- Nie chcemy drugiego masztu!

Stanisław Miazga stoi na miedzy oddzielającej jego działkę od miejsca, gdzie ma stanąć maszt. - Jak mam budować dom w takim sąsiedztwie? – pyta.

KOSINA. Kolejna w gminie wojna o nadajnik Playa. Mieszkańcy znowu czują, że władza nie stoi po ich stronie.

Kosinianie boją się skutków mieszkania pomiędzy nadajnikami dwóch operatorów. – Jeden wystarczy – mówią. – To jest naukowo dowiedzione, że promieniowanie z dwóch się kumuluje. – Co na to wójt? Boi się kar od Playa i mówi, że mimo protestów, wyda decyzję pozytywną.

Sprawa zaczęła się wiosną 2010 roku – mówi Stanisław Miazga, jeden z sąsiadów działki, na której ma stanąć nadajnik. – Oczywiście, dowiedzieliśmy się o wszystkim przypadkiem. To jest ładne miejsce, my tam sobie z sąsiadami szykujemy działki budowlane, a ten maszt wszystko nam zepsuje. Przez niego działki stracą nawet 70% swojej wartości i w ogóle nie będzie sensu się tam budować. No bo kto by chciał mieszkać koło czegoś takiego? – pyta rozgoryczony Miazga.

Na co nam drugi maszt?

– To jest zupełnie niepotrzebne – mówi Wiesław Bałda, który ma już blisko domu maszt T-Mobile. – Jeden nadajnik w sąsiedztwie mamy, po co nam drugi, kilkaset metrów dalej? Po co nam wójt załatwia coś takiego? Niechby lepiej drogę załatwił, na którą już tyle lat czekamy.
– Niech się z tym odsuną, choćby 500 metrów – mówi Józef Machniak, który też ma być sąsiadem nowego masztu. – Niech się odsuną w takie miejsce, gdzie nikt nie zamierza domu stawiać. To przecież nie jest tak, że ktoś tu jest całkiem przeciwny budowie takiego nadajnika – dodaje. – Każdy ma komórkę, każdy chce mieć zasięg, ale dlaczego to ma się odbywać naszym kosztem? Wójt przecież jest od tego, żeby dbać o interesy mieszkańców, a nie biznesmenów z branży telekomunikacyjnej. Czy on tego nie rozumie? Czy nie rozumie, dlaczego protestujemy?

Gminny punkt widzenia

Gmina tłumaczy się podobnie jak w sprawie nadajnika, który ma powstać w Soninie.  – Przepisy mówią, że to jest nieszkodliwe. Ta inwestycja nie jest zaliczana do przedsięwzięć mogących znacząco wpływać na środowisko – stwierdza Zbigniew Łoza, wójt gminy. – 23 osoby protestują, na swoją prośbę zostały przez nas zaliczone do stron postępowania, ale my i tak wydamy decyzję pozytywną. Nie możemy inaczej. Musimy działać zgodnie z prawem. Play już nas straszy karami za opóźnienia. Tu nie ma żartów – stwierdza Łoza.

To nie jest nasz wójt

- Będziemy skarżyć się do skutku, walczyć aż do zwycięstwa – mówi Stanisław Miazga. – Już jedna decyzję zaskarżyliśmy i Samorządowe Kolegium Odwoławcze kazało gminie ponownie rozpatrzeć sprawę. Jak będzie trzeba, to z kolejnymi decyzjami zrobimy to samo. Mamy pełnomocnika, który nam pomoże – dodaje. – Ale to nie jest dobrze, że władza nie stoi po naszej stronie. Jako mieszkańcy Kosiny zupełnie nie widzimy u wójta zainteresowania sprawami naszej miejscowości. Sami musimy walczyć o swoje. Nie czujemy, żeby to był nasz wójt.

Maciej Nycz

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.