„Morderca, zbój, oszust! Dlaczego to zrobiłeś?”

Pawłowi M. grozi od 8 do 25 lat, a nawet dożywotnie pozbawienie wolności. Fot. Bogdan Myśliwiec(2)

Pawłowi M. grozi od 8 do 25 lat, a nawet dożywotnie pozbawienie wolności. Fot. Bogdan Myśliwiec(2)

TARNOBRZEG. Opowiedział minuta po minucie, co robił z żoną Agatą, zanim straciła ona życie od ciosów nożem.

7 sierpnia przed Sądem Okręgowym w Tarnobrzegu ruszył proces 40-letniego Pawła M., którego prokuratura oskarżyła o zabójstwo żony Agaty oraz psychiczne i fizyczne znęcanie się nad nią i dwojgiem jej dzieci z pierwszego małżeństwa. Mężczyzna nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów.

Wydarzenia opisane aktem oskarżenia miały miejsce 11 sierpnia ub. roku w Mielcu. To tu na jednej z ulic około godz. 11 doszło do zabójstwa. 35-letnia Agata M. została kilkakrotnie ugodzona nożem w głowę, rękę i klatkę piersiową. Zmarła na miejscu na skutek wykrwawienia. O dokonanie zbrodni oskarżono jej męża Pawła M. Mężczyzna tuż po zbrodni wsiadł w samochód, pojechał do matki do Chwałowic koło Stalowej Woli, a następnie zgłosił się do komendy stalowowolskiej policji, aby zapytać się, czy coś stało się jego żonie w Mielcu? Miał na spodniach krew, ale nie wiedział, co się stało i ponoć nie wie tego do dziś. Na kilkadziesiąt minut miał stracić świadomość, odzyskał ją dopiero jadąc tarnobrzeską Wisłostradą.

Przyłapałem ją na zdradzie
Paweł M. usłyszał we wtorek w sądzie zarzuty, nie przyznał się do nich, ale złożył bardzo obszerne wyjaśnienia. Przez ponad dwie godziny opowiadał, jak poznał Agatę, jak im się układało burzliwe życie przedmałżeńskie i małżeńskie, a także zrelacjonował minuta po minucie przebieg tragicznych wydarzeń z udziałem jego i jego żony od około godziny 9 do 11 w dniu 11 sierpnia.

- Poznaliśmy się w 2015 r. Agata pracowała w sklepie, do którego ja przywoziłem paczki. Wychodziła na papierosa i trochę rozmawialiśmy. Potem zauważyłem jej zdjęcie na portalu randkowym Badoo. Zaczęliśmy się spotykać – opowiadał Paweł M. – Nie planowaliśmy na początku ani dziecka, ani małżeństwa. Z czasem jednak zaczęła na to naciskać matka Agaty. Zachęcała, żebyśmy się pobrali, zapewniała, że Agata to dobra dziewczyna, że nam pomoże przy dziecku. Miałem wątpliwości, bo jeszcze zanim się pobraliśmy, dwa razy przyłapałem Agatę na zdradzie. Wybaczyłem jej to jednak i puściłem w niepamięć.

Było dobrze, ale teściowa się wtrącała
Para zamieszkała w Rzędzianowicach z rodzicami Agaty. Wspólnymi siłami podremontowali dom. Sielanka nie trwała jednak długo. 35-latka zaszła w ciąże około lutego 2016 roku. W czerwcu Agata i Paweł pobrali się. Mężczyzna twierdzi, że teściowa od początku bardzo ingerowała w ten związek i miała do niego wiele pretensji. Podobnie zresztą żona, która zarzucała mu, że dużo pracuje. Jeszcze zanim w listopadzie urodziła się córka pary, mężczyzna wyprowadził się.

W procesie w charakterze oskarżycieli posiłkowych udział wzięły matka i siostra zmarłej. Ta pierwsza krzyczała w stronę Pawła M.: „Morderca, zbój, oszust”. Siostra Agaty M. ze łzami w oczach pytała go: „Dlaczego to zrobiłeś?”

W procesie w charakterze oskarżycieli posiłkowych udział wzięły matka i siostra zmarłej. Ta pierwsza krzyczała w stronę Pawła M.: „Morderca, zbój, oszust”. Siostra Agaty M. ze łzami w oczach pytała go: „Dlaczego to zrobiłeś?”

- Jak teściowej nie było, bo wyjeżdżała do Włoch, to bardzo dobrze nam się układało. Jak była, to były w domu wojny. Żądała, bym dostarczył zaświadczenie, że nie byłem karany, twierdziła, że mam pięcioro dzieci każde w innej wsi (Paweł M. miał wówczas troje dzieci i był po rozwodzie – przyp. red.). Stwierdziłem, że lepiej będzie się wyprowadzić. Byłem u żony w szpitalu jak urodziła 3 listopada, w chwili wypisu jej ze szpitala nie mogłem wziąć wolnego. Do dziecka jednak przyjeżdżałem i pomagałem jej. Kąpałem córkę – opowiadał Paweł M., który mieszkał wówczas u swojej koleżanki.

