Może trafię do podręcznika medycyny

Fot. Paweł Bialic

Rozmowa z PIOTREM SZKOLNIKIEM, piłkarzem Resovii.

Obrońca „pasiaków” w lutym podczas sparingu doznał poważnej kontuzji. W rzeszowskim szpitalu przeszedł operację zerwanych wiązadeł krzyżowych przednich i bocznych w lewej, „lepszej”, nodze. Rundę wiosenną miał z głowy, specjaliści twierdzili, że na boisko wróci nie wcześniej niż w październiku. Tymczasem…

– Ponoć strzela pan gole na treningach. Jak to możliwe?!
– To prawda. Od niemal 2 tygodni idzie przerzut z lewej nogi (śmiech). Zacząłem ćwiczyć z chłopakami, trener uczynił mnie neutralnym, więc jestem nie do ruszenia. Strasznie mi tego brakowało. Frajda nie do opisania!

– Medycyna czyni cuda czy to pański organizm jest niezniszczalny?
– Trener Tułacz mówi, że jestem ewenementem. Doktor Łukasz Białek, który mnie operował, też nie mógł uwierzyć, jak szybko przebiega rehabilitacja. „Opiszę twój przypadek w książce i będę opowiadał studentom medycyny” – śmiał się. Cieszę się niezmiernie, ale jednocześnie twardo stąpam po ziemi. Głowa się „nie grzeje”, wiem, że teraz spokój jest najważniejszy.

– Właśnie. Czy tak szybki powrót do treningów nie jest jednak zbyt dużym ryzykiem?
– Byłem w sobotę na kontrolnym USG, mówiłem doktorowi Białkowi, że chciałbym wrócić do gry pod koniec lipca, gdy ruszy nowy sezon. Nie mogę obiecać, że uda się zagrać już w pierwszej kolejce, ale ci, którzy mnie znają, wiedzą, iż nie odpuszczę.

– Jak teraz wygląda pańskie leczenie?
– Z dnia na dzień zwiększam obciążenia na siłowni. To konieczność, bo trzeba odbudować mięśnie. Proszę sobie wyobrazić, że po operacji różnica w tkance mięśniowej między nogą zdrową a chorą wynosi aż 4-5 cm. Dużo pracuję z masażystą Igorem Ostrowskim. To fachowiec jakich mało, bardzo mi pomógł. Dziennie na rehabilitację poświęcam około 4 godzin.

– Fizyka to jedno, ale co z psychiką? Gdy przyjdzie do meczu o punkty, nie odstawi pan nogi?
– Stykowe piłki nie będą problemem. Wszyscy chyba wiedzą, że wślizgi to moja specjalność (śmiech).

– W tej rundzie ogląda pan zmagania kolegów z wysokości trybun…
– I mam nadzieję, że już nigdy tego nie doświadczę. To męczarnia, człowiek denerwuje się dużo bardziej niż wtedy, gdy przebywa na boisku.

Rozmawiał TOMASZ SZELIGA

Skomentuj

Uważaj, co piszesz. W Internecie nie jesteś anonimowy!

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.