Nasza drużyna jest bez wyrazu

Adam Góral. Fot. Archiwum

Adam Góral, prezes firmy Asseco Poland, główny sponsor siatkarskiej drużyny Resovii, mówi o tym, dlaczego nie jest zadowolony z postawy zespołu w kończącym się sezonie.

- Wierzy pan, że zespół będzie w stanie w Kędzierzynie-Koźlu zagrać na tyle dobrze, żeby obronić mistrzowski tytuł?
- Oczywiście. Dlatego lubimy sport. W niedzielę większość ludzi przyszło przekonanych o naszym sukcesie i może to się również udzieliło zawodnikom. Teraz ciężko będzie się im podnieść i zapomnieć o tym, jak można było przegrać seta, w którym się prowadzi 21:15, bo to był chyba ten moment, w którym przegraliśmy mecz. Myślę, że po wygraniu tej partii przez nasz zespół zacząłby się taki prawdziwy mecz. Trener Kowal zrobił poprawne ruchy, bo już przy stanie 21:17 wziął czas, ale wszyscy zawodnicy pogubili się i przegrali.

- To może być nawet kluczowy moment dla całej rywalizacji finałowej?
- Być może. Tego sezon, nawet jak wygramy mistrzostwo Polski, ja osobiście nie ocenię bardzo wysoko. Wszyscy byliśmy zawiedzeni tym początkiem. Męczyliśmy się z drużynami, z którymi nie mieliśmy prawa się męczyć. W przeciwieństwie do poprzedniego roku popełniliśmy jakieś pojedyncze błędy, które sprawiły, że tym sezonem nie będę zafascynowany. Cieszę się, że to się już kończy. To wicemistrzostwo nie jest najgorszym osiągnięciem dla mnie, bo bardzo chciałem, żebyśmy mieli Ligę Mistrzów. Ten cel jest osiągnięty i to jest z mojego punktu widzenia ważne. My jednak musimy zbudować lepszą drużynę na przyszły sezon. Po mistrzostwie w ub. roku złoty medal przysłonił nam parę faktów, które w poprzednim sezonie też miały miejsce. Wtedy również graliśmy słabo na początku rozgrywek. Mieliśmy jednak przełomowe mecze najpierw z Fenerbahce Stambuł, a potem z Dynamem Moskwa. Choć z Rosjanami przegraliśmy finał pucharu CEV, to graliśmy świetnie i wtedy chłopcy uwierzyli w siebie. W tym sezonie brakuje mi takiego meczu. Gdybyśmy wygrali ćwierćfinał ze Skrą 3-0, to ja bym w ten zespół prawdziwie uwierzył. Ja jednak nie miałem ani jednego momentu, że mocno wierzyłem w drużynę, bo ona jest w tym sezonie chwiejna. Może zagrać tak jak w sobotę z ZAKSĄ i może przegrać seta, którego nigdy nie zrozumiemy dlaczego przegrała. To również siedzi w naszych zawodnikach, bo oni przegrywają mecze w sferze psychologicznej. Fizycznie są bardzo dobrze przygotowani, wytrzymują kondycyjnie pięciosetówki itd. Andrzej musi to przeanalizować, ale ja wiem, że Andrzej robi ogromny postęp jako trener i z tego się bardzo cieszę. Chciałbym, żeby pracował tutaj całe lata. On lepiej reaguje niż trener Travica, którego wszyscy szanujemy. Nie głupieje – przepraszam za takie określenie – w czasie meczów. Drużyna jest dobrze przygotowana fizycznie, ale mamy słabe przyjęcie. Tutaj będziemy się musieli zastanowić najwięcej, bo być może popełniliśmy jakieś błędy w treningu, może coś źle robiliśmy. Myślę, że rezerwy są też w naszej zagrywce i my tego nie wykorzystujemy. Np. Lucas Tichacek jak do nas przychodził, to kapitalnie zagrywał w reprezentacji Czech, natomiast u nas tego do końca nie pokazuje. Pracujemy koncepcyjnie nad nowym sezonem, ale za wcześnie na konkrety, bo ta drużyna ma dograć finał.

