Na zwycięskiej ścieżce

Fot. Wit Hadło

PLUSLIGA. Asseco Resovia wygrała trzeci mecz z rzędu.

Siatkarze Asseco Resovii pokonali Cerrad Eneę Czarnych Radom i w dobrych humorach rozjechali się na święta. Dla ekipy z Rzeszowa było to trzecie zwycięstwo z rzędu (ale dopiero piąte ogółem), co zdarzyło się jej po raz pierwszy w tym sezonie.

Asseco Resovia 3
Cerrad Enea Czarni 1
(21:25, 25:20, 25:21, 25:17)

ASSECO RESOVIA: Shoji 4, Marechal 17, Lemański 12, Bartman 18, Buszek 3, Kosok 4 oraz Perry (libero), Rousseaux 9, Mariański (libero),
CERRAD ENEA CZARNI: Vincić 3, Protopsaltis 12, Ostrowski 7, Butryn 5, Sander 11, Grzechnik 5 oraz Ruciak (libero), Masłowski (libero), Filip 14, Kędzierski, Włodarczyk, Pajenk, Firtszt.
Sędziowali: P. Ignatowicz (Opole) i S. Gołąbek (Kędzierzyn-Koźle). Widzów: 3823. MVP: Bartłomiej Lemański.

Przez półtora seta nic nie wskazywało, że resoviacy w dobrych nastrojach zakończą ostatni mecz w 2019 roku. To radomianie dyktowali warunki gry. W inauguracyjnej partii już na początku inicjatywę przejęli radomianie. Dobra zagrywka i kontrataki spowodowały, że przewaga gości zaczęła rosnąć (8:6, 10:6, 12:7). Resoviacy ruszyli do odrabiania strat, ale zdołali je tylko zniwelować do jednego punktu (19:20). Za chwilę po serii bloków na Rafale Buszku przyjezdni odskoczyli na bezpieczny dystans. – To był dla nas ciężki mecz, bo mieliśmy swoje problemy, m.in. Kawika ostatnio nie trenował. Nie było łatwo mieć tę energię i to było po nas widać w I secie. Bardzo słabo zagrywaliśmy w tej części meczu – mówi trener Piotr Gruszka. – Rywale mieli przez to ułatwione zadanie, a przy takim rozgrywającym jak Vincić, który miał wszystkie piłki dograne na siatkę, ciężko się grało. W konsekwencji braku tej zagrywki myśmy praktycznie nie bronili i nie było tego motoru napędowego. Mimo wszystko gdzieś tam próbowaliśmy się trzymać, ale rywale byli lepsi – stwierdza szkoleniowiec Asseco Resovii.

Po wyrównanym początku drugiej partii inicjatywę zaczęli przejmować resoviacy, którzy prowadzili 9:5. Radomianie mozolnie zaczęli odrabiać straty i w połowie seta wyszli na prowadzenie 17:15. Przy wyniku 16:18 gospodarze zanotowali pięciopunktową serię i wygrywali 21:18. – W II secie potrzebny był moment, żeby ruszyć z naszą grą, poruszyć ludzi i to pozwoliło nam, żeby się bić. Jedyną rzeczą, którą mogli zrobić rywale, żeby wrócić do gry, to była zagrywka, ale na szczęście trzymaliśmy tę piłkę w trudnych momentach w górze. Graliśmy bardzo mądrze w sytuacjach na siatce – mówi Gruszka, który dokonał trafnych zmian desygnując do gry Tomasa Rousseaux za mającego słabszy dzień Rafała Buszka i Bartosza Mariańskiego, który ze względu na limit obcokrajowców musiał zastąpić Luka Perry’ego. Szczególnie ten pierwszy był takim cichym bohaterem meczu. – Dużo te zmiany dały jakościowo i dodały też takiego spokoju na boisku. To co jest fajne, patrząc z perspektywy początku sezonu, to fakt, że ten zespół jak przegrywa 3-4 punktami, to już nie odpuszcza. Cały czas szuka swoich szans i to mnie bardzo cieszy. Na początku bywało z tym różnie. Jak rywal nas „przydusił” na dystans 2-3 pkt to zespół powoli zaczął panikować i to było bardzo niebezpieczne. Teraz tego nie ma i to daje efekty, że możemy cały czas walczyć. Teraz przed nami kilka dni wolnych na święta i na pewno wrócimy z większą chęcią do treningów. Czeka nas cała runda rewanżowa, a te punkty pozwalają nam wierzyć, że będziemy się bili o to, o co chcemy grać – mówi Gruszka. Jego zespół poszedł za ciosem i w kolejnych dwóch setach wypunktował już rywala, z którego jakby uszło powietrze. – Generalnie zagraliśmy bardzo słaby mecz – mówi rozgrywający ekipy z Radomia, Michał Kędzierski. – Nie tego oczekiwaliśmy; byliśmy na to spotkanie mocno nastawieni, gdyż wiedzieliśmy, jaka jest sytuacja w tabeli. Niestety, nie wyszło. Nie myśleliśmy, że tak może się zdarzyć. Przegraliśmy z zespołem plasującym się niżej od nas w tabeli. Resovia była jednak górą. Myślę, że zagrali jedno ze swoich lepszych spotkań. Na pewno ich postawa wyglądała dużo lepiej niż nasza – uważa Kędzierski, który w radomskim zespole, obok Mateusza Masłowskiego i Michała Filipa, jest wychowankiem klubu z Rzeszowa.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o