2010 r. – 53, 25 proc. Spadek o 23,34 pkt!

Jeszcze ciekawsze wnioski wynikają z analizy geograficznej wyników. Okazuje się, że w części Rzeszowa w granicach z 2006 r. Tadeusza Ferenca poparło mniej niż 50 proc. głosujących. Oznaczało by to drugą turę wyborów. Nie doszło do niej dzięki wysokiemu poparciu, w nowoprzyłączonych dzielnicach: Zwięczyca, Słocina, Przybyszówka, Miłocin, Załęże, Biała i Budziwój. W tamtych komisjach Tadeusz Ferenc zdobywał nawet ponad 70-procentowe poparcie. Natomiast w granicach dawnego Rzeszowa w większości komisji zanotowano wyniki poniżej 50 proc. Niekiedy nawet poniżej 45 proc!

Cztery lata temu we wszystkich komisjach obwodowych prezydent cieszył się ponad 70-procentowym poparciem, a w wielu dzielnicach uzyskał ponad 80 proc. głosów!

Dlaczego tak spadło poparcie?

Mieszkańcy Rzeszowa nie tylko uważnie obserwują efekty zmian w mieście i skutki decyzji podejmowanych w Ratuszu. Przyglądali się też programom proponowanym przez kandydatów na prezydenta miasta. Z zawartych w nich obietnicach można pod koniec kadencji rozliczyć wybranego prezydenta. Chciał to zrobić Jerzy Cypryś i w czasie jednej z debat próbował wręczyć Tadeuszowi Ferencowi jego ulotkę wyborczą sprzed czterech lat. Pan prezydent obraził się wówczas na swego wyborczego konkurenta. O co? Okazało się bowiem, że zobowiązania sprzed czterech lat są nadal aktualne, gdyż nie zostały zrealizowane. Tadeusz Ferenc uznał, że impertynencją jest próba rozliczania go z czterech lat pobierania prezydenckiej pensji i nierealizowania przedwyborczych obietnic.

To właśnie „docenili” mieszkańcy Rzeszowa, którzy cztery lata temu głosowali na Tadeusza Ferenca, a ponieważ zostali zawiedzeni, w niedzielę oddali swoje glosy na innych kandydatów lub w ogóle nie poszli do głosowania. Ludzie, którzy w 2006 r. mieszkali pod Rzeszowem i nie uczestniczyli w wyborach prezydenta, zagłosowali na prezentowany im wizerunek, na hasło, że „Jeśli podoba ci się Rzeszów, to głosuj na mnie”.

Jerzy Cypryś Andrzej Dec, Jerzy Maślanka i Wiesław Walat, szeroko i dokładnie przedstawiali, co zamierzają w Rzeszowie zrobić i jak według nich ma wyglądać miasto za cztery lata.

Kto potrafi wymienić pięć zadań, które zamierza w obecnej kadencji zrealizować Tadeusz Ferenc? Może chociaż trzy? Jedno? No właśnie. Uważnie przeanalizowaliśmy materiały wyborcze Tadeusza Ferenca i nie znaleźliśmy ani jednej wyborczej obietnicy. Pan prezydent nie deklarował nic. Najwyraźniej nie chce, by za cztery lata ktoś znów próbował go rozliczyć z niezrealizowanych obietnic.

W krajach o dojrzałej demokracji, w których od wielu dziesięcioleci wybiera się władzę w wolnych i bezpośrednich wyborach, ludzie głosują na programy. Wybierają tych kandydatów, których oferta najbardziej im odpowiada. Zachowują się podobnie, jak klient w sklepie, który przed zakupem uważnie analizuje zalety, walory użytkowe, jakość i cenę towaru.

Cechą młodej demokracji jest natomiast to, że w wyborach większość głosuje na wizerunek opracowany przez specjalistów od marketingu politycznego i daje się nabrać na blichtr. Podobnie zachowywaliśmy się po obaleniu PRL-u w 1989 r. Kupowaliśmy przywożone z Zachodu kiepskie towary, ale zachęcająco opakowane. Minęło kilkanaście lat i większość stała się świadomymi klientami. Producenci muszą dbać o jakość, bo byle czego się nie sprzeda.

Znacznie dłużej trwa proces stawania się świadomymi wyborcami korzystającymi z dobrodziejstwa demokracji. Klientem sklepów jest się niemal codziennie i szybko nabiera się doświadczenia w robieniu świadomych zakupów. W wyborach uczestniczymy raz na kilka lat i wiele jeszcze czasu upłynie. zanim zaczniemy głosować i wybierać świadomie.

Krzysztof Rokosz

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.