Nie będzie zmian cen biletów

- Jeśli cokolwiek w tej propozycji zmian cen biletów jest złego, jutro składam rezygnację - na sesji bronił nowego cennika Antoni Sokołowski, dyrektor ZMKS. "Cokolwiek złego" radni nie znaleźli, ale cennika nie przyjęli. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Dla płacącego za bilet każda jego cena będzie za wysoka. Radni próbowali ceny biletów zróżnicować i dać większe ulgi stalowowolanom, ale jak zwykle nic z tego nie wyszło.

Przynajmniej przez wakacje obowiązywać będą dotychczasowe ceny biletów w autobusach Zakładu Miejskiej Komunikacji Samochodowej. Miały być niższe ceny dla uczniów, honorowi dawcy krwi mieli jeździć dalej i taniej, a wyszedł bałagan na sesji i pustka w kieszeni ZMKS. Kłótnia w samorządzie o ceny biletów trwa już pół roku i oby nie były prorocze słowa przewodniczącego Rady Miejskiej. – Jeżeli uchwałę o cenach biletów będziemy nadal podejmować w takim tempie jak dotychczas, to ZMKS padnie i miasto będzie musiało poszukać nowego przewoźnika – rzekł Antoni Kłosowski.

Obowiązujący cennik biletów ZMKS jest najbardziej wygodny dla kontrolerów. Jego zagmatwanie tylko wydłuża kolejki do dyrektora ZMKS pasażerów z podaniami o anulowanie lub rozłożenie na raty kar nałożonych przez „kanarów”. Uproszczenie cennika jest konieczne tak samo, jak rozsądne podniesienie cen biletów, bo Zakład nie będzie w nieskończoność dostawał milionów od radnych na załatanie dziur.

Stalowa Wola dopłaca do biletów sąsiadów
Bilet podstawowy w stalowowolskich „czerwonych” kosztuje teraz 2,2 zł. Po podwyżce miał kosztować 2,4 zł. Wyjazd poza miasto to dalej miało być 3 zł, studenci i uczniowie płaciliby 1,2 zł, czyli jak dotychczas. Miały być jednak wprowadzone preferencje dla niektórych grup pasażerów. M.in. dla honorowych dawców krwi, którzy oddali co najmniej 18 litrów cennego płynu, ale wyłącznie dla dawców ze Stalowej Woli. Teraz za darmo mogą jeździć autobusami po Stalowej Woli, a gdyby nowy cennik wszedł, jeździliby gdzie tylko autobusy ZMKS docierają, nie martwiąc się o bilet.

Cennik nie wszedł, bo radni – przynajmniej w połowie – go nie rozumieli. Nie rozumieli m.in. tego, że samorząd Stalowej Woli co roku dopłaca do działalności ZMKS, a obywatele gmin ościennych jeżdżą stalowowolskimi autobusami do woli, gdy ich władze nie dodają do kasy przewoźnika ani złotówki. – Mieszkańcy Stalowej Woli zasługują na większe preferencje cenowe, niż nasi sąsiedzi. Ten cennik jest niesprawiedliwy dla stalowowolan – wywołał burzę radny Lucjusz Nadbereżny. Dyrektor ZMKS miał w zapasie kilka wariantów nowego cennika, ale żaden nie przewidywał geograficznego zróżnicowania pasażerów. Dowodził, że takie cenniki, jak ten proponowany przez ZMKS, obowiązują w większości zakładów zrzeszonych w Izbie Gospodarczej Komunikacji Miejskiej. Nie pomogło. – Nie jestem w stanie tego pojąć – zakończył dyskusję szef Rady Miejskiej.

Ciężkie czasy dla przewoźnika
W ostatni czwartek czerwca będzie następna sesja, ale nie ma prawie żadnych szans, by ZMKS przygotował nowy cennik biletów, który satysfakcjonowałby większość radnych. Może uda się wprowadzić go na którąś z wakacyjnych sesji, a to i tak oznaczałoby, że nowe ceny zaczną obowiązywać najwcześniej we wrześniu. To może być decydujący miesiąc dla bytu ZMKS.

Jego dyrektor podczas sesji na której ustalany był obowiązujący cennik biletów powiedział, że przy tak niskich cenach biletów i rosnących cenach paliwa, Zakład może dotrwa do września. Na ten rok miasto dołożyło do działalności ZMKS 3,6 mln. zł. To na pewno nie wystarczy. Wkrótce trzeba będzie dołożyć więcej, albo firmę sprywatyzować, za czym już opowiada się część samorządu.

Jerzy Mielniczuk

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.