Nasze lufy skierowane na Królewiec

Z 40. kilometrów trafia w metrowy cel, a potem ucieka z pola z prędkością 60. km/h. "Młot artylerii" jest zwinny, celny i co tu dużo mówić, drogi. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Strzelanie na obrzeżach miasta zwiastuje dobre czasy dla firmy, wokół której zostało zbudowane miasto. Biznes zbrojeniowy jest opłacalny i nawet w czasach pokoju, nie grozi mu zapaść.

Artylerzyści z 11. Mazurskiego Pułku Artylerii im. J. Bema w Węgorzewie, ćwiczą strzelanie z armatohaubic „Krab”. Rozwiązała się w ten sposób jedna z największych zagadek zbrojeniowych ostatnich lat. 155-milimetrowe lufy zostaną skierowane na wschód. Polska armia zapłaci za to sporo pieniędzy, ale utrzymanie granic w ich obecnym przebiegu, nie ma ceny. Kolejne „Kraby” pojadą prawdopodobnie na południe kraju. Następne już na inne kontynenty, bo tam są bardziej potrzebne, niż w pokojowo nastawionej Polsce.

Od kilku dni trwa ostre strzelanie na obrzeżach Stalowej Woli. To oczywisty znak, że HSW sprzedała „coś zbrojeniowego”. W tym przypadku „czymś” jest potężna armatohaubica „Krab”. Największa z dotychczas produkowanych w Stalowej Woli luf, pojedzie wkrótce na Mazury. Dokładnie do Węgorzewa przemieści się na lawetach osiem „Krabów”. W pierwszej połowie listopada zaczną służbę pod skrawkiem naszej północnej granicy z Rosją.

Ktoś rzucał kłody pod gąsienice haubicy
Osiem armatohaubic z wozami dowodzenia, amunicyjnymi i remontowym, to dopiero wstęp do kontraktu, jaki HSW podpisała z naszą armią cztery lata temu. Do Węgorzewa pojedzie jeszcze 16. „Krabów” w asyście innych wozów. Do końca 2015 r. ma tam stać – oby! – mobilny dywizjon ogniowy. Za to, co teraz pojedzie na Mazury, HSW dostanie ponad 250 mln. zł. Kwota kolejnej transakcji jest utrzymywana w tajemnicy, tak przez Inspektorat Uzbrojenia MON, jak i samą HSW.

„Kraby”, które były w pierwotnej wersji pomysłem brytyjskich konstruktorów, miały wejść na wyposażenie naszego wojska jeszcze za czasów rządu Jerzego Buzka. Komuś to przeszkadzało i wyskoczyła afera z wiceministrem Romualdem Szeremietiewem, który miał lobbować za HSW. Kontrakt został zamrożony, Huta straciła pieniądze wyłożone na prace wdrożeniowe, a po latach afera okazała się fikcją. „Młot artylerii”, jak nazywana jest najnowocześniejsza dziś armatohaubica, wrócił do łask pod koniec ostatniej dekady, kiedy to Unia i NATO zaczęły wskazywać luki w naszej obronie. Znalazły się pieniądze na przeprojektowanie kilkudziesięciotonowego monstrum i wyposażenie go w nowoczesne systemy celowania. Dziś widok „Kraba” zapiera dech artylerzystom z wielu armii, ale najpierw musi go sprawdzić nasze wojsko. Broń Boże w akcjach bojowych, ale takich, jak od kilkunastu dni, ćwiczy to na poligonie HSW blisko setka artylerzystów z Węgorzewa.

„Krab” sprzedaje się na pniu
Produkcja kolejnych 16. „Krabów” zajmie stalowowolskim zbrojeniowcom dwa następne lata i będzie to jak najbardziej opłacalny interes. Huta ma przed sobą „złote lata”, bo ma pieniądze na rozwój projektów i zamówienia. Za „Krabem” na pole walki pojadą chociażby moździerze „Rak”. HSW sprzedała Chińczykom część cywilną firmy i stąd ma pieniądze na rozwój części zbrojeniowej, a wiadomo, że ta jest bardziej opłacalna. Gdy skończą się zamówienia dla rodzimego wojska, „Kraby” pojadą na eksport, chociażby do Indii lub Pakistanu. Póki co, część z nich trafi jeszcze do naszych pułków artylerii, 23. śląskiego i 5. lubuskiego. Lufa, która z odległości 40 km. trafia w metrowy cel, potrzebna jest jak widać nie tylko przy wschodniej granicy.

Jerzy Mielniczuk

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.