Nie jestem grzecznym chłopcem

Fot. Wit Hadło

III LIGA. Kamil Walaszczyk o konflikcie z trenerem Mirosławem Kalitą i planach na najbliższe pół roku.

- Niektórym trenerom nie podoba się, że zawsze mówię, co myślę. Nie zmienię się jednak, taki mam charakter – opowiada KAMIL WALASZCZYK, który rozwiązał kontrakt ze Stalą Stalowa Wola i przeniósł się do Partyzanta Targowiska.

- Dlaczego przestał Pan być piłkarzem Stali Stalowa Wola?
- Nie po drodze było mi z panem trenerem Kalitą.

- Słyszałem, że w szatni, publicznie, podważał Pan autorytet trenera.
- Opowiadanie, że poszło o kasę, bo dopominałem się zaległych pieniędzy to taka sama bajka jak to, iż pan Kalita wyrzucił mnie z drużyny. Sam się wypisałem, bo nie widziałem możliwości dalszej współpracy. Obowiązywał mnie jeszcze półtoraroczny kontrakt, prezesi prosili, żebym się zastanowił, ale uznałem, że to nie ma sensu.

- W futbolu takie historie się zdarzają, ale ludzie jakoś się z sobą dogadują.
- Nie będę szedł na kompromis z kimś, kto w cztery oczy mówi coś innego, niż w prasie.

- Wkurzył się Pan, gdy okazało się, iż przegrał w głosowaniu na kapitana drużyny?
- Słucham? Głowa mi już pęka od tych bzdur. Kopię piłkę nie od dziś, to chyba żaden powód, by wszczynać awantury?

- Czyli w tej całej historii jest Pan ofiarą?
- Nie zamierzam się kreować na skrzywdzonego. Pan Kalita lubi grzecznych chłopców, ja natomiast mówię, co myślę. Na tym polu bardzo się różnimy. Dziwi mnie tylko, że jak był trenerem Partyzanta Targowiska, to wydzwaniał do mnie sto pięćdziesiąt razy dziennie, namawiając na kontrakt.

- Zatem nie ma Pan sobie nic do zarzucenia?
- Mam czyste sumienie i spokojnie mogę spojrzeć w lustro.

- Kilku zawodników Stali zdumionych było jednak pańską postawą. Po co mu to było – mówili – przecież zarabiał najlepiej w zespole, gdy był zdrowy, miał pewne miejsce w składzie.
- Doprawdy? A skąd wiedzieli, ile zarabiam?

- Piłkarze chyba takie rzeczy wiedzą. A przynajmniej domyślają się.
- Nie zawsze chodzi o kasę. Nie mogłem pozostać obojętny wobec zarzutów o rzekomym psuciu atmosfery w szatni.

- “Stalówka”, już bez Pana, wygrała z wiceliderem Stomilem Olsztyn. Być może w Stalowej Woli nikt nie będzie płakał po Kamilu Walaszczyku.
- Śledziłem wynik, chłopaki dzwonili po meczu i opowiadali jak to wyglądało. Bez względu na to, co się stało, trzymam kciuki za drużynę. Mam nadzieję, że odpali i namiesza w czołówce.

- Teraz będzie Pan grał w Partyzancie. Zamienił Pan drugą ligę na trzecią, czyli uczynił krok w tył.
- Do końca sezonu zostało kilkanaście spotkań, w dwa miesiące nie stracę formy. Poza tym, Partyzant to jeden z najmocniejszych zespołów trzeciej ligi, pewnie poradziłby sobie z wieloma drugoligowcami. Klub walczy o awans, co mi odpowiada, bo lubię, gdy cele są jasno określone.

- Złośliwi już mówią, że trener Piotr Kot powinien się bać, bo będzie Pan chciał rządzić w zespole.
- (śmiech). I co mam powiedzieć? Nie przyszedłem do Targowisk przekoczować, tylko grać. Chcę pomóc drużynie. Koniec kropka.

- Na pewno odpocznie Pan od kibiców. W Resovii czy Stalowej Woli piłkarze poddawani są presji. W Targowiskach prawie ich nie ma.
- Nie ma dopingu, ale ludzie na mecze chodzą. Choć ja bardzo lubię grać przy żywiołowo reagującej publiczności.

Rozmawiał Tomasz Szeliga

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.