Nie chowam głowy w piasek

Robert Tunkiewicz jest wychowankiem maleńkiego klubu Tempo 25 Olsztyn, skąd przeniósł się do Warmii. Od 2009 roku bronił barw Stomilu. Resovia to jego pierwszy klub spoza Olsztyna. – Przyjazd do Rzeszowa to dla mnie spore wydarzenie – przyznał w rozmowie z Super Nowościami nowy pomocnik “pasiaków”. Fot. Wit Hadło

II LIGA. Nowy pomocnik Resovii ROBERT TUNKIEWICZ o debiucie na boisku przy ul. Wyspiańskiego w Rzeszowie, czarnej robocie i pierwszej przeprowadzce w życiu.

23-letni zawodnik rozstał się ze Stomilem Olsztyn i przynajmniej do czerwca będzie graczem Resovii. Pensje płacić mu będzie prywatna osoba.

- Dlaczego Resovia?
- Bo to dobry zespół, z aspiracjami na awans. Muszę przyznać, że jestem pozytywnie zaskoczony atmosferą w szatni, zawodnikami, którzy mają charakter i dzielnie znoszą finansowe kłopoty klubu.

- Na boisku Resovii debiutował pan w drugiej lidze w 2009 roku. Pamięta pan tamto spotkanie?
- Jakby to było wczoraj. Duża ulewa, sporo walki. Nie miałem wtedy odpowiednich butów, grałem w “lankach” i nasz bramkarz chciał mnie z tego powodu udusić. Skończyło się remisem 0-0, byliśmy z tego wyniku zadowoleni.

- Daleko pana rzuciło. Nie było szans, by zagrać bliżej domu?
- Miałem propozycję z tej samej ligi, ale drużyna nie miała szans walczyć o to co Resovia. Dlatego postanowiłem zaryzykować i przyjechać na drugi koniec Polski.

- Przez 3,5 roku grał pan w Stomilu, awansował z tą drużyną na zaplecze ekstraklasy. Rozwiązał pan kontrakt, bo pokłócił się z trenerem Zbigniewem Kaczmarkiem?
- Trener często miał do mnie pretensje, m.in. o to, że gram do tyłu. Ale nie chciałem się kłócić, uznałem, że nie warto się męczyć i postanowiłem rozwiązać umowę. Stomil to bardzo medialny klub, takie historie wpływają często na życie prywatne. A ja chciałem mieć spokój.

- Był pan jednym z najbardziej krytykowanych piłkarzy Stomilu. Z czego to wynikało?
- Wykonywałem dużo czarnej roboty, takiej, której przeciętny kibic raczej nie zauważy. Na pewno zabrakło mi trochę umiejętności, zdrowia i doświadczenia, bo pierwsza liga jednak różni się od drugiej. Ale nie było tak źle jak to niektórzy przedstawiają.

- Słyszałem, że na krytykę się pan nie obraża, że dzielnie przyjmuje pan wszystko na klatę, nie ucieka od dziennikarzy. Jeśli to prawda, to szacunek.
- Nie chowam głowy w piasek. A dziennikarzy się nie boję. Mam swoje zdanie i potrafię je bronić.

- Dość regularnie grał pan w I lidze, ale bramki nie udało się zdobyć. Niepokojąca statystyka jak na środkowego, ofensywnego pomocnika.
- W Stomilu graliśmy trzema zawodnikami w środku, podział ról nie był dokładnie rozpisany, ale ja miałem sporo zadań defensywnych. Od zdobywania goli byli inni. Z drugiej strony, gdyby koledzy skorzystali z moich podań, kończyłbym rundę z 6-7 asystami.

- W Resovii ma pan być klasyczną “10”. Będzie pan ustawiany tuż za napastnikiem.
- Bardzo się z tego cieszę, to oznacza zrobienie kroku w przód. Muszę jednak niżej schodzić po piłkę, a przede wszystkim dojść do formy fizycznej. Jest nad czym pracować.

- No i musi się pan wkomponować w środowisko. Do tej pory nie wystawiał pan nosa poza Olsztyn.
- Nie obawiam się tego. Jestem otwarty, nie mam problemu ze znalezieniem się w grupie. Przyjazd do Rzeszowa to dla mnie wyzwanie. Jestem podekscytowany tą całą sytuacją.

- Liczy się tylko piłka, czy znajduje pan czas na inne zajęcia?
- Mam w Olsztynie przyjaciół-raperów z grupy Freshigh. Są nieźli, zagrali już kilka koncertów. Ja muzyki nie tworzę, ale ponoć mam smykałkę do rysunku, więc zaprojektowałem logo zespołu.

Rozmawiał TOMASZ SZELIGA

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.