Na oskarżonym ciąży zarzut fizycznego i psychicznego znęcania się nad dziećmi i żoną, ten jednak odpiera wszystkie zarzuty. – Nigdy żony nie uderzyłem, nigdy nie wyzywałem, nigdy nie używaliśmy wulgarnych słów. Nie biłem jej dzieci. Może synowi dwa razy dałem klapsy, jak mu się należało, bo sprawiał kłopoty wychowawcze. Córka nie sprawiała. Kupowałem im wiele rzeczy, płaciłem za zieloną szkołę, zabierałem na wycieczki do Krakowa, Bałtowa, Sandomierza. Kupowałem buty, klocki, lalki, gry do x-boxa. Miałem z nimi bardzo dobre relacje.

Przeprowadzka do Zaleszan
W grudniu 2016 para wyprowadziła się do Zaleszan koło Stalowej Woli. – Tam też dobrze nam się układało. Wzięliśmy ze sobą dzieci z pierwszego małżeństwa żony, kupiliśmy cztery stołki, laptopa i telewizor. Ja pracowałem wówczas w przetwórni owoców w Samborcu. Pracowałem od 7 do 22. Codziennie wracałem jednak do domu. Żona miała pretensje, że pracuję za długo, że nie opiekuję się dzieckiem. Kazała mi zmienić pracę. Zmieniłem, dostarczałem paczki i pracowałem krócej. W maju znów żona zaszła w ciążę, której nie chciała i ją szybko poroniła. Z mieszkania w Zaleszanach kobieta wyprowadziła się niespodziewanie, gdy Paweł M. pojechał do Niemiec po samochód. Po powrocie zastał kartkę, że klucz jest u sąsiadów. Agata miała wówczas także zablokować jego numer w telefonie. Niedługo później Paweł M. dowiedział się, że wróciła do domu rodzinnego i wrócił do niej były mąż.

Chciała się spotkać i pogadać
-
Agata zadzwoniła, że chce się spotkać 11 sierpnia w Mielcu na ławce w parku. Auto zostawiłem na parkingu pod Tesco, byłem przed czasem. Żona także wkrótce przyjechała autobusem. Rozmawialiśmy, powiedziała, że matka kazała jej złożyć pozew o rozwód. Szła na policję, żeby wycofać wszystkie zarzuty przeciwko mnie. Wcześniej złożyła bowiem sprawę o groźby karalne. Gdy szła na policję, dałem jej 200 zł, myślałem, że będzie potrzebowała na jakieś znaczki, na opłaty. Mnie kazała na siebie czekać. Wyszła po około 30-40 minutach. Poszliśmy potem do apteki, kupiła sobie maść i jakieś leki dla dzieci. Ja poszedłem po papierosy i po napój dla żony. Potem weszła do banku, bo chciała sprawdzić stan konta, ale było dużo ludzi i wyszła. Ja poczekałem przed bankiem. Poszliśmy w stronę mięsnego, kupiła kiełbasę. Potem spotkała znajomą teściowej, ja się wycofałem, żeby mnie nie widziała. Żona nie chciała, aby ktoś z Rzędzianowic widział nas razem. Potem poszła do sklepu Tęcza po serki dla dzieci. Ja też wszedłem, ale osobno. Następnie poszliśmy już razem do bankomatu. I tam zaczęła się sprzeczka. Poszło o to, że chciałem się widzieć z córką. Potem poszliśmy jeszcze po worki do odkurzacza. Tam za tym sklepem są takie barierki i na nich usiedliśmy. Żona zaczęła się dziwnie zachowywać. Rzuciła papierami rozwodowymi, miała też papiery dotyczące sprzedaży samochodu, tego, że podrobiłem jej podpis jak sprzedawałem samochód. Zaczęliśmy się kłócić. Pamiętam, że jakiś mężczyzna zwrócił nam uwagę, że jesteśmy młodzi i nie powinniśmy się kłócić, ale dogadać. Potem nie wiem co się stało, świadomość wróciła mi dopiero na Wisłostradzie w Tarnobrzegu jak jechałem samochodem.

Paweł M. tragicznego dnia pojechał z Mielca do matki do Chwałowic. Stamtąd, ojciec podwiózł go na komendę do Stalowej Woli. – Nie wiedziałem co się stało, dzwoniłem do szpitala do Mielca, żeby zapytać, czy przywieziono tam moją żonę, na komendzie także zapytałem, czy „coś stało się w Mielcu?”. Dowiedziałem się, że moja żona nie żyje. Zostałem zatrzymany. Bardzo ją kochałem – mówił Paweł M.

Ciąg dalszy procesu 8 sierpnia.

Małgorzata Rokoszewska

Skomentuj

Uważaj, co piszesz. W Internecie nie jesteś anonimowy!

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.