- Na średniej ocenie tego sezonu zaważyła postawa zespołu w Lidze Mistrzów i dość jednostronne porażki z włoskimi zespołami?
- Nasza drużyna jest bez wyrazu. Przegraliśmy w tym sezonie kilka spotkań. Mnie się podobały fragmenty spotkania z Maceratą, w którym do pewnego momentu prowadziliśmy i mieliśmy swoje szanse. Ja zaczynałem mieć wtedy taką nadzieję, że zawodnicy uwierzą w siebie. My zagraliśmy w tym roku zaledwie pojedyncze sety, które mogą nas satysfakcjonować. Nie odnotowałem takiego meczu, z którego powinniśmy być naprawdę dumni, bo my słabsze drużyny o niższych budżetach mamy pokonywać po 3-0 z dużą pewnością, a nie męczyć się. Rozumiem, że z jedną można było się rozluźnić, ale my praktycznie co mecz się męczyliśmy. My już w nowym sezonie musimy tego wymagać od siebie, żeby takich sytuacji nie było. Ta drużyna musi być tak zbudowana, żeby przez cały sezon grała na wysokim poziomie.

- Przed piątym meczem w Kędzierzynie-Koźlu będzie pan jeszcze rozmawiał z zawodnikami, żeby ich dodatkowo podbudować, bo w przeszłości w trudnych momentach ta mobilizacja i wsparcie z pana strony zwykle pomagały.
- Z Andrzejem Kowalem rozmawiam bardzo często – czy jest dobrze, czy źle. Jakaś napastliwość, czy wypominanie błędów nic nie dadzą, bo po co będziemy wywierać na zespole sztuczną presję. Ci ludzie mają marzenie, żeby wygrać. Oni dostają bonusy i mają ogromną motywację, bo chcą zwyciężać. Po tym niedzielnym meczu ta motywacja ich po prostu zabiła i ja właśnie z taką obawą szedłem na ten mecz. Oczywiście chciałem się mylić i być pozytywnie zaskoczonym. Wiadomo, że obie drużyny prezentują podobny poziom sportowy i o zwycięstwie w danym spotkaniu decydują drobne szczegóły. No cóż, widocznie nie dało się tego wygrać, ale trzeba się podnieść i grać o zwycięstwo w piątym meczu finałowym.

- Czy w przypadku gdyby nie udało się obronić mistrzowskiego tytułu, to nakłady finansowe na klub będą mniejsze?
- Nie. Jeśli mówimy o doborze zawodników, to musimy się zastanowić nad efektywnością wydawanych pieniędzy. Bo ja się cieszę, że był kazus Delecty, który pokazał, że można przy niskim budżecie zbudować drużynę, która praktycznie otarła się o mistrzostwo Polski. My się musimy nauczyć jak to robić. Nie jest sztuką wydać największe pieniądze na świecie, przywieźć tutaj 12 najdroższych zawodników i później poinformować, że się coś wygrało. Sztuką jest zwyciężyć wydając przy tym jak najmniej pieniędzy. Żeby to robić my musimy mieć lepszy klub. Ten klub zrobił niewątpliwie postęp, bo kiedyś ta oprawa spotkań była dużo gorsza. Poprawiliśmy się w sferze organizacyjnej i sportowej, począwszy od prowadzenia młodych ludzi poprzez selekcję dodatkowych zawodników, bo trzon drużyny na pewno mamy. To, że ta drużyna ma już jakąś powtarzalność, że zawodnicy coraz lepiej się znają, jest dużą zaletą. Siła Skry przez lata polegała na powtarzalności i stabilności składu. My w dalszym ciągu musimy robić retusze, bo my do tej pory jeszcze nie poczuliśmy czegoś takiego, że mamy zespół, który możemy przenieść na następny sezon. Przyczyny są różne. Był taki moment na początku, że nikt do nas nie chciał przyjść, choć byliśmy jednym z nielicznych klubów, który regularnie płacił i wywiązywał się ze wszystkich zobowiązań. Dzięki Krzyśkowi Ignaczakowi udało się ściągnąć do nas Krzyśka Gierczyńskiego, Marcina Wikę i Pawła Woickiego. To było takie przełamanie. Później swoje zrobił Ljubo Travica i wizerunek klubu był już inny. Siatkówka jest jednak skomplikowana, bo zawodnicy są w rękach agentów, którzy nimi kierują. Wiedziałem, że Bartek Kurek popełnia błąd i absolutnie nie powinien iść w kierunku rosyjskim, który jest siłowy. Grozer na pewno też nie jest zbytnio szczęśliwy, ale jest już coraz bliżej trzydziestki i po groźnej kontuzji ręki wie, że musi zarobić jak najwięcej i mieć jakieś zabezpieczenie na przyszłość. Musimy tych chłopaków rozumieć.

