Na niektórych działkach zrobi się ciemniej

Za miejskie pieniądze wolno oświetlać tylko miejskie tereny. Do tej pory nie tylko w Stalowej Woli było z tym różnie. Fot. Autor

STALOWA WOLA. Urzędnicy nocami wędrują od posesji do posesji i sprawdzają, czy miejskie lampy nie są skierowane na prywatne tereny.

Magistrat kończy inwentaryzację nieruchomości, które nie są własnością miasta, a oświetlane są za miejskie pieniądze. Wcześniej miał to zrobić zakład energetyczny, ale wycofał się, twierdząc że nie ma takich możliwości. Blady strach padł na właścicieli posesji, na których w nocy jest jasno jak w dzień. Niektórzy sami zgłaszają się do magistratu, inni liczą, że podczas coraz krótszych nocy, urzędnicy nie dostrzegą ich jasnych działek.

Nie udało nam się dociec, jaka kwota z rachunków za oświetlenie, pobudziła magistrat do walki z nielegalnymi beneficjentami publicznego światła. Musi ona jednak być niemała, skoro prezydent pod rygorem kar służbowych, nakazał swoim urzędnikom wyszukanie tych, którzy mają jaśniej wokół domów czy firm, kosztem pozostałych mieszkańców. I są już pierwsze efekty.

Pierwsi uderzyli się w piersi

Najpierw gniew prezydenta obrócił się przeciwko niektórym obiektom sakralnym i nakazał wyłączyć część lamp. W odpowiedzi usłyszał kilka przykładów posesji, które też nie są miejskie, a mają oświetlenie za darmo. I wtedy się zaczęło. Ludzie pocztą pantoflową dowiedzieli się, że urzędnicy nocami przemierzają ulice i uliczki nie dlatego, że się zgubili, a w poszukiwaniu „nielegalnych”. Trochę poskutkowało, bo zaczęli zgłaszać się właściciele posesji, którzy „już nie chcą miejskiego światła”. Interesujące jest to, że o niektórych posesjach magistrat nie wiedział, ale ich właściciele poczuli skruchę. Oni mogą liczyć na amnestię. Oporni mogą za to spotkać się z prawnikiem magistratu w sądzie.

Akcja, choć oryginalna, nie przyniesie wielkich oszczędności, ale ureguluje kwestie terenów publicznych. Tylko za oświatlanie tych terenów miasto może płacić. Nikt wcześniej nie sprawdzał, czy reflektory wszystkich miejskich lamp skierowane są na włości miejskie. Nie jest tajemnicą, że wystarczyła odrobina znajomości, a lampa na miejskim słupie, była delikatnie przekręcana w stronę prywatnej posesji. Inni robili to z pełną premedytacją, a jeszcze inni kupili działki od miasta i choć już są prywatne, oświetlane są „po staremu” za pieniądze podatników. Lada dzień wszystkie miejskie lampy skierowane na prywatne posesje, zostaną wyłączone. Nie jest do końca pewne, czy dotyczyć to będzie wszystkich lamp przy świątyniach. – To jeszcze sprawa do przedyskutowania, ale większość z nich na pewno zgaśnie – przesądza prezydent Andrzej Szlęzak.

Jerzy Mielniczuk

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.