Najpierw go młotkiem, a potem nożem

Najsmaczniejszy jest karp wyjęty ze stawu, a nie z wanny. Tak jak ten, wyhodowany przez Mieczysława Steca z Antoniówki k. Zaklikowa. Kiedyś po falach tych stawów podobno Św. Antoni chadzał, a więc ryba musi być zdrowa. Fot. Jerzy Mielniczuk

PODKARPACIE. Co ma karp wspólnego z indykiem, czyli o równości świąt Bożego Narodzenia i Dziękczynienia.

Jakby na niego nie patrzył, jest w Polsce zwierzęciem najbardziej pożądanym przez człowieka. Przychodzi czas, jak obecny, że gości w dziewięciu – pobieżnie licząc – na dziesięć domów. Pod tym względem biją nas jedynie Amerykanie, którzy też mają swojego ulubieńca. Tak jak oni sprowadzając przed Świętem Dziękczynienia indyka do domu, tak my karpia na Boże Narodzenie myślimy tylko o tym, jak go zabić. Ich prezydent przynajmniej jednego indyka ułaskawia. Żadnemu z naszych prezydentów nie przyszło do głowy, żeby karpia wypuścić do wody.

Karp jest u nas elementem jak najbardziej napływowym. Żył sobie i był zjadany, gdy nad Wisłą jeszcze dwunożnych nie było. Był już hodowany na Dalekim Wchodzie. Hodowany oczywiście po to, by go zjadać. Myśmy tylko zaczęli go jeść na święta Bożego Narodzenia. I praktycznie tylko wtedy go zjadamy.

Mięso oplatające ości karpia uważane było drzewiej za rarytas. Dziś też smaki niewiele się zmieniły, bo gdyby było inaczej, inne ryby – zapewne ku jego uciesze – wyparłyby karpia z naszych stołów. Rosjanie dla przykładu pochłaniają karasie, a część ich wysyłana jest z hodowli na Podkarpaciu. My jednak pożądamy karpia. Pożądamy na tyle, że urządzamy mu przedświąteczną rzeź. To na karpiu mężczyzna Polak zdobywa ostrogi zabójcy. To, że chłop ma zabić rybę, jest taką samą tradycją, jak sama ryba na świątecznym talerzu.

Na pewno niejeden pan domu wolałby upiec sernik niż zamordować karpia. Ale cóż, tu równouprawnienie dotrze później niż do kopalni węgla kamiennego. A swoją drogą, to karp jest ostatnim u nas żywym zwierzęciem, sprzedawanym na targu. Kiedyś były jeszcze kury, którym trzeba było gdzieś pod blokiem oderżnąć głowę przed włożeniem do garnka. Kury na targowiskach są już tylko w przedgarnkowej gotowości. Żywy ostał się tylko karp, ale ile mu tego życia zostało… Wesołych Świąt!

jam

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.