Nadszedł już mój czas w Rzeszowie

- To właśnie na Węgrzech było najtrudniej, bo byłem tam sam. Musiałem być zarówno trenerem, jak i kierownikiem, prezesem, przygotować dokumenty i tłumaczyć - tak o swojej karierze trenerskiej mówi nowy szkoleniowiec PGE Marmy Rzeszów, Janusz Ślączka. Fot. Wit Hadło
– To właśnie na Węgrzech było najtrudniej, bo byłem tam sam. Musiałem być zarówno trenerem, jak i kierownikiem, prezesem, przygotować dokumenty i tłumaczyć – tak o swojej karierze trenerskiej mówi nowy szkoleniowiec PGE Marmy Rzeszów, Janusz Ślączka. Fot. Wit Hadło

ŻUŻEL. I LIGA. Janusz Ślączka o trenerskiej szkole życia na Węgrzech, trudnych negocjacjach z zawodnikami, planach przygotowań PGE Marmy do rozpoczynającego się 13 kwietnia 2014 r. sezonu i chęci awansu do Enea Ekstraligi.

– Nie ukrywam, że chcemy awansować do Ekstraligi, ale czy nam się to uda? Tego obiecać nie mogę, ale zrobimy wszystko, aby ten cel zrealizować i żebyśmy się na koniec 2014 roku cieszyli, a nie smucili – przekonuje Janusz Ślączka, nowy trener I-ligowej PGE Marmy Rzeszów, który na tym stanowisku zastąpił Dariusza Śledzia.

– Przez ostatnie lata pracował pan w Orle Łódź, w którym łączył funkcję prezesa i trenera. Skąd zatem pomył, aby rzucić to wszystko i wrócić do Rzeszowa?
Każdy marzy o tym, aby poprowadzić drużynę w swoim mieście. Na pewno nie będzie to łatwe zadanie i zdaję sobie doskonale sprawę z odpowiedzialności, jaką biorę na siebie. Doszedłem jednak do wniosku, że nadszedł już mój czas w Rzeszowie. Myślę, że mam na tyle doświadczenia, że mogę poprowadzić drużynę PGE Marmy.

– Stolica Podkarpacia będzie już czwartym przystankiem w pana karierze trenerskiej…
– Zaczynałem w Krośnie, potem była przygoda ze Speedway Miszkolc. To właśnie na Węgrzech było najtrudniej, bo byłem tam sam. Musiałem być zarówno trenerem, jak i kierownikiem, prezesem, przygotować dokumenty i tłumaczyć. To była prawdziwa szkoła życia, ale na tę chwilę mogę powiedzieć, że znam język węgierski (śmiech). Później były przenosiny do Łodzi, gdzie praktycznie robiłem to samo.

– Długo zastanawiał się pan nad przyjęciem oferty PGE Marmy Rzeszów?
– Przede wszystkim miałem dylemat, czy już teraz przyjąć ofertę pracy w Rzeszowie, czy jeszcze poczekać rok. Wyszła jednak taka propozycja od pani Marty Półtorak, która zapewniła mnie, że będzie dalej wspierała rzeszowski żużel i dlatego się zdecydowałem.

– Czym kierował się pan przy doborze zawodników do rzeszowskiej drużyny?
– Ofert do klubu przyszło naprawdę wiele, jednak patrzyliśmy przede wszystkim na kwestie finansowe. Zawodnicy pokroju chociażby Klindta, nie chcą czekać w kolejce na swoją szansę jazdy w meczu. A on powiedział, że jeśli będzie w formie, to będzie startował, jeśli nie będzie jechał, będzie mu przykro, ale nie będzie z tego powodu robił problemów.

– Skład PGE Marmy na sezon 2014 to pana autorskie zestawienie?
– Na pewno to nie jest dream-team, ale właśnie na taki, a nie inny skład było nas stać. Rozmawialiśmy z wieloma zawodnikami i w jeden piękny wieczór wyglądało to ślicznie, a na drugi dzień zawodnik mówi: „nie”, mimo że dzień wcześniej przystał na nasze warunki i obiecywał, że jutro podpisze kontrakt.

– Ma pan na myśli Grzegorza Walaska?
– Nie tylko. Powiem szczerze, że ja nie negocjowałem warunków z Grzegorzem. Negocjowała je pani prezes, więc nie wiem, na jakiej kwocie stanęło (Walasek ostatecznie zostanie wypożyczony do Włókniarza Częstochowa – przyp. red.). Na pewno różnica między tym, co zarabia się w Ekstralidze i I lidze jest naprawdę duża. Negocjowałem za to kontrakty z innymi żużlowcami, którzy tak jak mówiłem, w jeden dzień się zgadzali, a potem jednak nie podpisali kontraktu. Poszczególne kluby obiecały może i nie więcej niż my, ale np. dorzucały do tego spłatę zaległego wynagrodzenia w szybszym czasie, w przypadku pozostania w klubie. Zawodnicy zatem zastanawiali się, czy w przypadku przejścia do innej drużyny, nie stracą zarobionych wcześniej, a ciągle niewypłaconych pieniędzy.

– Tak było w przypadku Thomasa Jonassona, który ponoć był już jedną nogą w Rzeszowie?
– O tym, że Thomasa nie będzie w Rzeszowie, przesądziły obiecanki innego klubu. Na pewno szkoda, że nie trafił on ostatecznie do naszej drużyny. To dobry startowiec, potrafiący jeździć parą, ale w tym przypadku chyba także on przestraszył się możliwości utraty zarobionych w tym sezonie pieniędzy.