- Będzie pan chciał zbudować  na przyszły sezon taką drużynę, która miałaby większe szanse na sukces w Lidze Mistrzów?
- Nie jest to łatwe, bo mamy ambicjem żeby wygrywać z Lube Banca Macerata, Cuneo czy Zenitem Kazań. Zawodnicy z tamtych zespołów są jednak bardzo dobrze opłacani. Tam zarabia się nawet po 500 tys. euro za sezon. My takich pieniędzy nie damy za jednego zawodnika. Żeby z nimi wygrywać my musimy mieć niezwykle wyrównaną drużynę – czternastu gości gotowych do gry. Ja chciałem nawet w tym sezonie takiej drużyny, żeby ta druga szóstka była w stanie grać o 2-3 miejsce, a pierwsza o mistrza. Nie zrobiliśmy jednak tego. Były takie momenty, że Schöps, Achrem czy Bartman byli kontuzjowani i my nie mieliśmy jak grać. To znaczy, że popełniliśmy błędy, bo dowolna szóstka, jaka tu będzie, powinna walczyć o to mistrzostwo. Jak to się uda zrobić, to osiągniemy cel. Bez tego trzeba liczyć na szczęście. Cieszę się, że w tym roku sprawdziła się koncepcja Schöps-Bartman. Oni obaj byli nam potrzebni i świetnie się uzupełniali. Alek i Paul dają z siebie wszystko. Trener musi mieć jednak zmianę i pracujemy nad tym. Jak wygramy mistrzostwo będziemy się oczywiście cieszyć, a gdy przegramy, to będzie smutniej. Sezon oceniłem jako średni i trzeba się bardziej zastanowić nad przyszłością, żeby zbudować mocniejszą drużynę.

