Nie boimy się nikogo

Aleksander Śliwka. Fot. Maciej Goclon

SIATKÓWKA. Rozmowa z Aleksandrem Śliwką, przyjmujący reprezentacji Polski, były zawodnikiem Asseco Resovii.

– Zakończyło się zgrupowanie reprezentacji w Arłamowie, który tak do końca nie był panu obcy?

– No tak, byłem tu już dwa razy reprezentując Asseco Resovię. Raz pamiętam, że było to przed Final Four Ligi Mistrzów i mieliśmy wtedy taki krótki obóz. Od samego początku nie miałem więc problemu z poruszaniem się i nie gubiłem się w ośrodku.

– Przygotowania w Arłamowie chyba odbiegały nieco od tych w dobrze wam znanej Spale?

– Każde przygotowania do po-szczególnych turniejów na pewno się różnią. Po kwalifikacjach dostaliśmy trochę więcej wolnego czasu niż inne reprezentacje. Na przygotowania do mistrzostw Europy mieliśmy dwa tygodnie. Jesteśmy dobrej myśli. Pierwsze trzy dni na „plaży” były bardzo ciężkie, ale później już weszliśmy do hali. Z każdym dniem rośliśmy w siłę i nabieraliśmy formy, która ma przyjść dopiero na mistrzostwa, i niekoniecznie na I rundę, ale na te kolejne decydujące spotkania.

– Jak pan wspomniał, granie w siatkówkę plażową nie było wcale takie przyjemne, jakby myśleli obserwujący was z boku kibice…

– Piach kojarzy się pewnie z wakacjami i jest przyjemny, jak się jedzie nad morze poleżeć itd. Jeśli jednak chodzi o granie na piasku, to jest to troszkę inny sport. Zupełnie inne jest poruszanie na piasku i daje to w kość. Zmęczenie fizyczne po takim graniu, jeszcze do tego w słońcu, jest większe. Te trzy pierwsze dni na piachu były naprawdę dużym wyzwaniem i bardzo ciężką pracą, choć pewnie ktoś z boku mógłby pomyśleć, że było to wakacyjne granie. Zresztą widać było po treningach, jak wyglądaliśmy. Tak to już jednak jest, że trzeba się mocno przygotować, a potem wszyscy widzą efekty końcowe, czyli jak gramy w meczach, a ciężka praca wykonywana wcześniej jest elementem bardzo potrzebnym do dojścia do wysokiej formy.

– Wspominał pan o krótkim czasie na odpoczynek. Jak spędził okres wakacyjny Aleksander Śliwka?

– Nigdzie nie wyjeżdżałem. Bardziej odwiedzałem rodzinę, spędzałem czas z dziewczyną i poodwiedzałem znajomych. Można powiedzieć, że trochę nadrobiłem zaległości i spotkałem się z tymi, których nie mogę widzieć w trakcie sezonu.

– Czy po tych kwalifikacjach, które były głównym celem sezonu, jest większy spokój w kadrze na kolejne turnieje ME i PŚ

– Na pewno jeśli chodzi o turniej olimpijski, to spokój jest dużo większy. Myślę, że na kwalifikacjach został przez nas wykonany ważny krok. Awansowaliśmy na igrzyska po trzech spotkaniach. Pamiętamy, że poprzednie eliminacje do Rio były bardzo trudne, bo wiązały się z jeżdżeniem po wielu kontynentach i rozegraniem po-nad 20 spotkań, żeby tam się dostać. Myślę, że mamy komfort, żeby tym razem w spokoju przygotowywać się do turnieje olimpijskiego. Inne reprezentacja europejskie będą musiały grać w bardzo trudnym styczniowym turnieju. Myślę, że będzie tam bardzo dużo emocji, stresu, a przecież jest już tylko jeden bilet dla Europy do Tokio. Cieszymy się bardzo z tego awansu, ale teraz naszym celem są mistrzostwa Europy.

– Patrząc na waszą drabinkę w mistrzostwach Starego Kontynentu, wydaje się, że droga do półfinału stoi otworem…

– Oczywiście chcielibyśmy zajść w tym turnieju bardzo wysoko. W końcu mamy duże ambicje i nikogo się nie boimy. W tej I fazie kluczowe będzie utrzymanie koncentracji, aby wygrywać mecze, bo myślę, że jesteśmy w stanie to zrobić. Potem zobaczymy, kto z jakich miejsc awansuje dalej i jak ułoży się dalsza faza mistrzostw. Mam nadzieję, że będziemy w czubie i po-walczymy o medale.

