Minister Arłukowicz dobija małe zakłady opiekuńcze

– To rozporządzenie było dla nas wielkim zaskoczeniem i teraz jest nie mniejszym problemem – mówi Małgorzata Stańczak, dyrektor Zakładu Pielęgnacyjno-Opiekuńczego w Stalowe Woli. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Ministerstwo Zdrowia wzięło w opiekę pielęgniarki i to tak, że same zainteresowane zaprotestowały. Rząd znów każe tworzyć nowe etaty, ale tradycyjnie, nawet nie podpowiada, gdzie znaleźć na nie pieniądze.

Z początkiem przyszłego roku wejdzie w życie rozporządzenie Ministra Zdrowia ustalające minimalne normy zatrudnieniowe pielęgniarek i położnych w zakładach opieki zdrowotnej. Pozornie polepsza ono byt pielęgniarek i położnych, ale paradoksalnie może doprowadzić do ich zwolnień, bo część zakładów opieki zdrowotnej może tych norm nie wytrzymać. Środowiska pielęgniarskie protestują i chcą zmiany rozporządzenia z 28 grudnia ub. roku, albo całkowitego jego wycofania. Tym bardziej, że wprowadza ona nierówności między zakładami publicznymi i prywatnymi. W tych drugich normy minimalne nie będą obowiązywały.

- Ktoś miał może i dobre intencje, ale wyszło jak zawsze – usłyszeliśmy od członkini Związku Pielęgniarek i Położnych. Zdziwić może niechęć środowiska pielęgniarskiego do tego rozporządzenia, bo ma ono ujednolicić zasady pracy pielęgniarek. W zależności od charakteru ZOZ i ilości w nim łóżek, będzie trzeba zatrudnić ściśle określoną przez MZ kadrę pielęgniarek. Najkrócej mówiąc, im cięższy oddział czy szpital, tym więcej musi w nim być zatrudnionych pielęgniarek.

Gdzie znaleźć pieniądze na nowe etaty?
- Ledwo wiążemy koniec z końcem, a teraz musimy gdzieś znaleźć pieniądze na zatrudnienie ośmiu nowych pielęgniarek – mówi Małgorzata Stańczak (49 l.), dyrektor Zakładu Pielęgnacyjno-Opiekuńczego w Stalowej Woli. – Na razie liczymy, że minister wycofa to rozporządzenie. Jeżeli tego nie zrobi, możemy nawet nie dostać kontraktu na usługi w przyszłym roku.

ZPO jest maleńkim i do tego jedynym w powiatach stalowowolskim i niżańskim zakładem opiekującym się głównie osobami starszymi i przewlekle chorymi. Są w nim 54 łóżka i w całej 13-letniej historii zakładu nie zdarzyło się, by kiedykolwiek choćby jedno z nich było wolne. Popyt na usługi świadczone przez ZOZ w stalowowolskim Rozwadowie jest wielki. Świadczyć o tym może coraz wydłużająca się kolejka. Teraz na liście oczekujących wpisane są 24 nazwiska.

Ze względu na to, że w rozwadowskiej placówce są głównie tzw. ciężkie przypadki, normy Arłukowicza zobowiązują szefową ZPO do utworzenia 8 dodatkowych pielęgniarskich etatów. Licząc po najniższych stawkach, to roczny wydatek bliski 300 tys. zł. Skąd te pieniądze wziąć? Tego właśnie Bartosz Arłukowicz (42 l.) nie wyjaśnia. ZPO musi do jesieni znaleźć gdzieś pieniądze na nowe etaty, bo wtedy będzie ubiegał się o kontrakt z NFZ na przyszły rok i musi wykazać się przy tym liczbą pielęgniarek odpowiednią dla norm MZ. Teraz jest ich 20 i żaden z pacjentów nie uskarża się na brak opieki.

Pieniądze to nie wszystko
Ciekawostką rozporządzenia z końca grudnia ub. roku jest to, że dotyczy ono tylko publicznych ZOZ-ów. W niepublicznych może być tyle pielęgniarek, ile się właścicielowi zamarzy, a i tak minister mu nic nie zrobi.

- Przecież to jest nierówne traktowanie podmiotów gospodarczych – dodaje dyr. Małgorzata Stańczak. Prawdopodobnie znalezienie pieniędzy na nowe etaty będzie i tak najmniejszym problemem dyr. Stańczak. O wiele większym może być znalezienie samych pielęgniarek. Do pracy w ZPO mogą przyjść jedynie wysoko wykwalifikowane pielęgniarki, a takich jest niewiele na lokalnym rynku pracy. Trzeba też założyć, że pielęgniarek będą poszukiwały też inne zakłady opieki zdrowotnej, a to znaczy, że trzeba będzie proponować znacznie wyższe pensje niż niecałe 2 tys. zł, jak to jest teraz w większości ZOZ-ów.

Jerzy Mielniczuk

do “Minister Arłukowicz dobija małe zakłady opiekuńcze”

  1. ROMAN

    inni na całym świecie wiedzą że fachu należy uczyć się od początku – małymi krokami- jak tego ten przyszły fachowiec nie przerobi to może mieć i kilka fakultetów – ale ma zerowe pojęcie w danej dziedzinie i potem te efekty widzimy na codzień od 1989 roku.

  2. wulkanr

    nikt nie miał dobrych intencji tylko chciał ułatwić prywatnym podmiotom czyli ktoś znowu wziął w łapę

  3. Ambroży

    Jeśli jest przyzwolenie społeczne m aby premier z doświadczeniem malarza kominów powołuje marnego lek. med. bez żadnej nawet praktyki na stanowisko ministra zdrowia, to nie pozostaje nic innego jak wysłuchiwać bredni Radziszewskiej Grasia , Halickiego czy Szeinfelda iż jedynym apogeum jest orędownictwo Jurka Owsiaka w uzdrowieniu SZ. O drugiej alternatywie nie ma co dłużej się rozpisywać, to oczekiwanie na śmierć!. Były ojciec partyjny Arłukowicza -Leszek Miller też zaciska moskuły i ponownie przypomnieć PRL!.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.