Na diecie w podkarpackich lasach

Waldemar Fornalik (z prawej) był obok Zbigniewa Bońka, prezesa PZPN, najważniejszym gościem XI Gali Piłkarskiej. Fot. Paweł Bialic

PIŁKA NOŻNA. Trener reprezentacji Polski WALDEMAR FORNALIK specjalnie dla Super Nowości o fascynacji muzyką klasyczną, gustach rodaków i kuracji witaminowej.

Waldemar Fornalik był gościem honorowym XI Gali Piłkarskiej organizowanej przez Podkarpacki ZPN. Selekcjoner reprezentacji Polski podczas imprezy udzielił jedynego wywiadu – Super Nowościom, które były patronem medialnym tego wydarzenia. Zaznaczył tylko: ani słowa o kadrze narodowej.

- Rzadko można pana spotkać na Podkarpaciu…
- W Rzeszowie byłem raz, dawno temu, jako młody piłkarz, wchodzący dopiero do składu Ruchu Chorzów. Graliśmy w Pucharze Polski ze Stalą. A może to była Resovia? Proszę sprawdzić, nie chciałbym, aby ktoś poczuł się urażony. Zdaje się bowiem, że sympatycy tych klubów nie darzą się sympatią.

Ale wracając do pytania. Dwa czy trzy razy odwiedziłem Radawę koło Jarosławia, poznałem tamtejsze okolice. I nie zgadzam się, że Podkarpacie to Polska C. To prężnie rozwijający się region. Jestem zaskoczony, niemal zszokowany skalą przemian, jakie tu zachodzą.

- A ja jestem zdumiony, słysząc, że Waldemar Fornalik przybywa w podkarpackie lasy. Co pan porabiał w tej Radawie?!
- Znajduje się tam ośrodek leczniczy ojca Pio. Byłem tam na dwutygodniowej kuracji, diecie owocowo-warzywnej. Chciałem poprawić swój stan zdrowia. Nie żeby było ze mną źle, ale zawsze może być lepiej (śmiech). Przyjechałem tam w środku zimy, więc spacer po lesie nie wchodził w grę. Czas spędzałem głównie w gabinetach odnowy biologicznej i na basenie w Jarosławiu. Cisza, spokój, zero stresu. Mam stamtąd same dobre wspomnienia.

- Zna pan zespół “Weekend”?
- Ostatnio poznałem.

- W Dublinie, podczas meczu reprezentacji? Puszczali z głośników.
- Nie, nie. Hmm, nie wiem, czy mówimy o tym samym zespole…

- “Ona tańczy dla mnie” – to wielki przebój tejże grupy.
- Kurczę, trochę mnie pan zaskoczył. Mówimy o panu Kazimierzu Greniu? (szef Podkarpackiego ZPN razem z posłem Mieczysławem Golbą wydali już dwie płyty z coverami i muzyką popularną – red.).

- Nie. Mówimy o zespole disco polo, który dziś święci triumfy. A pytam, bo jestem ciekaw, czy nie martwi pana tak kiepski gust muzyczny Polaków. Pan jest znawcą muzyki klasycznej.
- Teraz wszystko zrozumiałem (uśmiech). Po pierwsze: nie jestem znawcą, lecz miłośnikiem muzyki poważnej. Słucham jej, choć nie na okrągło. Muszę przyznać jednak, że posiadam w domu całkiem sporą kolekcję płyt. Kwestia druga: chyba nie powinniśmy klasyfikować ludzi na lepszych i gorszych na podstawie tego, czego słuchają. To kwestia gustu, smaku. Inna sprawa, że miłośników muzyki poważnej jest niewielu. To wąska grupa osób o określonej wrażliwości. Bo też nie jest to muzyka łatwa w odbiorze.

- To jacy wykonawcy powodują, że się pan relaksuje, zapomina o całym świecie?
- Najlepszy relaks to bieganie. Po każdym meczu, jeśli tylko jestem u siebie w domu, w Tychach, wyruszam w trasę po pięknych lasach pszczyńskich. Gdy mózg jest dotleniony, a serce pracuje, umysł się rozjaśnia. Zastanawiam się wtedy nad wieloma sprawami, najczęściej analizuję jednak mecze. Polecam, naprawdę działa.

- Słyszałem też, że chętnie zakłada pan narty biegówki.
- Zgadza się. Tylko, że nie zawsze dopisze pogoda. Wtedy trzeba jechać na jakąś polankę, a to nie jest już takie proste.

- Wróćmy do muzyki. Ceni pan Bacha, Mozarta, Mahlera, Beethovena, ale też gigantów rocka.
- Zdecydowanie tak. Pink Floyd, Deep Purple, Marillion, Stinga, Queen. Wychowałem się na Maanamie, na Perfekcie i chyba nie jestem oryginalny. Moi rówieśnicy, ci, którzy mają dziś 50 lat, przechodzili identyczną edukację muzyczną.

- Skąd fascynacja muzyką poważną?
- Z żoną, która nomen omen posiada wykształcenie muzyczne, poszliśmy na film “Amadeusz” Milosza Formana. Obraz był kapitalny, a wątek muzyczny jeszcze lepszy. Pokazanie, jak tworzy się muzyka, co dzieje się w głowie kompozytora, natchnęło mnie do tego, żeby spróbować posłuchać czegoś innego.

- Ponoć żona Katarzyna jest najsurowszym recenzentem pana pracy?
- To nie tak! Przynajmniej nie do końca. Liczę się z opinią wielu ludzi, także kibiców, jeśli tylko ma sens. Mądrze wypowiedzianego zdania nigdy nie lekceważę. Wyznaję zasadę, że wypada wysłuchać każdego. Oczywiście w granicach rozsądku. Gdyby było inaczej, nagle okazałoby się, że trener bądź selekcjoner nie potrafi bronić swojej racji.

- To ustalmy jeszcze jedną rzecz: żona jest kibicem czy nie?
- Oczywiście, że jest. Siłą rzeczy, wszak od wielu lat jestem trenerem. Dużo rozmawiamy o futbolu, naprawdę cenię sobie jej zdanie.

Rozmawiał TOMASZ SZELIGA

do “Na diecie w podkarpackich lasach”

  1. chłe chłe

    płolska byaaaaalooooo czerwonyineeeeeeeeeeeeeeeeeee błeeeeeeeeeeeee

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.