Moto-Arena nadal niezdobyta

Unia Leszno (nz. pojedynek Tomasza Jędrzejaka – Sparta i Fredrika Lindgrena – Unia) nieoczekiwanie przegrała ze Spartą Wrocław. Już w najbliższą niedzielę „Byki” przyjadą do Rzeszowa i z pewnością zrobią wszystko, aby powetować sobie niedzielną wpadkę. Fot. PAP

ŻUŻEL. ENEA EKSTRALIGA. Niespodzianka w Lesznie, „Lubuskie Derby” dla Stali, pierwsza wyjazdowa porażka PGE Marmy.

Po niedzielnych spotkaniach w ramach 8. rundy DMP można już znacząco więcej powiedzieć o układzie sił w tegorocznych rozgrywkach ENEA Ekstraligi i spodziewanych końcowych rozstrzygnięciach, co do tej pory stanowiło większą czy mniejszą, ale jednak niewidomą w odniesieniu niemal do wszystkich drużyn biorących udział w rozgrywkach z tej racji, że niespodziewanych rozstrzygnięć i walki na styku w pierwszych rozegranych rundach nie brakowało.

Coraz bardziej zdaje się rozkręcać lider z Torunia. Unibax zasłużył już w tym sezonie na miano żużlowego ekspresu. Wygrał sześć pierwszych meczów (co prawda być może sprzyjał mu los w postaci odwołania dwóch pierwszych kolejek), co zasługuje na wielkie uznanie, zwłaszcza że obecnie torunianie startują bez Darcy’ego Warda, nie błyszczy mistrz świata Chris Holder, a po komplety nie sięga Tomasz Gollob. Za tydzień Unibax jedzie do Gniezna z wielkimi szansami na kolejne, siódme z rzędu zwycięstwo, co byłoby już osiągnięciem niezwykle rzadkim we współczesnej historii rozgrywek żużlowej ekstraligi. Zdaje się tym samym, że pierwszego finalistę rozgrywek już znamy.

Za plecami Unibaksu – wielki tłok. Jakoś nikt nie może się zdecydować na wiceliderowanie tabeli. Wielu widziało w tej roli zielonogórski Stelmet Falubaz, ale srodze on zawiódł swoich kibiców w Gorzowie. Czyżby dlatego, że był pozbawiony dopingu ze strony swoich kibiców, którzy nie zgodzili się np. na osobiste rewizje przed wejściem, odmawiając w ogóle przyjścia na zawody? Cały zespół spisuje się raczej w kratkę, niemniej jego potencjał wciąż wydaje się pozwalać na obstawianie Stelmetu Falubazu w roli kolejnego uczestnika fazy play-off. Ale co dalej? Szansa leży na torze, każdy podnieść ją może… Choć chyba drużyny z Bydgoszczy i Gniezna mogą już powoli drżeć o tegoroczne końcowe rozstrzygnięcia. Dla nich ta runda to był już ostatni dzwonek…

Jaka była ta 8. runda? Dość dziwna, jak na standardy tego sezonu. Tylko w jednych zawodach losy meczu rozstrzygały się w ostatnim wyścigu (5:1 dla Betardu Sparty w Lesznie). W pozostałych zanotowaliśmy dwukrotnie bliźniacze rezultaty, co też jest swoistego rodzaju ewenementem. O ile PGE Marma Rzeszów w Toruniu w obecnej dyspozycji żużlowców z Torunia i bez Nickiego Pedersena była raczej skazana na wysoką przegraną, to postawa składywęgla.pl Polonii Bydgoszcz musi budzić poważne obawy fanów tego zespołu. Nie tyle chodzi o sam wynik, co o któryś już raz z rzędu postawę wskazującą raczej na niewiarę w końcowy sukces, co stało się przyczyną swoistej lekcji jazdy, jaką odebrali od tarnowian, a w szczególności od niedawnego jeszcze kolegi, Artioma Łaguty.

Niespodzianką na pewno był wynik w Lesznie. Srodze swoich kibiców zawiedli tym razem Fredrik Lindgren i weteran Damian Baliński. Choć nie tylko. „Nikt nie pojechał tak, jakbyśmy tego chcieli” – skomentował postawę swojej drużyny trener Roman Jankowski. A Tai Woffinden znów błysnął wielką klasą. Podobnie jak „odrodzony” w Tarnowie po bydgoskim epizodzie Artiom Łaguta, zdobywca kompletu „oczek” w Tarnowie. I jak tu przed sezonem można przewidywać postawę poszczególnych jeźdźców? Bez wątpienia jednak „numero uno” 8. rundy DMP został Adrian Miedziński, autor dużego kompletu 18 pkt. Miejscowa prasa ochrzciła go mianem „demolki”. Oczywiście jego rywali na torze.

Opr. mj

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.