Mistrzom wolno więcej

Perfidne jest zachowanie Międzynarodowej Federacji Narciarskiej wobec Justyny Kowalczyk. Trudno bowiem inaczej skomentować ostatnie zamieszanie związane z dyskwalifikacją Polki w biegu sprinterskim. Sędziowie, a potem działacze FIS z uporem maniaka próbowali dowieść, że nasza biegaczka złamała przepisy. Racja była po stronie Kowalczyk, ale w starciu z skandynawskim lobby, nawet tak utytułowana zawodniczka, okazała się bezradna.

Nie jest bowiem tajemnicą, że biegami rządzą od lat ludzie z północy Europy, co dziwić nie może, bo tam ten sport ma swoją kolebkę. Na pewno też łatwo zrozumieć ich niechęć do naszej zawodniczki. Wszak to ona biła ostatnimi laty ich gwiazdy, które częściej niż rzadziej, musiały oglądać plecy Polki. Co innego jednak gdyby chodziło o jakąś przypadkową zawodniczkę, pal licho, jury mogłoby być drobiazgowe. Tu jednak chodzi, o jedną z największych gwiazd tej dyscypliny, mistrzynię świata i olimpiady.

W każdej poważnej konkurencji, dba się o jej czołowe postacie. Czempionom zawsze wolno trochę więcej. W biegach tak nie jest. Tam więcej wolno tylko biegaczkom z Skandynawii, a w szczególności schorowanym na astmę Norweżkom. A może dziś Kowalczyk płaci za to, że podczas igrzysk, poruszyła ten niewygodny temat, sugerując doping u rywalek pod przykrywką choroby?

Piotr Pezdan

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.