Nie kłamię i nie obrażam

Fot. Wit Hadło

II LIGA. MATEUSZ KANTOR ze Stali Stalowa Wola o tym, dlaczego nie chce się zgodzić na zamrożenie pensji, niesprawiedliwej krytyce i że siedzenie jak mysz pod miotłą to nie w jego stylu.

Po nieudanej rundzie szefowie Stali zmienili trenerowi i piłkarzom warunki umów o pracę. Nie wszyscy zdecydowali się je przyjąć.

- W środę znów spotykacie się z działaczami. Zgodzicie się na propozycję zamrożenia pensji?
- Ja na tak dużą obniżkę na pewno się nie zgodzę. Znalazłem się w grupie osób, które stracą najwięcej, ponad ogłaszane wszem i wobec 40 procent. Moim skromnym zdaniem na takie traktowanie nie zasłużyłem. Nieźle wykonywałem swoje obowiązki, zaliczyłem całkiem udaną rundę, nie opuszczałem zajęć, na boisku dawałem z siebie wszystko.

- Na jaką obniżkę przystałby pan? 10, 20 procent?
- Nie chce rozmawiać o kwotach, to jest kwestia dogadania się, ale dziś nie ma tematu. Warunków działaczy nie przyjmuję. Przychodząc do Stali umawiałem się na określone pieniądze i gdybym wiedział, że kilka miesięcy później szefowie klubu nie będą chcieli respektować kontraktu, pewnie bym się na Stalową Wolę nie zdecydował. Tym bardziej, iż miałem inne propozycje. Jeśli działacze mnie nie chcą, niech rozwiążą kontrakt albo niech dadzą mi szansę w drugiej rundzie. Proste.

- Drugiej szansy może nie być, bo działacze twardo stoją na stanowisku, że piłkarze, którzy nowych warunków pracy nie przyjmą, nie mają w Stali czego szukać. Rynek łatwy nie jest, może więc lepiej zgiąć kark i pójść na ustępstwa?
- Nie boję się. Mam trzy konkretne oferty, tylko, że nie chcę uciekać ze Stali, nie umywam rąk. To nie w moim stylu. Wciąż pragnę pomóc drużynie, ale na dotychczasowych warunkach. Pomysł działaczy nie jest chyba sprawiedliwy. Zimą do kadry dołączą nowi gracze, którzy – jak sądzę – będą normalnie pobierać pieniądze.

- Działacze powtarzają: nie zabieramy tylko wstrzymujemy wypłaty. Po wykonaniu zadania drużyna odzyska kasę, co do grosza.
- Tylko, że do czerwca trzeba będzie żyć za dużo mniejsze pieniądze. Niektórzy mają rodziny na utrzymaniu, to nie jest łatwa sytuacja. Ja mieszkam z rodzicami, ale mam przecież swoje życie i potrzeby, codziennie dojeżdżam z Dębicy do Stalowej Woli.

- Mało osób wam współczuje. Dominują komentarze: marne grajki sami są sobie winni.
- Dla tych, którzy krytykują, byłoby najlepiej gdybyśmy grali za darmo. Trudno im zrozumieć, że to nie tylko miłość do futbolu, ale też nasze źródło utrzymania. Zawód jak każdy inny. Wbrew pozorom niełatwy. Zapraszam tych wszystkich “specjalistów” znad komputera na boisko. Niech wyleją trochę potu, a potem się wypowiadają.

- Piłkarze w II lidze są przepłacani?
- Na pewno nie w podkarpackich klubach. Ale tu chodzi o coś innego. Skoro ktoś proponuje ci duże pieniądze, to nie odmawiasz. Dają, to bierz.

- Dla pana to nowa sytuacja. W Górniku Zabrze czy Kolejarzu Stróże takich historii pan nie przerabiał.
- Tam nikt nie ingerował w kontrakt, to była świętość. Umowę można zmienić jedynie za porozumieniem stron.

- Zawsze był pan niepokorny, otwarcie mówił o trudnych sprawach. Nie boi się pan, że skończy jak bohaterowie filmu “Co mi zrobisz jak mnie złapiesz” i pańska podobizna zawiśnie na tablicy z napisem “Tych klientów nie obsługujemy”?
- Tego się nie obawiam (śmiech). Wiem, że ludzie zaraz powiedzą, że taki młody a już w głowie mu się poprzewracało. Jednak wiek nie ma tu znaczenia. Mam siedzieć jak mysz pod miotłą tylko dlatego, że mam 20 lat? Nonsens. Taki mam charakter. Na boisku i poza nim. Poza tym, nie kłamię i nikogo nie obrażam.

Rozmawiał TOMASZ SZELIGA

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.