- Nie oddam im mojej ziemi!

Za bramą w tle widać parcelę należącą do pana Tadeusza, o którą musi walczyć od kilku lat. Fot. Ewa Faber

PRZEMYŚL, NEHRYBKA. Spór o ziemię trwa.

- Jesteśmy pozostawieni sami sobie i musimy walczyć z urzędnikami o kawałek naszej ziemi – żali się Tadeusz Klajn z podprzemyskiej miejscowości. – Choć nie mam już sił, nie poddam się – zapowiada.

Uciążliwy, ale nieszkodliwy spór sąsiedzki o tzw. „miedzę” trwa od lat. Zapewne „spokojnie” ciągnąłby się nadal, gdyby nie ingerencja urzędników.

Minął rok od publikacji w naszej gazecie historii Tadeusza Klajna. Widmo utraty ziemi z każdą chwilą staje się coraz bardziej realne. – Każdy jeden urzędnik, który zajmuje się naszą sprawą, działa na naszą niekorzyść – mówi syn repatriantów ze wschodu, zaznaczając, że prawo ma po swojej stronie. Zdaniem mieszkańca Nehrybki, urzędnicy nadużywają władzy, a nawet łamią prawo.

Niedawno Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Przemyślu podtrzymało decyzje przemyskiego starostwa, które przywróciło przebieg granic sprzed scalenia, oddając tym samym sporny kawałek ziemi sąsiadce Klajna. Ten zapowiada zażalenie decyzji SKO i dalszą walkę w sądzie.

Od początku coś tu nie gra?
Wszystko zaczęło się w 2009 roku, kiedy to na wniosek sąsiadki pana Tadeusza Wojewoda Podkarpacki cofnął decyzję Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Przemyślu z 1970 roku w sprawie scalenia gruntów wsi Nehrybka i Łuczyce w części dotyczącej działek Klajna i jego sąsiadki, opierając się głównie na braku zgody pisemnej na scalenie. – Uzasadnienie tej decyzji jest bzdurne, a argumenty pana Walczaka wyssane z palca – gniewnie mówi Klajn. Chodzi o to, że zgody pisemne nie były wymagane ustawowo. Wystarczały wówczas oświadczenia dołączone do rejestru scaleniowego, co potwierdza geodeta przeprowadzający scalenie w Nehrybce i Łuczycach. A takie oświadczenie ojciec sąsiadki Klajna podpisał jako właściciel ziemi. Kontrowersyjny w spawie jest także fakt, że decyzja na scalenie gruntów została cofnięta tylko dla działki należącej obecnie do sąsiadki pana Tadeusza. Jej rodzice w momencie scalenia posiadali drugą działkę siedliskową oraz ziemie uprawne, które są pomijane na każdym etapie sprawy.

Pan Tadeusz przekonuje, że parcela, o którą walczy z urzędnikami, przed scaleniem należała do jego rodziców, więc starostwo nie powinno zabierać mu ziemi. Niejakim potwierdzeniem jego słów ma być mapa ewidencji gruntów obowiązująca do czasu przeprowadzenia scalenia, gdzie wyraźnie widać granice działek. Na wspólnej granicy Klajna i jego sąsiadki stoi studnia, która istnieje po dzień dzisiejszy. Może to być dowód na to, że jednak parcela przed scaleniem należała do Klajnów. – Nikt nie bierze jej pod uwagę, co więcej urzędnicy próbują mi wmówić, że studnia ta została w mapę wrysowana i nie stanowi żadnego dowodu na potwierdzenie moich słów – mówi pan Tadeusz. Tymczasem starostwo nie ma sobie nic do zarzucenia, czego dowodem ma być decyzja SKO. – Samorządowe Kolegium Odwoławcze potrzymało naszą decyzję, uważając zarzuty pana Klajna za bezzasadne – mówi Zdzisław Szeliga, rzecznik prasowy Starostwa Powiatowego w Przemyślu.

Sprawa trafi do Trybunału w Strasburgu?
Pan Tadeusz jest zdeterminowany i nie zamierza dać urzędnikom za wygraną. – Gdybym nie miał racji, dałbym sobie spokój. Zamierzam zaskarżyć decyzję SKO do Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie. Nie dam się oszukać i jeśli trzeba będzie złożę skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu – zapowiada.

Ewa Faber

do “- Nie oddam im mojej ziemi!”

  1. Marek

    a druga działka siedliskowa zwiększyła się o 500 m2. Dodam tylko że pierwsza działka siedliskowa zmniejszyła się o 200 m2. Ale ta druga dla Urzędów jest nie istotna. No cóż to nie Urzędnicy muszą oddawać ziemię choć jak już to oni zawalili.

  2. Krysia

    I w dodatku naraża ludzi na niepotrzebne stresy, trzeba bronić swojego w zawiłości prawa -irytujące.Jedno zaprzecza drugiemu, człowiek nawet nie ma pewności że to co zapisane w papierach ze jest jego do niego faktycznie należy użycie słowa chore to za mało

  3. ROMAN

    no – to nic nowego ; prawo to jest zapisane w „mądrych” przepisach/ ustawach/dyrektywach/wytycznych/okulnikach/zarządzeniach/rozporządzeniach/ i stosownych aneksach- ale życie to wszystko weryfikuje bo ci co mają to pilnować/przestrzegać /podejmować stosowne decyzje w tym gąszczu tego całego „ble- ble- ble”
    - nie są wstanie tego opanować a niejednokrotnie tego nawet nie przeczytali – no i mamy co mamy.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.