- Jak przeciwstawić się ofensywie transferowej Rosjan, którzy płacą ogromne pieniądze za kontrakty zawodników?
- Rosjanie płacą rzeczywiście najwięcej i wygląda to tak, że dany agent zabiera 20 najlepszych zawodników i “sprzedaje” ich w pierwszej kolejności tam, gdzie ma największą prowizję. Później zostają mu zawodnicy na Włochy i Turcję, a reszta ewentualnie na Polskę. Żeby ten układ “rozwalić”, możemy to uczynić tylko w taki sposób, że musimy wyłapywać utalentowanych Polaków i ich dobrze prowadzić. Poza tym są młodzi Słowacy, Austriacy, Hiszpanie, Niemcy, Serbowie i musimy do nich docierać; znaleźć zawodnika, który kosztuje 30, 40 czy 50 tys. euro, dać mu szansę gry w szóstce i tak zrobić z 3-4 siatkarzami, bo nigdy nie wyczujemy, który z nich się sprawdzi i czy nie “zgłupieje” przy takiej publiczności. Jeśli tego nie zrobimy, to nie da się tej zabawy ciągnąć przez cała lata, bo na końcu okaże się, że pieniądze są wydawane niewspółmiernie do tego, co my osiągnęliśmy. To jest właśnie zadanie dla klubu. To jest właśnie coś, z czego nie jestem zadowolony, bo niby jest grupa ludzi, którzy odpowiadają za szkolenie młodzieży, a gdzie jest człowiek, młody Polak, którego my poprowadziliśmy i on jest dziś przygotowany do gry w pierwszej drużynie. Robimy to już od 8 lat, a nie ma takiego zawodnika i na to musi być system. Nasz klub jest teraz związany z Metrem warszawskim i opracowuje system szkolenia młodzieży i później poprowadzenia jej. Tomek Kozłowski i Michał Gogol będą odpowiedzialni za wychwytywanie i śledzenie tych ludzi. Wiadomo, że nie możemy ich wziąć od razu do pierwszego zespołu, tylko musimy ich wypożyczać, tak jak robi to Skra, i śledzić ich kariery. Nasz klub musi funkcjonować jeszcze lepiej. Wiemy jak to robić i mamy kim, bo jestem pod wrażeniem pracy i zaangażowania Michała Gogola. Tomek Kozłowski też tym żyje, jest przygotowany merytorycznie i chce się rozwijać. Sztab szkoleniowy mamy więc na wysokim poziomie. Zawsze Andrzejowi więcej wybaczę, bo mam do niego ogromny sentyment przez to, że jest człowiekiem stąd.

- Wspomniał pan o błędach, które wynikały z budowy zespołu na ten sezon. Jakie są te największe zaniechania?
- Klub jeszcze nie wypracował systemu przygotowania trenerowi kandydatów do gry. Trener w trakcie sezonu nie może myśleć, jak będzie wyglądała drużyna w przyszłym sezonie. Klub powinien czekać z dziesięcioma kandydatami i trener ma dokonać wyboru, bo to on ma główną wizję drużyny i wie czego potrzebuje. Ten klub pod tym względem jest jeszcze słaby, bo do tej pory, nie obrażając zawodników, ale nie byliśmy zadowoleni z Mateja Cernicia, który miał przyjść i w najtrudniejszych momentach świetnie przyjmować, a różnie z tym bywało. Mieliśmy również Michała Baranowicza na rozegraniu, który się nie sprawdził, choć w tym przypadku ze względu na limity obcokrajowców zależało nam przede wszystkim na polskim rozgrywającym. Nie było tak, że chcieliśmy, żeby Redwitz odszedł, ale na przyjęciu nie było Polaków do wzięcia. W tym roku jest trochę lepiej, bo sezon trwa, a my już pracujemy nad przyszłością. Mam nadzieję, że na tym zbudujemy system. Ja się również w to zaangażowałem, ale w tej płaszczyźnie musi przede wszystkim pracować klub, bo ja się na tym nie znam. Mamy Michała Gogola i Tomka Kozłowskiego, którzy nad tym pracują. Michał Gogol jest niesamowitą postacią i ma bazę ok. 600 przeanalizowanych zawodników. Oczywiście te statystyki nie mają tylko decydować, bo na końcu tego wszystkiego jest trener i on musi dostać pełną informacje o danym człowieku. Na przyszłość poprawimy przyjęcie, a ten środek z Grześkiem i Piotrkiem mamy naprawdę ciekawy. Oczywiście to też nie jest 100-procentowa gwarancja, bo każdy zawodnik może mieć słabszy sezon, np. jak było na początku z Georgiem Grozerem.

