Na Islandii spotkałem Mela Gibsona

Fot. Archiwum Tomasza Stolpy

Tomasz Stolpa od jesieni 2011 roku strzela gole dla Siarki Tarnobrzeg, ale wcześniej los rzucał go po świecie – od pogrążonego w ciemności Tromso, targanej wiatrami Islandii po góry Kaukazu.

- Na dalekiej północy, za kołem polarnym, miesiącami nie widać słońca. Człowiek traci poczucie czasu, nie wie, jaki jest dzień tygodnia ani która godzina. A potem pojawia się depresja – snuje opowieść TOMASZ STOLPA, piłkarski obieżyświat.

NORWEGIA
Wyruszyłem do Tromso, mając 20 lat. Do tej pory mieszkałem z rodzicami, o nic się nie martwiłem. Nagle musiałem wynajmować mieszkanie, robić opłaty, słowem – błyskawicznie dorosnąć. Z Polski do Tromso jest jakieś 2,5 tysiąca kilometrów, leci się trzema samolotami. Położone za kołem polarnym miasto nazywane jest Paryżem północy oraz Wrotami do Arktyki. To stąd wyruszały ekspedycje słynnego Roalda Amundsena. Przyroda jest tam nieziemska, a zorza polarna to zjawisko wręcz niemożliwe do opisania. Fantastyczne miejsce na tygodniowy wypoczynek, ale życie tam może być koszmarem. Wszystko przez dzień polarny, który sprawia, że przez trzy długie zimowe miesiące panuje mrok. Po jakimś czasie człowiek przestaje się orientować, jaki jest dzień tygodnia, nie wie, która godzina, wszystko się zlewa. Norwegowie kupują specjalne lampy, stawiają na środku pokoju i w ten sposób gromadzą energię. Ale też wielu z nich wyjeżdża w tym okresie do swoich posiadłości w Hiszpanii czy Tajlandii. Biorą urlopy i grzeją się w słońcu. Dzień polarny to w Norwegii poważny problem społeczny, z powodu depresji średnio jedna osoba w miesiącu popełnia samobójstwo. To dlatego istnieje prohibicja, w markecie nie kupi się piwa, które ma więcej, niż 1-procent alkoholu. Bogate, opiekuńcze państwo dba o swoich obywateli, uruchamia programy pomocowe, ale w Norwegii nadal najlepiej być psychologiem.
Mnie także dopadła depresja. Gdy wróciłem do domu i na lotnisku w Katowicach ujrzałem słońce, to wpatrywałem się w niebo dwadzieścia minut i powtarzałem, że życie jest piękne.
W Norwegii zostałem wrzucony na głęboką wodę. Nie wiedziałem, co może mnie tam spotkać i nie poradziłem sobie. Za to zyskałem pod względem piłkarskim. Miejscowa drużyna zajęła czwarte miejsce w ekstraklasie, w europejskich pucharach wyeliminowaliśmy Galatasaray Stambuł. Rywalizacja była ogromna, w składzie Tromso IL znajdowało się aż 14 reprezentantów wielu krajów, kilku grało nawet w mistrzostwach świata.

SZWECJA
W Polsce Skandynawów często wrzucamy do jednego worka, tymczasem różnice między Norwegią a Szwecją są kolosalne. Norwegowie patrzyli na mnie, jak na wariata, gdy opowiadałem, że w moim kraju ludzie nie mają pracy. Bogaty biednego nie zrozumie, no, ale czy można się dziwić, skoro w Norwegii nie ma nawet domów dziecka?
Szwedzi też żyją na wysokim poziomie, lecz mentalnie są nam dużo bliżsi. Mieszkałem w Gavle, nad Zatoką Botnicką, mieście położonym znacznie niżej, niż Tromso. Było cieplej, słońce świeciło nieustannie, do domu podróżowało się jednym samolotem. Odżyłem. Żonie też się bardzo podobało, w Szwecji na świat przyszła Amelka.
Znam cztery języki. Angielski i rosyjski biegle, nieźle mówię po szwedzku i norwesku. Jeszcze w Tromso zapisałem się na bezpłatne zajęcia dla obcokrajowców. Nauka nie poszła w las, w Szwecji nawiązałem wiele znajomości, niebawem zacznę stamtąd sprowadzać profesjonalne odżywki dla sportowców.

