Nie dojechała do domu

- Maszynista prowadzący skład był trzeźwy. Pociąg z daleka był widoczny, a mimo to doszło do tragedii. Fot. Policja

BOJANÓW, STALOWA WOLA. Ciężki pociąg towarowy jechał niezbyt szybko i być może to osłabiło czujność kobiety, która w piątkowy poranek wracała z pracy.

Na przejeździe kolejowym, gdzie tzw. szeroki tor przecina drogę z Bojanowa do Korabiny, w piątek doszło do tragicznego wypadku. Daewoo tico wjechało pod pociąg towarowy. Zderzenia nie przeżyła 54-letnia kierująca samochodem. Przerwa w ruchu drogowym trwała ponad trzy godziny; w ruchu kolejowym dwa razy dłużej.

Wschodziło dopiero słońce, gdy przez Bojanów mknęły na syrenach samochody ratownicze. Niektórych wcześniej zbudził trzask i zgrzyt trących o tory kół pociągu. To był bardzo długi skład. Dwie lokomotywy ciągnęły kilkadziesiąt wagonów. Auto po uderzeniu było pchane po szynach jeszcze kilkaset metrów, nim pociąg się zatrzymał.

Nie było śladów hamowania
Do tej pory znający ten przejazd kolejowy zachodzą w głowę, jak mogło dojść do wypadku. Skrzyżowanie traktu samochodowego z kolejowym widać z daleka i jest ono właściwie oznakowane, co zresztą potwierdzili sprowadzeni na miejsce wypadku drogowcy. Do tego pociągi kursujące po szerokim torze jadą niezbyt szybko. Na pewno nie na tyle szybko, by zaskoczyć na przejeździe kierowcę, nawet początkującego. W grę nie może też wchodzić oślepienie przez poranne słońce, bo kilka minut po godz. 6, kiedy doszło do wypadku, nad Bojanowem było lekkie zachmurzenie. Można za to mówić o zmęczeniu kierowcy.

Mieszkanka pow. kolbuszowskiego wracała do domu po nocnej zmianie. Pracowała w jednej ze stalowowolskich piekarni. Doskonale znała drogę, więc prawdopodobnie wydawało jej się, że zdąży przejechać przed sunącym po torach długim pociągiem. Przed przejazdem nie było widać śladów hamowania. Auto zostało uderzone centralnie w bok. Kobieta jeszcze dawała oznaki życia, gdy przyjechali ratownicy. Zmarła w trakcie reanimacji. Ruch drogowy został przywrócony dopiero przed godz. 10. Kolejowy dwie godziny później, bo w pobliżu nie ma tzw. mijanki.

Jeszcze się nie skończył, a już najtragiczniejszy
Choć jeszcze się nie skończył, będzie to najtragiczniejszy rok na liniach kolejowych pow. stalowowolskiego. 54-latka jest czwartą ofiarą śmiertelną. W czerwcu, prawie w identycznych warunkach, pod pociąg jadący torem ze Stalowej Woli do Sandomierza, samochodem wjechała młoda kobieta, która chciała dojechać do pracy w Stalowej Woli. W sierpniu były aż dwa wypadki śmiertelne. Tragiczny bilans mógł powiększyć pewien stalowolanin, który w maju przechodząc przez dziurę w płocie, wszedł wprost pod pociąg. Doznał tylko obrażeń, które wyleczył w szpitalu. Wypadki na Linii Hutniczej Szerokotorowej, są bardzo rzadkie. W III RP, na podkarpackim odcinku szerokiego toru, wypadku nie było.

Jerzy Mielniczuk

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.