Nie daj się naciągnąć na podpisy

STALOWA WOLA. Sztabowcy komitetów wyborczych werbują ludzi do „czarnej roboty” obietnicami pracy w komisjach wyborczych. Zwerbowani bardzo często i nieświadomie łamią prawo.

W teren ruszyli ostatni zbieracze podpisów poparcia dla kandydatów na posłów. W większości są to listy anonimowe, tylko z nazwą komitetu wyborczego. Tymczasem wyborca powinien wiedzieć kogo popiera. Dlatego zbieracz podpisów powinien mieć ze sobą listę kandydatów, ale rzadko tak bywa.

Każda nowelizacja prawa wyborczego, pociąga za sobą jego „falandyzację”. Tak jest w przypadku list poparcia dla kandydatów na posłów. Składając podpis pod taką listę, popieramy konkretnych kandydatów, a nie komitet.

Obiecują gruszki na wierzbie za „czarną robotę”
Tegoroczną nowością na wyborczym rynku, jest zbieranie podpisów przez kandydatów na członków komisji wyborczych. Komitety wyborcze kuszą ludzi obietnicą zarobku w komisji, czyli ok. 150 zł za wyborczą niedzielę. Nie mówią, że zazwyczaj członkowie komisji wyborczych są losowani i nie każdy ze zgłoszonych dostanie pracę. Dają jednak propozycję nie do odrzucenia, czyli zebranie określonej liczby podpisów pod listą komitetu. Człowiek, który najczęściej nie jest związany z komitetem wyborczym, wykonuje za niego czarną robotę. Sęk w tym, żeby wykonywał ją sumiennie, a to znaczy, że musi mieć przy sobie listę kandydatów danego ugrupowania. Gdy jej nie ma, zbiera podpisy „w ciemno”, a to jest zabronione.

- Kilka dni temu Państwowa Komisja Wyborcza wyjaśniała tę sprawę – usłyszeliśmy w Okręgowej Komisji Wyborczej w Krośnie. – Na liście poparcia, nie jest wymagane umieszczanie nazwisk kandydatów na posłów. Wystarczy nazwa komitetu wyborczego i numer okręgu. Jednakże na prośbę składającego podpis, osoba przedstawiająca listę do podpisu, musi pokazać wykaz nazwisk osób startujących do Sejmu z tej listy i tego okręgu.

Chcesz pracować, zbierać nie musisz
Czy podpisy złożone pod „anonimową” listą są nieważne? Tego PKW jeszcze nie rozstrzygnęła i prawdopodobnie do wyborów tego nie zrobi. Zresztą prawnicy spierają się co do tego, czy to PKW powinna prawo wyborcze interpretować. Pewne jest natomiast jedno, że osoby, które chcą pracować w komisjach wyborczych, nie muszą zbierać żadnych podpisów. To wymysł sztabów wyborczych, który graniczy z handlowaniem podpisami. Gdy ktoś uzależni wystawienie danej osoby do pracy w komisji wyborczej od zebrania określonej liczby podpisów, wystarczy o tym zawiadomić najbliższą delegaturę PKW lub policję.

Jerzy Mielniczuk

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.