Nasi przezbroją polską armię

Z linii produkcyjnych najmłodszej spółki HSW wkrótce zaczną zjeżdżać specjalne ciężarówki dla naszego wojska. Fot. Jerzy Mielniczuk

JELCZ, STALOWA WOLA. W niecały rok po zakupie upadającej spółki, Huta Stalowa Wola dostaje kolejny kontrakt-marzenie. Wojsko pozbywa się staroci, które więcej stoją w garażach niż na poligonach.

To były chyba najlepiej ulokowane pieniądze Huty Stalowa Wola. Niespełna rok temu stalowowolski producent uzbrojenia kupił za 16 mln zł fabrykę ciężarówek w Jelczu-Laskowicach. Lada tydzień fabryka ta podpisze z naszą armią umowę na dostawę 866 nowych aut ciężarowych. Wartość tego kontraktu wahać się będzie w granicach 300-400 mln zł. W zanadrzu jest jednak jeszcze większy. Jeżeli jelcze sprawdzą się na poligonach, MON na Dolnym Śląsku zamówi kolejnych 7 tys. ciężarówek.

To nie niemiecki MAN, włoskie Iveco czy czeska Tatra zarobią na wymianie wojskowego sprzętu na nowy. A jest co wymieniać, bo po naszych poligonach jeździ ponad 16 tys. ciężarówek. 70 proc. z nich ma więcej niż 25 lat. Są to głównie stary 266, a nie ma już ich fabryki w Starachowicach. Dzięki remontowcom jakoś jeszcze się nie rozpadają, ale ich wartość bojowa jest wątpliwa.

Polskie wojsko uzbrajają polscy zbrojeniowcy
- Wymiana samochodów ciężarowych jest po prostu pilna – zapowiedział kilka miesięcy temu Tomasz Siemoniak, minister obrony narodowej. MON jednak nie ogłaszał przetargu, zdecydował się na negocjacje z krajowym dostawcą. To wcale nie znaczy, że zagraniczne fabryki na tym kontrakcie nie zarobią. Najwięcej na pewno Iveco, bo ten włoski silnik pracuje pod maską jelcza. Tak czy inaczej, lokowanie zamówień dla polskiej armii w polskich fabrykach jest godne uznania.

Jelcz-Komponenty to jedyna żywa pozostałość po niegdysiejszym koncernie samochodowym. Produkuje wyłącznie samochody specjalne dla wojska i nie było tego dużo. Z linii produkcyjnej zjeżdżało kilkadziesiąt, czasami nieco ponad 100 pojazdów. Trafiały głównie do Stalowej Woli, gdzie na podwoziu montowano chociażby 40-lufową wyrzutnię rakiet „Langusta”. HSW była największym odbiorcą podwozi kołowych z Jelcza i gdy w ub. roku syndyk zakładu w Jelczu-Laskowicach zaproponował kupno firmy, nie było się nad czym zastanawiać. Tym bardziej, że już było wiadomo o zbliżającej się wymianie wojskowych ciężarówek. Nowy właściciel musiał jednak bardzo szybko zainwestować kilka milionów w unowocześnienie zakupionej firmy, zwłaszcza w drugą linię produkcyjną. Udało się i już wkrótce pracownicy J-K będą mieli pełne ręce roboty.

W nagrodę jeszcze większy kontrakt
Celem prowadzonych negocjacji jest oczywiście ostateczna cena kontraktu, ale także jego szczegóły techniczne. Nowe auta mają być podstawowymi pojazdami do transportu w wojsku, czyli przewozu żołnierzy, zaopatrzenia i sprzętu specjalistycznego. Większość z pierwszej dostawy ma być w wersji dwuosiowej z napędem na wszystkie koła oraz średniej ładowności, tj. ok. 5 ton. MON zamówi też ponad 150 podwozi pod zabudowę specjalistyczną. Jelcz, a właściwie HSW, podejmując się wyzwania będzie musiała uruchomić całkiem nową fabrykę podzespołów, jak chociażby skrzyń przekładniowych czy mostów napędowych. Na dostawę 866  ciężarówek J-K będzie miał 5 lat. To olbrzymia szansa dla spółki. Czy podoła wyzwaniu? – Damy sobie spokojnie radę – usłyszeliśmy zapewnienie w dyrekcji HSW. Nagrodą będzie kolejny kontrakt na 7 tys. ciężarówek, którego wartość dzisiaj jest szacowana na 3 mld. zł.

Jerzy Mielniczuk

do “Nasi przezbroją polską armię”

  1. ROMAN

    no tak pierwsze nowe wozy można z naszymi wysłać na darmowe testy do Mali- czy się sprawdzają czy nie -

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.