ISLANDIA
Wyspiarze dużo płacili, więc zdecydowałem się podjąć ryzyko. Baliśmy się tej przeprowadzki, jak się później okazało – niepotrzebnie. Mieszkałem na Islandii razem z żoną i córeczką w cieplarnianych warunkach. W domu z garażem, gdzie parkowałem służbowe auto. Miejscowość nazywała się Grindavik, niedaleko znajdowało się słynne Spa “Błękitna Laguna”. Człowiek siedział na zewnątrz w gorącej wodzie pochodzącej ze źródeł geotermalnych, a wokół były skały i lód. Uzdrowisko odwiedzają gwiazdy Hollywood, kiedyś natknęliśmy się na Mela Gibsona.
Islandia jest piękna, zwłaszcza dla miłośnika surowej przyrody. Te gejzery, wodospady…Gdy pierwszy raz jechałem do Rejkiawiku, czułem się jakbym był na Marsie. Przez 40 kilometrów nie widać niczego poza magmowymi skałami, istna, powulkaniczna pustynia.
Najgorszy jest wiatr. Zacina tak, że parasolką trzeba zasłaniać twarz, momentami nic nie widać, ciężko zrobić kilka kroków. Pamiętam swój debiut – graliśmy przy takiej wichurze, że nasz bramkarz nie był w stanie wykopać piłki dalej, niż na 18 metr, a ta szła od razu w aut. Po paru minutach mordęgi podbiegłem zdenerwowany do sędziego z żądaniem przerwania meczu. Popatrzył na mnie bez cienia emocji, uśmiechnął się i odparł: witamy na Islandii!
Mimo wszystko, bardzo się nam podobało. Co trzecia osoba na wyspie pochodziła z Polski, nie brakowało polskich produktów w polskich sklepach. Nawet bigos w słoikach można było kupić, co stanowiło przyjemną odmianę, bo ryb mieliśmy już po dziurki w nosie.
Zastanawialiśmy się nad dłuższym pobytem w tym kraju, ale pół roku po naszym przybyciu Islandią wstrząsnął kryzys. Ogłoszono bankructwo, musieliśmy pakować walizki. Ciekawe, że po jakimś czasie klub wypłacił mi wszystkie pieniądze, a z Odrą Wodzisław czy Zagłębiem Sosnowiec nadal sądzę się o kasę. Skandynawowie przestrzegają prawa, zawarte umowy są dla nich świętością.

AZERBEJDŻAN
Podpisałem tam kontrakt życia, Azerowie płacili lepiej, niż Skandynawowie, a na wstępie omamili przepychem Baku zwanym “małym Dubajem”. Menedżer gwarantował, że będziemy mieszkać w stolicy Azerbejdżanu, ale wylądowaliśmy w Kabali, wiosce u podnóża gór Kaukaz. Dwie drogi na krzyż, barany i krowy na ulicach i nieznośny upał – tak w skrócie wyglądało życie w tej mieścinie. Gdyby nie basen i kręgielnia w pięciogwiazdkowym hotelu człowiek zanudziłby się na śmierć. Ale sama liga dość mocna, nie brakowało obcokrajowców, głównie Rosjan grających kiedyś w ekstraklasie swojego kraju, a teraz skuszonych wysokimi zarobkami. Dość powiedzieć, że w Kabali trenerem był słynny ongiś angielski piłkarz Tony Adams. Fajny facet. Skromny, skory do żartów.
W Norwegii i Szwecji mieliśmy w drużynie muzułmanów i jadąc do Azerbejdżanu wiedziałem, czego się spodziewać. Nie mogliśmy pokazywać kolan, więc w tym upale paradowaliśmy w dresach. Na szczęście tubylcy byli wyrozumiali, więc czasem robiliśmy wyjątek. Jako gość starałem się szanować ich obyczaje, choć strasznie nie podobało mi się to, w jaki sposób traktują kobiety. Podpisałem z klubem roczny kontrakt i z trudem go wypełniłem. Przez 8 miesięcy byłem w Kabali sam, bo córeczka się rozchorowała i żona wróciła z nią do Polski.

Dziś gram w naszej lidze, ale nie wiem, co będzie za rok czy dwa. Tak czy owak, kawał świata już poznałem, a tego co zobaczyłem, nikt mi nie odbierze.

TOMASZ STOLPA urodził się 29 lat temu w Czeladzi, jest wychowankiem Zagłębia Sosnowiec. Grał w ekstraklasie Norwegii (Tromso IL), Szwecji (Gavle IF), Islandii (Grindavik) i Azerbejdżanu (FK Qabala). Jesienią 2011 roku trafił do Siarki Tarnobrzeg, gdzie w dziewięciu meczach zdobył 7 goli.

“Menedżer zapewniał, że będziemy mieszkać w lśniącym Baku, a wylądowaliśmy w kaukaskiej wiosce, gdzie po ulicach łaziły barany i krowy. Na szczęście, był też 5-ciogwiazdkowy hotel”

Tomasz Szeliga

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.