Możliwa zapaść szpitala

Lekarze pracując na etatach i dyżurach czekają na wyrok sądu. Jeżeli jedni wygrają, można być pewnym, że pozwy złożą wszyscy. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Inspekcja pracy nie znalazła błędów w umowach z lekarzami. Sąd nakazał jednak wypłacić im dodatkowe pieniądze. Gdy po stronie lekarzy stanie Sąd Najwyższy, lecznica pójdzie z torbami.

Powiatowy Szpital Specjalistyczny przegrywa z lekarzami proces za procesem. Dyrektor całą nadzieję pokłada już tylko w Sądzie Najwyższym. – Jak ten stanie po stronie lekarzy, wrócimy do tematu likwidacji placówki – mówi Roman Ryznar, pełniący obowiązki dyrektora. Lekarze upomnieli się o zaległe zapłaty za tzw. zejścia z dyżurów, kontrowersyjny zapis, które jedne szpitale respektują, inne nie. Stalowowolski był w tych drugich i teraz ma kłopot wyliczony na 4 mln. zł.

Lekarz dostaje pensję w ramach etatu i pieniądze za pełniony dyżur. W tym czasie musi być na każde wezwanie, ale nie jest powiedziane, że musi być w szpitalu. Po czasie dyżuru przysługuje mu czas wolny w identycznym rozmiarze. To jest właśnie „zejście z dyżuru”. Stalowowolska lecznica od 2008 r. nie płaci za to.

Na początek 192 tys. zł do wypłaty
- Tylko w Polsce płaci się lekarzowi za siedzenie w domu – mówi wprost dyr. Ryznar. – W 2008 r. praca lekarza została zrównana z pracą innych grup zawodowych i nie widzę możliwości płacenia za „zejścia”. Zresztą wiele razy, czasami na wniosek samych lekarzy, byliśmy kontrolowani przez Państwową Inspekcję Pracy, której inspektorzy nie doszukali się błędów w umowach.

Jednak PIP to nie ostateczna wyrocznia. Wiosną tego roku dziewięciu lekarzy poszło do sądu pracy z żądaniem wypłaty zaległości za „zejścia” od 2008 r. i sprawę wygrali. Sąd nakazał wypłacić im 192 tys. zł w sumie, w tym ponad 50 tys. zł dla przewodniczącego jednego ze związków. Szpital odwołał się do Sądu Najwyższego. W międzyczasie w lecznicy doszło do ugody pomiędzy dyrekcją i załogą, na mocy której ta druga zgodziła się na nowe warunki płacy, a pierwsza na utrzymanie szpitala przy życiu, bez likwidacji niektórych oddziałów. Zanosiło się na dłuższy spokój. Zmąciły go jednak kolejne pozwy o wypłatę za „zejścia z dyżurów”. Złożyło je następnych dziewiętnastu doktorów.

Nie zapłaci, bo nie ma z czego
Jeżeli i to szpital przegra, a wszystko wskazuje na to, że tak będzie, w ślady wygranych pójdzie cała reszta, a w lecznicy pracuje 134 lekarzy. Po pobieżnych wyliczeniach wyszło, że szpital będzie musiał im wypłacić 4 mln. zł. A dojdą do tego jeszcze podwyżki pensji, bo za owe „zejścia” trzeba będzie płacić na bieżąco. Jak nic to podkręci nową spiralę żądań płacowych innych grup. Wszyscy – nie tylko w Stalowej Woli – teraz czekają na wyrok Sądu Najwyższego. Stalowowolski szpital nie wysupła 4 mln. zł, nawet po niekorzystnym dla niego wyroku SN. Wyjściem będzie zastawienie części jego majątku, a to będzie pierwszy krok do prywatyzacji albo nawet likwidacji, czym straszy dyrektor i starości powiatowi.

Jerzy Mielniczuk

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.