Nie taki Turek straszny, jak go malują

Serbski internacjonał Ivan Miljković zdobył dla Fenerbahce 22 punkty. Jeśli Asseco Resovia chce awansować, musi w rewanżu powstrzymać gwiazdora tureckiej ekipy. Fot CEV

SIATKÓWKA. CHALLENGE ROUND PUCHARU CEV. Pojedynek w Stambule pokazał, że Fenerbahce jest zespołem, z którym można śmiało powalczyć o awans do kolejnej rundy.

Porażką Asseco Resovii z Fenerbahce Stambuł zakończył się pierwszy pojedynek Challenge Round Pucharu CEV. Awans do półfinału uzyska drużyna, która wygra oba spotkania, bądź też jedno i dodatkowego “złotego seta”, rozgrywanego do 15, który ewentualnie odbędzie się po drugim meczu w Rzeszowie (8 lutego, godz. 18).

Wtorkowy pojedynek nie cieszył się zbyt dużym zainteresowaniem ze strony tureckich kibiców, którzy tłumnie chodzą tylko na mecze piłkarskie i koszykarskie. Również spotkania żeńskiej siatkówki gromadzą na trybunach zdecydowanie więcej fanów niż ma to miejsce podczas pojedynków mężczyzn.

Kryzys Grozera
Resoviacy, którzy w kiepskim stylu przegrali I seta, w kolejnych prezentowali się już o wiele korzystniej. Na boisku pierwsze skrzypce grali zmiennicy, którzy od II partii pojawili się na placu: Maciej Dobrowolski i Marko Bojić. W ataku będącego ostatnio w wyraźnym dołku Georga Grozera z powodzeniem zastąpił Adrian Gontariu. – Po Pucharze Polski Georgowi jest bardzo trudno wrócić do dyspozycji psychofizycznej. Ten półfinał PP kosztował go bardzo dużo zdrowia i energii. To widać na treningu. Próbujemy go w jakiś sposób odblokować, bo też wiemy, że na nim spoczywa cały ciężar. Musimy mu pomóc, bo potrzebujemy jego ataków z wysokiej piłki – mówił na antenie Radia Rzeszów, trener zespołu z Rzeszowa, Andrzej Kowal.

Skuteczna pogoń
Resoviacy w III secie wyszli z nie lada tarapatów. Mimo, że przegrywali 17:21 zdołali przechylić szalę na swoją korzyść, a dobre końcówki setów ostatnio były ich piętą Achillesową. – Dawno już nie widziałem, żebyśmy w ten sposób grali blokiem i kontrą – mówi Kowal. Jego zespół mimo prowadzenia w setach 2-1 nie poszedł za ciosem i o losach meczu rozstrzygnął tie-break. W nim jeszcze bardziej ciężar gry na swoje barki wzięły dwie największe gwiazdy ekipy ze Stambułu, Ivan Miljković i Leonel Marshall i przechyliły szalę zwycięstwa. Nie błyszczał natomiast nowy nabytek Fenerbahce, Rodrigo Quiroga, który sprowadzany był by poprawić przyjęcie, a w tym elemencie okazał się…najgorszym w zespole.

Przeciwnik do ogrania
- Rywale zagrali tak jak się spodziewaliśmy – mówi trener Kowal i dodaje. – Ciężar ataku oparty był na Miljkovicu i Marshallu. Kończyli bardzo dużo piłek choć też nie ustrzegli się błędów w trudnych sytuacjach. W pewnym momencie nawet udało się nam wyłączyć Miljkovica, ale wówczas Marshall wziął ciężar gry na swoje barki. Ta dwójka decydowała o obliczu tego zespołu. Mimo porażki, uważam, że w Rzeszowie w rewanżu są do ogrania i wszystko jest do odrobienia. Jeśli popatrzy się na statystyki to jedyna różnica widoczna była w pierwszym ataku i to chyba zaważyło o przegranej – kończy szkoleniowiec Asseco Resovii.

FENERBAHCE Stambuł – ASSECO RESOVIA 3-2 (25:18, 22:25, 23:25, 25:19, 15:10)
FENERBAHCE: Eksi 7, Marshall 20, Kayhan 5, Miljković 22, Quiroga 9, Batur 10 oraz Kilic (libero), Dogan, Cevikel
RESOVIA: Tichacek, Lotman 1, Grzyb 9, Grozer 7, Achrem 16, Nowakowski 10 oraz Ignaczak (libero), Mika 1, Bojić 15, Gontariu 8, Kosok.

Sędziowali: Ivan Lazarevic (Serbia) i A. Shehu (Albania). Widzów 1100.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.