– Kibiców zdziwił nieco transfer Scotta Nichollsa. Anglik najlepsze lata ma już chyba za sobą…
– Scott zna rzeszowski tor, ale to nie oznacza, że będzie jechał w każdym meczu. Będzie walka o skład. Mamy czterech zagranicznych zawodników. Nie będzie tak, kogo ja lubię, kogo nie. Będą jechać najlepsi w danym dniu.

– Skąd pomysł na Kenni Larsena w Rzeszowie?
– Długo zastanawialiśmy się nad tym zawodnikiem, który w tym sezonie jechał bardzo dobrze w Łodzi. Kenni był w Rzeszowie na treningu w październiku, oglądałem go, jak się prezentuje. Jest po kontuzji, więc chciał sobie trochę pojeździć. Rzadko zdarza się, aby zawodnik przejechał 1500 km za darmo, aby sobie potrenować. A tak właśnie było w przypadku Larsena. Duńczyk dysponuje dobrym sprzętem, jest ambitny, chce jeździć w naszej drużynie i zobaczymy, co z tego wyjdzie. Pracowałem z nim w poprzednim sezonie w Łodzi i nie było z nim najmniejszych problemów.

– Szerszy niż w tym sezonie skład ma być atutem PGE Marmy?
– Będzie rotacja w składzie. Zabezpieczyliśmy się na wypadek kontuzji i innych niespodziewanych wydarzeń. Nie chcemy, aby doszło do takiej sytuacji, jak w tamtym sezonie w Orle, kiedy jechaliśmy na mecz do Daugavpils, a dzień wcześniej były eliminacje do mistrzostw świata w Austrii i Włoszech i połowa drużyny nie mogła dojechać na Łotwę.

– Postawa Nicolaia Klindta wydaje się być jedną wielką niewiadomą…
– Kllind to nieobliczalny zawodnik. W tym sezonie pojechał na mecz do Częstochowy i zrobił 11 punktów. Później w następnym meczu we Wrocławiu zdobył bodajże 1 punkt. To nie jest pewny, 100-procentowy zawodnik. Widziałem go jednak na turnieju w Częstochowie, gdzie nieźle jechał i obiecał, że w I lidze poradzi sobie. Zresztą w przeszłości starował w Rybniku i doskonale zna I-ligowe tory.

– Do Rzeszowa wracają wychowankowie: Maciej Kuciapa i Paweł Miesiąc, którzy na tę chwilę są jedynymi polskimi seniorami PGE Marmy…
– Dlatego ciągle rozglądamy się za trzecim polskim seniorem. Nadal nie zakończyła się sprawa Rafała Okoniewskiego, który ma ważny kontrakt z naszym klubem na sezon 2014, zna nasze warunki, na jakich mógłby tu startować i czekamy na jego decyzję (sprawa rozwiązania kontraktu i zaległości finansowych wobec Rafała Okoniewskiego trafiła do Trybunału PZMot. – przyp. red.). Powiem szczerze, że widziałbym Rafała w Rzeszowie. Są rozbieżności, co do jego wymagań, i tego, co mu możemy zaoferować. Rafał jest w tej chwili najlepszym seniorem, jaki jest do wzięcia. Będę chciał go namówić do startów w PGE Marmie. Szanse na to oceniam pół na pół. Jeśli nie Rafał, to są jeszcze inni zawodnicy, których możemy wypożyczyć, ale ceny na razie są bardzo wysokie.

– Skład PGE Marmy w porównaniu do poprzedniego sezonu zmienił się diametralnie. Z ekstraligowej drużyny zostali praktycznie tylko juniorzy, na czele z Łukaszem Sówką…
– Potrzeba trochę czasu, aby skonsolidować ten zespół. Jestem po słowie z paroma klubami ekstraligowymi i jeśli tylko będą warunki, będziemy z nimi trenować i jechać sparingi. Będzie zatem okazja przyjrzeć się bacznie poszczególnym zawodnikom i na pierwszy mecz ligowy wybrać najlepszy skład. Planujemy także wyjazd na przedsezonowe zgrupowanie, tylko jest jeden problem: jechać na zgrupowanie dwoma, trzema zawodnikami i co tam robić? Myślałem już o podłączeniu się do jakiegoś klubu z Ekstraligi i razem z nim wyjechania na zgrupowanie. Wówczas to miałoby większy sens. Będziemy chcieli także wyjechać na tor, kiedy to będzie tylko możliwe. Jeśli nie w Polsce, to być może na Węgrzech lub Słowenii. Jestem już po pierwszych rozmowach i bardzo chętnie nas tam przyjmą.

Rozmawiał Marcin Jeżowski

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Szczepcio
Szczepcio
7 lat temu

Jak daleko zajedzie Marma która sponsoruje w TVP-3 program pt- Rusz się człowieku-, ten program to dzika nachalna ,podwórkowa, amatorszczyzna, która ma za zadanie osmieszać powaznych ludzi!!!!

kibic
kibic
7 lat temu

Nadszedł czas końca marnej Marmy

bLONDYNKA
bLONDYNKA
7 lat temu

To już czytałam. Stare!

tyu
tyu
7 lat temu
Reply to  bLONDYNKA

To nie czytaj!!! Janusz powodzenia!!! Mam nadzieje ze masz j…. i nie bedziesz tylko pachołkiem pewnej pani :P