Młody Niemiec w mieście galerii handlowych i kebabów

Rafaelowi Wojdylo (28 l.) najbardziej w Rzeszowie podoba się Rynek, starówka i bulwary nad Wisłokiem. Fot. Wit Hadło

RZESZÓW. Nikt nie daje mu poznać, że jest obcy.

Młodzi Niemcy mają wiele możliwości odbycia studenckich staży w Anglii, Francji czy Stanach Zjednoczonych. Ale Rafaelowi Wojdylo (28 l.) z Gissen, studentowi ekonomii, zależało na stażu w Polsce. I odbywa taki w rzeszowskiej firmie.

W Niemczech poznał wielu polskich rówieśników, dzięki nim nieźle mówi po polsku. Często też wyjeżdżał na wakacje do Polski. W kraju za zachodnią granicą był już kilkanaście razy. Zwiedził Szczecin, Poznań, Tylicz koło Krynicy Górskiej, spędzał wakacje pod namiotem, podczas spływu poznał Wisłę. A polskie nazwisko wskazuje, że część jego rodziny ma właśnie takie korzenie. – Rodzice urodzili się w Niemczech, ale niewykluczone, że pradziadkowie ze strony ojca pochodzili z Polski – mówi.

Jeszcze nie był w galerii handlowej
Prospekt z ofertę odbycia stażu w rzeszowskiej firmie KomFort znalazł na uniwersytecie w Kolonii i wysłał maila do firmy. Oszczędzał, by móc utrzymać się w Rzeszowie. W KomForcie, firmie, która specjalizuje się w kontaktowaniu firm budowlanych z Polski z zagranicznymi zleceniodawcami, młody stażysta zajmuje się analizą, redagowaniem i tłumaczeniem dokumentów, kontaktem z niemieckimi urzędami i firmami oraz wieloma innymi urzędowymi sprawami. – Atmosfera w firmie jest super, ludzie mi zawsze pomagają. Traktują mnie nie jak problem, ale jak prawdziwego współpracownika – Rafael nie kryje satysfakcji.

Do Rzeszowa przyjechał w lutym. Nieco go zaskoczyła długo utrzymująca się zima, dlatego z radością powitał, gdy w Rynku wreszcie pojawiły się ogródki piwne. Rynek i rzeszowska starówka oraz bulwary nad Wisłokiem to jego ulubione miejsca, gdzie spędza wolny czas. Natomiast nie odwiedził dotychczas ani jednej galerii handlowej. Zaskoczyła go duża liczba centr handlowych w stosunkowo niewielkim mieście oraz dużo tureckich kebabów. – Gdziekolwiek spojrzałem, tam kebab – śmieje się.

Nikt nie daje mu poznać, że jest obcy. – Z polskimi przyjaciółmi rozmawiam po angielsku. Ćwiczę też polski. Najtrudniej jest z wymową głosek „ź”, „ż”, „ś”, „ć”, „rz”, „sz”, „ą”, „ę”. Na początku „Rzeszów” wymawiałem jako „Reszów”. W sklepach, gdy mam problem z zakupami, to zawsze mi ktoś pomoże – mówi. Ceny są różne. Niektóre towary są droższe niż w Niemczech, inne tańsze. Był zaskoczony, że w Polsce miód jest drogi. Zdziwiło go też, że nie można, jak w Niemczech, wymieniać plastikowych butelek.

Polubił kapuśniak
W Rzeszowie nie zobaczył typowego dla niemieckiej ulicy kolorowego widoku młodych punków czy też członków subkultury gotyckiej. – Młodzi Polacy dobrze się ubierają, modnie, stylowo – podkreśla.

Polubił nie tylko polskie piwo, ale także kuchnię. Zawsze jada w tym samym barze w śródmieściu, bo codziennie są w nim świeże obiady. – Najbardziej smakują mi zupy, bo w Niemczech nie ma takiej kulinarnej tradycji. Polubiłem kapuśniak i pomidorową z ryżem.

Czego mu najbardziej brakuje w Rzeszowie? Typowo studenckich klubów w centrum miasta, gdzie można posiedzieć w grupie ze znajomymi i potańczyć. Od dziennikarza SN dowiaduje się, że w mieście uczy się dużo zagranicznych studentów, z Hiszpanii czy Ukrainy. – Szkoda, że ich nie poznałem – mówi.

Piotr Samolewicz

do “Młody Niemiec w mieście galerii handlowych i kebabów”

  1. Janek

    Dajcie spokój z tym nazewnictwem, bo bynajmniej Rzeszów nie jest miastem kebabów.
    W Krakowie w centrum niemal co 500 metrów można sobie zamówić przepysznego bardzo dużego wegetarianskiego wysmienitego kebaba, a w Rzeszoowie jesli nawet próbują takie zamówienie zrealizowac to taki kebab wyglada i smakuje koszmarnie.

    Zatem rzeszowscy restauratorzy pojedcie do Krakowa i zobaczcie jak powinny wygladać prawdziwe wegetarianskie kebaby.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.