Mongolska rodzina pozostanie pod kluczem

PRZEMYŚL. Przemyski sąd uznał, że nie można rodziny Batdavaa wypuścić ze Strzeżonego Ośrodka dla Cudzoziemców

Nastroje przed posiedzeniem sądu były dobre, nawet bardzo dobre. Pani Jargal Jambaa z nadzieją patrzyła w kamery wszystkich telewizyjnych stacji, dziękowała dziennikarzom za wsparcie. – Będzie dobrze, musi być – powtarzali wszyscy. Niestety, potem były łzy rozczarowania. Sąd Rejonowy w Przemyślu uznał, ze nie można rodziny Batdavaa wypuścić ze Strzeżonego Ośrodka dla Cudzoziemców w Przemyślu, by na wolności oczekiwali na dalsze decyzje polskich władz.

Przypomnijmy: Jargal Jamba, jej mąż Gonchigsuren i trzech synów Khasz- Erdene (23 l.), Oyun – Od (20 l.) i Karol (10 l.) mieszkają w Polsce nielegalnie, od 11 lat. Karol, który nosi Polskie imię urodził się już tutaj, w Krakowie. Rodzina praktycznie od przyjazdu do Polski starała się zalegalizować swój pobyt w naszym kraju, ale stale spotykali się z odmowami urzędników. W końcu 3 lata temu podjęto decyzję o wydaleniu ich z Polski.

Ale oni nie wyjechali. – Nie mogliśmy, Polska to nasz dom – mówiła przed sala rozpraw wczoraj (31 stycznia) Jargal. – Karol prawie nie mówi po mongolsku – dodała. Jeszcze w grudniu tamtego roku przypadkiem zatrzymany ojciec rodziny, Gonchigsuren. Trafił do przemyskiego Ośrodka. Jargal bardzo się martwiła, ale musiała być silna. – Mam dzieci -wyjaśniła po prostu. Najstarszy syn, zwany przez polskich kolegów Haszem, właśnie przygotowywał się do obrony swej pracy inżynierskiej na krakowskiej AGH, gdy podczas zakupów straż graniczna zatrzymała jego matkę. Kobieta mogła tylko zabrać ze szkoły Karola. Hasz na obronę poszedł w towarzystwie strażnika granicznego, zdał, na 4,5. – Jestem dumna z moich synów – podkreśliła Jargal.

Czekali z nadzieją

Na rozprawę, na której sędzia miał podjąć decyzję, czy rodzina może na wolności, poza Ośrodkiem oczekiwać na rozpatrzenie ich wniosków o przyznanie statusu uchodźców przez polskie władze, m.in. wojewodę małopolskiego, czekali z nadzieją. – Trzeba będzie się po rozprawie szybko pakować – nie tylko sąsiadka mongolskiej rodziny była przekonana, że sąd „wypuści” ją z Ośrodka.

Jednak ta prysła

Ale tak się nie stało. Zdaniem sądu nie ma ani przesłanek do tego, by rodzina nie mogła oczekiwać na decyzję władz w jej sprawie w Ośrodku, ani najwyraźniej zaufania do niej, bo w końcu nie zastosowała się do decyzji wojewody małopolskiego o wydaleniu z Polski. Od decyzji sądu można się jeszcze odwołać. – Nie wiem, czy to zrobimy – powiedziała płacząc Jargal. – Może sędzia pojedzie z nami do Krakowa i sam powie czekającym na Karola kolegom, że on nie może wrócić, nie może być z nimi, ani chodzić do szkoły – denerwowała się Urszula Bogdańska-Sęk. – Jak ja wyjaśnię dziesięcio-, jedenastoletnim dzieciom, że Karol musi być zamknięty – zamartwiała się. Co będzie dalej z rodziną Batdavaa, nie wiadomo. Może być tak, ze polskie urzędy ulitują się nad nimi i nie każą im opuścić kraju, w którym żyją od 11 lat. Oby tak się stało.

Monika Kamińska

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.