– Aleksander Śliwka nie grał jeszcze na mistrzostwach Europy, a po przyjściu Wilfredo Leona konkurencja na przyjęciu jest spora. Jest was pięciu, a najprawdopodobniej pojedzie tylko czterech…

– Bardzo bym chciał pojechać na Euro, ale rywalizacja o miejsce w kadrze jest duża. Nawet nie wiemy, z jakiej pozycji ktoś będzie musiał pojechać do domu. Trenujemy, przygotowujemy się wszyscy i razem odnosi-my sukcesy czy przegrywamy. Jak najbardziej chciałbym być częścią drużyny, zdobywać medale i osiągać sukcesy z reprezentacją Polski.

– W trzech poprzednich mistrzostwach Europy reprezentacja Polski nie potrafiła dostać się do strefy medalowej…

– Mistrzostwa Europy są trudnym turniejem, bo mamy na kontynencie bardzo wiele reprezentacji światowego topu. Nie jest powiedziane, że my od razu zdobędziemy medal czy wygra-my ten turniej. Trzeba być w wysokiej formie, grać dobrą siatkówkę i czekać, co się wydarzy. Patrząc na ostatnie ME, to reprezentacji nie poszło w nich dobrze, ale są też jasne akcenty z niedalekiej przeszłości, jak zło-to w 2009 roku czy brąz w 2011 i chcielibyśmy na-wiązać do tych sukcesów.

– Po roku pracy z trenerem Vitalem Heynenem czy może pan powiedzieć, że Belg jest jeszcze w stanie czymś was zaskoczyć?

– Na pewno lepiej się znamy, ale w dalszym ciągu trener wprowadza pewne modyfikacje, nowe rzeczy. On też ma głowę pełną pomysłów i ciężko jest wiedzieć, o czym on myśli. On zawsze jest krok przed nami i myśli, jak będzie wyglądał nie tylko kolejny dzień, ale następny tydzień czy dwa. Ma plan na turniej, kto i gdzie będzie grał. W jego głowie jest wiele rozwiązań i pomysłów, więc jest w stanie cały czas nas zaskakiwać.

– Po mistrzostwach Europy zaraz zaczyna się w Japonii Puchar Świata. Czy poleci pan z kadrą do Azji?

– Jestem w szerokiej kadrze 25 za-wodników, z których trener będzie wybierał. Nie wiem, jak to dokładnie będzie rozegrane, jaka to będzie drużyna i ilu będzie liczyć zawodników. Natomiast wszędzie, gdzie jedziemy, to chcemy osiągać najwyższe cele i nie inaczej będzie na Pucharze Świata w Japonii.

– W Chinach trwają mistrzostwa świata koszykarzy. W kadrze nie brakuje fanów basketu z panem na czele i pewnie kibicujecie biało-czerwonym, którzy radzą sobie bardzo dobrze…

– Śledziłem poczynania reprezentacji Polski już w eliminacjach do MŚ. Oczywiście, że kibicujemy chłopakom, oglądamy spotkania i trzymamy za nich kciuki. Jest szansa, żeby ugrać coś fajnego i aby spełnili swoje marzenia, bo dawno nie było drużyny na MŚ, a tym bardziej jest szansa, żeby zrobić dobry wynik. Interesuję się NBA i wiem, jak wielu zawodników zrezygnowało z gry w reprezentacji USA na MŚ, więc ta drużyna już nie jest taka nietykalna. W innych zespołach też brakuje kilku czołowych postaci. My-ślę, że Polacy mogą namieszać w tym turnieju, choć nie jestem aż takim wielkim ekspertem koszykówki międzynarodowej, tylko bardziej może tej spod znaku NBA, a w niej ciężko będzie wytypować takiego zdecydowanego faworyta i dlatego zapowiada się bardzo ciekawy sezon. W poprzednich jednak można było z większym prawdopodobieństwem wytypować chociażby finalistów, czyli takich zdecydowanych faworytów, którymi byli choćby Golden State Warriors. W tej chwili mamy naprawdę wiele zespołów, które mogą aspirować do mistrzowskiego tytułu i ciężko przewidzieć końcowe wyniki.

Rozmawiał Rafał Myśliwiec

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o