Minister obrony narodowej publicznie kłamie

Bogdan Klich, szef resortu obrony, powiedział w miniony piątek na antenie Radia Zet: – Po katastrofie CASY, 9 kwietnia 2008 roku, poleciłem szefowi sztabu generalnego wykonanie czterech spraw:

- przywrócić dyscyplinę w siłach zbrojnych i we wszystkich jednostkach im podległych,
- przywrócić przestrzeganie obowiązujących standardów postępowania,
- bezwzględne stosowanie obowiązujących procedur szkoleniowych,
- dokonanie rozliczeń osób winnych nieprzestrzegania powyższych standardów i procedur.

Stwierdziłem wtedy, że w wojsku polskim przykręcamy śrubę bardzo mocno, dlatego że jeżeli wojsko ma być sprofesjonalizowane to musi być profesjonalne, a profesjonalne wojsko musi opierać się na dyscyplinie oraz na przestrzeganiu standardów i norm. Od tamtej pory regularnie, dwa razy w roku szef sztabu generalnego przedstawia mi raport o tym, jak wygląda dyscyplina. Jedną z zasadniczych ustaw profesjonalizacyjnych wojsko była zupełnie nowa ustawa o dyscyplinie wojskowej, która reformowała system dyscypliny wojskowej i to też jest efekt po katastrofie CASY.

Prawda wygląda jednak zupełnie inaczej, niż próbuje to wmówić Bogdan Klich. Przypomnijmy podstawowe przyczyny katastrofy CASY, ustalone przez komisję badającą tamtą tragedię: Niewłaściwy dobór załogi, niewłaściwa współpraca załogi w kabinie, niekorzystne warunki atmosferyczne, dezorientacja przestrzenna załogi, brak obserwacji wskazań radiowysokościomierza, błędna interpretacja wskazań wysokościomierza, brak wyszkolenia drugiego pilota, brak doświadczenia dowódcy, brak właściwych procedur do lądowania…

Jak wyglądała sytuacja w kokpicie prezydenckiego Tupolewa w czasie podchodzenia do lądowania w Smoleńsku? W kabinie pilotów siedziało czterech wojskowych lotników, za których plecami stał ich najwyższy dowódca. I ci piloci, pracujący pod okiem generała, łamali przepis po przepisie i procedurę po procedurze. Protasiuk i Grzywna byli pewni, że dowódca nie będzie miał nic przeciwko ostentacyjnemu łamaniu procedur i regulaminów lotniczych. Generał Błasik nie tylko nie reagował na ewidentne łamanie przepisów. On takie postępowanie akceptował, a może i zlecał.

Smoleńskiej katastrofy nie spowodował ani kpt. Protasiuk, ani gen. Błasik. Do tej tragedii doprowadził system, który po katastrofie CASY nie uległ żadnym zmianom, prócz oczywiście stworzenia dokumentów pozorujących zmiany.

Osoby odpowiedzialne za ten trwały, programowy bałagan w polskim wojsku nie powinny być zdymisjonowane. Powinien się nimi zająć prokurator i doprowadzić na ławę oskarżonych.

Krzysztof Rokosz

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.