Motywacji mi nie zabraknie

W minionym sezonie Tomasz Gollob udowodnił, że na zdobycie tytułu indywidualnego mistrza świata nigdy nie jest za późno. Mimo, iż najlepszy obecnie zawodnik globu w kwietniu tego roku skończy 40 lat, nie zamierza rezygnować z dalszych występów i walki o kolejny tytuł. – Generalnie na motocyklach jeżdżę już 34 lata i myślę, że jeszcze jakiś czas wytrzymam. Na pewno jednak nie chcę bić żadnych rekordów – mówi TOMASZ GOLLOB.

- Oprócz jazdy na żużlu, udziela się pan również społecznie. Nie inaczej było w Krośnie, gdzie dochód ze spotkania zostanie przekazany na tutejsze hospicjum…

- Tym bardziej się cieszę i dlatego też przyjechałem tu bez zastanowienia. Krosno jest historią żużla i warto, aby jak najwięcej takich sportowców tutaj przyjeżdżało, aby żużel w tym mieście był na wyższym poziomie. Stąd też m.in. moja wizyta. Jeśli mogę w czymś pomóc, to czynię to.

- Co pan pomyślał w momencie, gdy tytuł mistrza świata stał się faktem?

- Pomyślałem, że zrealizowałem plan, który całe życie stał mi przed oczami. Spełniłem się jako sportowiec, dotrwałem do happy endu, który jest dla mnie bardzo pozytywny. Super jest przeżyć taką chwilę w życiu, na którą się czekało 39 lat.

- W tym sezonie po raz pierwszy będzie pan bronił mistrzowskiego tytułu. Odnajduje pan jeszcze motywację, by walczyć o kolejny złoty medal IMŚ?

- Po to startuję i po to się przygotowuję, żeby wygrywać. Dopóki będę jeździł na żużlu, na pewno nie zabraknie mi motywacji do walki o najwyższe cele. Jestem zdrowy, jestem przygotowany do tego i mam aspiracje, by nadal być mistrzem świata. 100 procent pracy idzie w sport – to jest taka moja życiowa domena i w tej kwestii nic się nie zmieniło. Chęci są takie same, jakie były, więc na pewno będę chciał i próbował obronić tytuł. Jest jednak wiele składowych, które muszą się złożyć, aby zostać mistrzem świata. Doceniam również innych rywali, bo to przecież nie jest tak, że tylko ja jeżdżę.

- Przygotowania do sezonu 2011 zaburzyły nieco kontuzje, jakich nabawił się pan pod koniec ubiegłego sezonu. Jak obecnie wygląda sytuacja z pana zdrowiem?

- Jedna noga jest już w 100 procentach sprawna, druga w 85-90 procentach. Jeszcze kilka treningów, zabiegów, które wzmocnią tę nogę i będzie wszystko w porządku.. Myślę że za miesiąc, a już na pewno w marcu będzie całkowicie przygotowana do wysiłku. W związku z tymi kontuzjami, cały cykl treningów trochę się opóźnił, ale do sezonu na pewno będę dobrze przygotowany. Za parę dni wylatuję do Hiszpanii, aby pojeździć na torach crossowych. Tam jest dużo lepsza pogoda, więcej torów. W Polsce na crossie będę mógł pojeździć dopiero początkiem marca, a to jest dla mnie zdecydowanie za późno.

- Sporo zainwestuje pan w sprzęt przed nowym sezonem?

- Co roku inwestuję tyle pieniędzy, ile potrzeba. Praktycznie 100 procent budżetu przeznaczam na budowanie wyniku sportowego, tak aby kibice byli zadowoleni, szczęśliwi, a potem w zimowe wieczory mogli wspominać zawody i turnieje. Obecnie mam już złożonych 5 motocykli, a przez cały sezon będą miał ich do dyspozycji 15 oraz 25 silników.

- Jak pan ocenia szansę tegorocznego beniaminka Ekstraligi, PGE Marmy Rzeszów?

- Rzeszów cały czas uczy się na błędach. Przez ostatnie lata przechodził on prawdziwą katorgę: była inwestycja, były nadzieje, wyniku nie było. Być może teraz ta zła passa się skończy. Niedawno do drużyny dołączył Jason Crump i to jest ta podstawa, na bazie której budowany jest ten zespół. Życzę rzeszowskiej drużynie, żeby dobrze jechała, wygrywała poszczególne mecze i zajęła miejsce w pierwszej czwórce.

- Przed obecnym sezonem prowadził pan negocjacje z prezes Martą Półtorak w kwestii transferu do PGE Marmy, jednak ostatecznie nie zdecydował się pan na przeprowadzkę do Rzeszowa. Dlaczego?

- Rzeczywiście, rozmowy takie miały miejsce. Dlaczego zatem nie jeżdżę w Rzeszowie? Po prostu nie umiałbym zostawić Stali Gorzów w momencie, gdy wywalczyłem tytuł mistrza świata. Temu miastu i temu klubowi należą się moje występy. Jeśli chodzi o Martę Półtorak, to dla mnie jest ona pierwszą damą w tym sporcie i tak już zostanie. Jest to osoba, której należy się wynik, która buduje w Rzeszowie żużel na wysokim poziomie i do której trzeba mieć absolutny szacunek. Życzę jej, aby spełniła swoje marzenia, żeby kibice byli zadowoleni z tego, co się dzieje w rzeszowskim żużlu i do zobaczenia na pierwszych zawodach, już 3 kwietnia w Rzeszowie, kiedy to spotkają się dwie Stale.

- Sezon 2011 będzie już czwartym, który spędzi pan w Gorzowie. Jakie są szansę, że w kolejnym będzie pan reprezentował barwy rzeszowskiej drużyny?

- Dzisiaj jest zbyt wcześnie, żeby o tym mówić. Niemniej jednak w ubiegłym roku byłem zaproszony na „Memoriał Nazimka” i strasznie mi się podobało. Zobaczymy, co będzie za rok. Teraz przede mną cały sezon jazdy i tak naprawdę myślę o tym, jak jeździć, a nie jak już podpisywać nowe kontrakty w innych klubach.

- W Stali startuje pan razem z Nicki Pedersenem. Wcześniej nie darzyliście się sympatią. Czy obecnie to się zmieniło? Jak w ogóle układa się panu współpraca z Duńczykiem?

- Jesteśmy dobrymi kolegami w drużynie, w zawodach indywidualnych jesteśmy przeciwnikami, ale to jest naturalna i normalna rzecz. Nicki Pedersen jest dobrym zawodnikiem, mistrzem świata, człowiekiem, który dużo rozumie, w związku z tym ja nie mam z nim żadnych kłopotów. Jak już wspomniałem, jesteśmy dobrymi kolegami, tak jak to miało miejsce we wcześniejszych latach np. z Tony Rickardssonem.

Rozmawiał Marcin Jeżowski

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.