Na żużlu nawet do 50-tki

Trzy lata temu Tomasz Gollob mógł się cieszyć ze złotego medalu indywidualnych mistrzostw świata. W tym sezonie „Chudy” liczy zarówno na medal IMŚ, jak i IME. Finał tej drugiej imprezy odbędzie się w Rzeszowie. Fot. Marcin Jeżowski

ŻUŻEL. Najlepszy polski żużlowiec opowiada o kontrowersyjnych przenosinach do Torunia, ambitnych celach w Grand Prix, sobotniej Eurosport Speedway Best Pairs i IME oraz starcie w Rajdzie Dakar.

Indywidualny mistrz świata z 2010 roku Tomasz Gollob, mimo 42 lat nadal zaliczany jest do czołowych zawodników świata. Co więcej, zawodnik Unibaksu Toruń nie zamierza w najbliższym czasie kończyć kariery. – Już pobiłem wszystkie rekordy, jakie są możliwe. Chcę ścigać się tak długo, jak czuję, że ma to sens – przekonuje Tomasz Gollob.

42-letni Gollob uważa, że żużel jest dyscypliną długodystansową i można ją uprawiać do 50 roku życia. – A czy ktoś skończy wcześniej, to indywidualna sprawa. Ja się na razie czuję dobrze. Chciałbym jeszcze jakiś czas pozostać w tym sporcie. A później nie wyobrażam sobie życia bez motocykli, ale może innego rodzaju – przyznał najlepszy zawodnik świata sprzed 3 lat. Motywacji też mu na razie nie brakuje. – Jest podobna, jak w zeszłych latach, ale nie jest łatwo zawsze wygrywać. Pracuję na to, by ten wynik był jak najlepszy, ale nie zawsze wychodzi, jakby sobie człowiek życzył. Przez wiele lat pytano mnie, czy i kiedy będę mistrzem świata – jestem. Teraz tworzę historię każdego roku i staram się jeździć jak najlepiej – zaznaczył.

Kontrowersyjny kontrakt
Gollob w tym roku podpisał kontrakt z Unibaksem Toruń, co wzbudziło wiele kontrowersji u bydgoskich kibiców. Pochodzący właśnie z Bydgoszczy żużlowiec w barwach Polonii startował w sezonie 1988 i latach 1990 – 2003. Ostatnio był zawodnikiem Stali Gorzów Wlkp. – Takie zmiany klubów wyzwalają dodatkową energię i rzeczy, które po czterech czy pięciu latach stają się normalne, nagle na nowo wzbudzają emocje. Dużo pracy mnie czeka i dobrego jeżdżenia dla Torunia – ocenił. Debiut w nowych barwach nie należał do łatwych. Nie wszyscy kibice przywitali go oklaskami. Na trybunach wyraźnie słyszalne były gwizdy. Obecnie jest ich mniej, ale nie wszyscy fani „Aniołów” zdołali się przekonać do „Chudego”. – Gdyby kluby nie leżały tak blisko siebie, to pewnie nie byłoby takiej atmosfery, czy takiego napięcia. Sportowiec ma to do siebie, że chce dobrze się pokazać. Nie chcę komentować gwizdów. Z tego, co widzę, to tubylcy mają problem. Ci, którzy tak się zachowują, stanowią garstkę – skomentował Gollob.
Grand Prix, pary i IME

Tradycyjnie już najbardziej utytułowany polski żużlowiec rywalizuje w tym sezonie w Grand Prix. Jest jednak ostrożny co do końcowych prognoz. – To jest jednak długi dystans. Nie zapominajmy, że jest 12 zawodów i to, co nie wyjdzie dzisiaj, może wyjść jutro. W zeszłym roku też mogło być nieźle, gdyby nie ciężki wypadek w Szwecji. Nie miałem już potem siły, by jeździć, a przecież do tamtego momentu dobrze sobie radziłem – przypomniał. Oprócz rywalizacji indywidualnej, czeka go również start w Eurosport Speedway Best Pairs (8 czerwca w Toruniu), czyli nieoficjalnych mistrzostwach świata par. Prawdopodobnie stworzy duet z Jarosławem Hampelem. Po raz ostatni w takiej formule zawody odbywały się 20 lat temu. – Nie wiem dlaczego te zawody znikły z kalendarza. To impreza, która ma w sobie bardzo duży potencjał. Kibice świetnie się przy tym bawią. Jestem przekonany o tym, że trybuny będą wypełnione – dodał. Gollob wystartuje w tym roku także w Indywidualnych Mistrzostwach Europy, który finał odbędzie się 29 września w Rzeszowie. – Cykl Speedway European Championships jest wielką szansą dla żużla, takie zawody były potrzebne tej dyscyplinie. Nasz sport otworzy się na nowe rynki i będzie świetną okazją dla młodych – gniewnych do przetarcia i rywalizacji z bardziej doświadczonymi zawodnikami. Będę walczył o to trofeum, bo brakuje go na razie w mojej kolekcji – wyjawia Gollob.

Odbić złoto w „drużynówce”
Gollob wierzy w to, że Polacy również drużynowo mogą zawalczyć o złoto. W zeszłym roku zabrakło ich w finale. Przyczyniły się do tego kontuzje zawodników. – Słyniemy z tego, że potrafimy się zjednoczyć i potem iść wspólnie na wojnę. Na tym polega właśnie rywalizacja chociażby w drużynowych mistrzostwach świata. Każdy sobie pomaga i współpracuje. To nie jest walka jednego zawodnika, a całego zespołu. Jak ktoś ma zatem jakiś problem to obowiązkiem następnego zawodnika jest nadrobienie tych punktów – zaznaczył. Mistrz świata z 2010 roku nie chce składać żadnych deklaracji, ale jest dobrej myśli. – W tym roku mamy szansę powrócić na tron, ale to jest sport. Teraz za wcześnie mówić, co będzie za kilka miesięcy. Dopiero cała zabawa się zaczęła i oby wszyscy jeździli na swoim poziomie. Pierwszy miesiąc jest zawsze trudny i nierówny. Raz wyjdzie, raz nie. Brakuje jeszcze stabilizacji – powiedział.

Rajdy to inna rzeczywistość
Od jakiegoś czasu Golloba coraz częściej można spotkań na motorze crossowym. W jego kontekście coraz częściej pojawia się również start w Rajdzie Dakar. – Od szóstego do 15. roku życia jeździłem na motocyklach enduro. Rajdów się uczę teraz od nowa. To coś całkiem innego. Jeździ się tam, czytając mapę i kierunek jazdy. Potem trzeba pokonywać przeszkody, piaski i różne inne rzeczy. To inna rzeczywistość. Na razie to obserwuję, trenuję i przygotowuję się, ale zobaczymy co będzie później. Dla mnie najważniejszy w tej chwili jest żużel – zakończył Gollob.

Opr. mj

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.