- Nie jest pan rozczarowany tym, że Olieg Achrem, mimo dużego wsparcia ze strony klubu, nie dostał nawet szansy na to, żeby powalczyć o powołanie do gry w reprezentacji Polski?
- Nie wiem, gdzie został popełniony błąd. Być może Alek we właściwym momencie, czyli zaraz po otrzymaniu polskiego obywatelstwa, nie wyrażał głośno swojej chęci gry w polskiej drużynie, choć bardzo mu na tym zależało. Nie wiem dlaczego związek był bierny, bo to był interes polskiego związku, żeby ten chłopak mógł grać. Z całym szacunkiem dla naszej siatkówki, ale ona wcale nie jest taka wielka. Jeśli w reprezentacji nie będą grali Michał Winiarski i Bartosz Kurek, to będziemy mieli problem. Nie mamy na tylu dobrych młodych zawodników, którzy mogliby ich w przyszłości zastąpić. Przespaliśmy mocno pewien okres i jak się wszyscy nie wezmą do roboty, to tego sportu nie będzie, bo on jest w konkurencji z innymi dyscyplinami. Gdybyśmy nie byli mocno zaangażowani w siatkówkę, to ja bym postawił na piłkę ręczną, bo ona ma ogromną szansę osiągać wielkie sukcesy. W Polsce jest dobra tradycja tej dyscypliny, jest trener Wenta, do ligi wróciło kilku najlepszych chłopaków z niemieckich klubów. Na razie jest dominacja Kielc i Płocka, ale jak się zbuduje pięć – sześć mocnych drużyn, to będziemy mieli dobrą reprezentację. A proszę mi wierzyć, że pieniądze, które są w siatkówce są dużo większe niż w ręcznej. To też jest nośna dyscyplina, która gromadzi tłumy na meczach reprezentacji. Dziś wszyscy, którzy odpowiadają za siatkówkę muszą pamiętać o tym, że już nikt nie daje pieniędzy na litość. Żeby przyciągnąć sponsora, to musimy mieć poczucie, że np. miliony ludzi się tym interesują. Jeśli nie będziemy mieli silnej reprezentacji Polski, to zainteresowanie siatkówką minie. Ile osób będzie się interesowało PlusLigą – tylko ci, którzy naprawdę lubią siatkówkę. My żyjemy w czasach ogromnej konkurencji i potrzebny jest duży profesjonalizm – począwszy od związku poprzez kluby. Dużą wartością są oczywiście ludzie, którzy przychodzą na mecze, bo kibice też są sponsorem danej dyscypliny i to jest podstawowa sprawa. To, że Polska zapłaciła najdrożej na świecie za medal olimpijski świadczy tylko o tym, że u nas nie ma właściwego systemu i dobrej organizacji sportu.

Rozmawiał Rafał Myśliwiec

do “Nasza drużyna jest bez wyrazu”

  1. heh

    Przecież resovia nigdy nie była wyrazistym klubem! Nawet w tv się z niej śmieją, że przypisuje sobie inną datę powstania :)

  2. UJEK

    Panie Góral Z całym szacunkiem dla PANA . : ten Finał jest Ustawiony do Ostatniego MECZU a MECZE te USTAWINOE SĄ wczesnie są poto zebu NABIC kase ZWIĄKOWI !!!!!!!!!!!!!! I ZAWODNIKOM !!!!!! Panie GÓRAL wydaje mi sie ze pan o tym WIE !?! tYLKO PAN JELENIA UDAJE !?! cO NIE ???? ostatni mecz BEDZIE O WSZYSTKO !!!

  3. orest

    NIE SZTUKĄ JEST SOBIE KUPIĆ MISTRZOSTWO WYBIERAJĄC NAJLEPSZYCH ZAWODNIKÓW Z ROŻNYCH KLUBÓW! SZTUKA JEST WYSZKOLIĆ RZESZOWSKĄ MŁODZIEŻ I JĄ DOPROWADZIĆ DO MISTRZOSTWA!

  4. r

    Nic nowego nie powiedział, poza tym że jest przynajmniej dwukrotnie przepłacona

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.