Nasz region przoduje pod względem liczby cesarskich cięć

Cesarka to ingerencja chirurgiczna o średnim ryzyku, ale jak każda operacja niesie ze sobą możliwość powikłań.

PODKARPACIE. Co drugi poród to “cesarka”.

W 2010 roku na 21 330 porodów 8 745 dzieci przyszło na świat za pomocą cesarki. W ciągu sześciu miesięcy tego roku z 9 943 porodów aż 4 293 to rozwiązania za pomocą cesarskiego cięcia. To niemalże 50 proc. Z danych NFZ wynika, że w ten sposób w kraju rodzi się już co trzeci noworodek. Skąd ta popularność cesarskich cięć? Lekarze twierdzą, że kobiety boją się bólu i cenią sobie wygodę, ale nie zdają sobie sprawy z zagrożeń powikłaniami.

- To niestety nieprawidłowość, ale…, nawet jako konsultant wojewódzki nie mogę powiedzieć kolegom “nie róbcie cesarek”. Gdyby cokolwiek stało się w czasie porodu siłami natury, urodziłoby się niedotlenione lub martwe dziecko wszyscy podnieśliby krzyk. Wzrost liczby “cesarek” to zjawisko światowe, społeczeństwo jest nastawione konsumpcyjnie, pacjentki same chcą decydować jakie badania zrobią, jak urodzą. Mam nadzieję, że ta “epidemia” skończy się tak samo jak “epidemia sztucznego karmienia”, która wybuchła kilkanaście lat temu – mówi prof. doc. dr hab. n. med. Andrzej Skręt, wojewódzki konsultant ds. ginekologii i położnictwa.

Lekarze słusznie boją się oskarżeń…

Wysoki odsetek cesarek nie dziwi w szpitalach w Rzeszowie, bo są to placówki o trzecim stopniu referencyjności, gdzie trafiają pacjentki z patologiami, z ciążami zagrożonymi albo mnogimi. Co jednak przemawia za podobnie wysokim odsetkiem porodów operacyjnych w małych miastach gdzie rodzą kobiety zdrowe, nie zagrożone powikłaniami? Otóż lekarze coraz częściej decydują się na cięcie niejako profilaktycznie. Powodem takich decyzji jest obawa, że w razie ewentualnych komplikacji przy porodzie mogą zostać oskarżeni o błąd w sztuce. Z danych Naczelnego Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej wynika, iż najwięcej spraw i postępowań toczących się na przestrzeni ostatnich lat dotyczy właśnie świadczeń z zakresu położnictwa i ginekologii. Dotyczą one głównie zbyt późno wykonanego cięcia cesarskiego, niewykonania cięcia cesarskiego, złej opieki nad kobietą ciężarną i rodzącą, nieprecyzyjnych opisów badań USG i uszkodzenia okołoporodowego noworodków.

I wysokich kar

Coraz częściej zapadają też wyroki za zbyt późne lub w ogóle nie wykonane cięcia. Sąd Najwyższy wyrokiem z lipca br. nakazał Szpitalowi Powiatowemu w Nisku wypłacić ponad milion złotych za błąd swoich lekarzy, którzy trzy lata temu nie wykonali cesarskiego cięcia u rodzącej kobiety. Dziecko urodziło się w zamartwicy i po kilku miesiącach zmarło.
Powikłań coraz mniej

Cesarka to ingerencja chirurgiczna o średnim ryzyku, ale jak każda operacja niesie ze sobą taką możliwość. Może dojść do powikłań w wyniku znieczulenia, w postaci stanów zapalnych, uszkodzenia tkanek i krwotoków. Zdarzają się też komplikacje przy następnych ciążach i porodach. – Postęp medycyny sprawił jednak, że powikłań po cesarkach jest coraz mniej i to zachęca kobiety do tego sposobu rodzenia – mówi doktor.

Anna Moraniec

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.